25 czerwca
niedziela
Lucji, Wilhelma, Doroty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zrywanie znajomości

Ocena: 3.1
3161

Zdarzyło się Państwu zerwać wieloletnią znajomość? Albo usłyszeć od starego znajomego (jak najbardziej realnego, a nie tylko wirtualnego na FB), że nie chce już więcej utrzymywać żadnych z wami kontaktów? Nie mówię o sytuacjach, kiedy znajomość z powodu okoliczności, np. fizycznego oddalenia, jakby sama wygasa, a kiedy nadarzy się po latach okazja, by się spotkać i pogadać, to nie ma żadnego problemu. Mówię o sytuacjach, kiedy ktoś wysyła wam jasnego SMS-a lub e-maila, że po prostu skreśla was z listy znajomych i wszelkie kontakty z wami kasuje.

Mnie się zdarzyło. Nie że ja zerwałem, ale że ze mną zerwano. Było to po towarzyskiej sprzeczce w sprawie katastrofy smoleńskiej. Osoba, która mnie gościła, napisała e-maila, że zrywa kontakt, bo stałem się – cytuję dokładnie – „czcicielem ideologii ksenofobicznej, która nie przyniesie, bo nie może z założenia, żadnych korzyści ani Polsce, ani Polakom”. Potem było jeszcze coś o nietolerancji, rasizmie, nacjonalizmie itd. Nie wiem, co z tymi wszystkimi pojęciami ma wspólnego opinia, której broniłem: że katastrofy smoleńskiej ówczesne władze nijak nie wyjaśniły, co więcej, ich działania były żenujące i zalatywały zaprzaństwem. Rozumiem, że znajomej głoszenie w jakiejkolwiek sprawie poglądów zbliżonych do Jarosława Kaczyńskiego kojarzy się z czymś strasznym, niechybnie z faszyzmem, choć to słowo nie padło.

Opowiadał mi pewien zacny profesor, że kiedy został doradcą społecznym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wiele osób oświadczyło, że zrywa z nim kontakty i kasuje jego numer w komórce. Ostatnio pewnym echem odbiło się zachowanie Daniela Olbrychskiego, aktora, który zerwał próby i zrezygnował z udziału w spektaklu, bo „nie mogłem słuchać, jak Anna wychwala rządy PiS”. Chodzi o Annę Chodakowską, która zresztą próbowała załagodzić całą sprawę, ale bez powodzenia. „Sądziłam, że jest bardziej otwarty i ma do mnie większy kredyt zaufania. Ja nie robię problemu z jego przekonań, mimo że się z nimi nie zgadzam” – stwierdziła artystka. No właśnie! Z moich doświadczeń wynika, że zasadniczo to osoby popierające PO i Nowoczesną są tak nabuzowane negatywnymi emocjami, że gotowe są zerwać znajomości, jeśli ktoś ma inne poglądy polityczne. Słuchacze Radia Maryja, którym przez całe lata próbowano przyprawiać gębę agresywnego motłochu, prezentują się w porównaniu z tymi krzyczącymi o faszyzmie i upadku demokracji jako umiarkowani, spokojni, normalni ludzie.

Oczywiście, zdarzają się sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia, jak zerwanie znajomości. Kiedy na przykład znajomy nas oszczerczo obmówi, a w dodatku udaje, że nic się nie stało, to trudno dalej się spotykać. Polityka też może być uzasadnionym powodem zerwania znajomości. Jeśli – powiedzmy – w latach 80. dowiedziałbym się, że znajomy jest pracownikiem albo agentem Służby Bezpieczeństwa, to trzymałbym się od kogoś takiego z daleka. Co jednak począć, jeśli dziś, kiedy w wyniku wolnych, demokratycznych wyborów PiS doszedł do władzy, a prezydentem został Andrzej Duda, ktoś uważa, że ten, kto popiera prezydenta i większość parlamentarną, wysługuje się „dyktaturze”? Pan Przemek Wiszniewski, który na FB przedstawia się jako były dziennikarz TVP, a teraz działacz KOD, napisał: „Kto z Państwa wpuści do swojego domu »księdza po kolędzie«, to jakby wpuścił kolaboranta dyktatury”. Tego rodzaju histerię można wyśmiać, ale jak ją uspokoić?

Zastanawiające jest to, że tymi, którzy w emocjach zrywają kontakty z inaczej myślącymi, są najczęściej ci, którzy nie przestają głosić tolerancji, pluralizmu, wolności. Poznałem takie osoby, które uchodziły za tzw. otwarte, ale w konkretnych relacjach okazywały się zamordystami nie znoszącymi sprzeciwu. Tego rodzaju postawa ma zresztą długie tradycje. Czyż szermierze rewolucji francuskiej głoszący równość, wolność i braterstwo nie używali chętnie gilotyny wobec tych, którzy mieli inne zdanie?

Zamiast trzaskać drzwiami i zrywać znajomości, może lepiej przyjąć do wiadomości, że jeśli ktoś wygrał wybory, to ma prawo rządzić, a my nie musimy popadać w histerię, choć możemy się spierać, nawet ostro. A poza tym, czyż utrzymywanie kontaktów jedynie z tymi, którzy myślą podobnie jak my, nie byłoby trochę nudne?

 

Idziemy nr 3 (589), 15 stycznia 2017 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły