21 września
wtorek
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niemcy na zakręcie

Ocena: 0
1202

W polityce półtora roku to szmat czasu – i niezwykle trudno z takiej perspektywy prorokować przyszłość. Mimo to już dziś można sądzić, że kanclerz Niemiec Angela Merkel będzie miała spore kłopoty z utrzymaniem stanowiska po jesiennych wyborach. Jej partia traci poparcie, co pokazały niedawne wybory lokalne w kilku landach: CDU straciła co piątego wyborcę. Zyskuje za to trzeźwo patrząca na imigrację Alternatywa dla Niemiec, partia niestety jednocześnie prorosyjska. Przesunięcia nie są tak dramatyczne, jak to bywało w polskiej polityce, ale jak na rzeczywistość niemiecką bardzo poważne. Tam bowiem wyborcy nieczęsto zmieniają zdanie, ale gdy już zmienią, trudno ich skłonić do rewizji stanowiska.

Merkel więc wyraźnie traci grunt pod nogami. Oczywiście z powodu swojej niezrozumiałej do dziś decyzji o otwarciu granic Unii Europejskiej dla wielkiej fali imigrantów z Bliskiego Wschodu. Dlaczego tak doświadczony polityk zdecydował się na tak szalony, w gruncie rzeczy nielegalny, krok? Rozmawiałem o tym z wieloma osobami, w tym z europosłami i ekspertami od Niemiec, i nikt nie daje przekonującej odpowiedzi. Być może pytanie to pozostanie jedną z ciekawszych zagadek historii najnowszej. Najbardziej wiarygodnie wygląda teza o chęci przypodobania się lewicowej prasie w kraju i zagranicą, która w przypadku utrzymania szczelności granic mogłaby łajać panią kanclerz za „brak serca” czy „okrucieństwo”. Nie brakuje i teorii psychologizujących, według których Angela Merkel jest typową osobowością narcystyczną i jak powietrza potrzebuje pochwał, a jednocześnie histerycznie obawia się przyznania do błędu. Pojawiają się też teorie o dążeniu do trwałego i ostatecznego zamazania obrazu Niemców – zbrodniarzy wojennych.

W Polsce informacje o zbliżającym się wyraźnie końcu Merkel na stanowisku kanclerza budzą mieszane uczucia. Najgłośniej słychać tezę, że dla naszego kraju jej upadek byłby złą wiadomością. Zdaniem „Gazety Wyborczej” – „naprawdę złą wiadomością”, bo „tak propolskiego i rozumiejącego nasze problemy kanclerza jeszcze nie było”. Czy rzeczywiście? Poza domniemaną łaskawością dotyczącą rozstrzygnięć finansowych na kilku unijnych szczytach (trudno ocenić, na ile był to teatr) nie potrafię odnaleźć w pamięci jakichś wyraźnych gestów dobrej woli wobec Polski. Poklepywanie po plecach „łatwego w hodowli” Donalda Tuska to przecież jedynie pozorowanie partnerstwa. W sprawach ważnych, np. przy budowie bezpośredniego gazociągu łączącego Niemcy z Rosją, Merkel nie ustępowała Warszawie ani na krok. Z kolei dziś, gdy w naszym kraju zmienił się rząd, pani kanclerz nie tylko nie hamuje niemieckich koncernów medialnych, ale zdaje się zachęcać je do ostrego wobec nas kursu. A każdy, kto zna niemiecką politykę, wie, że niemiecki rząd ma wpływ na niemieckie media. Zarówno w Niemczech, jak i w Polsce.

W jednym należy obrońcom Merkel przyznać rację: jej następca niemal na pewno będzie prowadził politykę życzliwszą Rosji, zapewne zmierzającą do zniesienia sankcji wobec Kremla. To bez wątpliwości będzie dla nas wielkie wyzwanie. Z drugiej jednak strony nie możemy godzić się na wyraźnie pobrzmiewające dictum: albo pełna akceptacja niemieckiej dominacji (jak widać – nieodpowiedzialnej) i unijnego szaleństwa obyczajowego, albo rosyjska opresja. Także z tego powodu, że ta pierwsza ścieżka ostatecznie prowadzi do drugiej. Unia, zdominowana przez obyczajową i polityczną lewicę – także tę używającą szyldu chadecji, zalana obcymi kulturowo imigrantami, nie oprze się agresywnej Rosji. Już widać, że Schengen zostanie jednak jakoś przykrojone, a Zachodem jeszcze długo będą wstrząsały skandale w typie kolońskiej nocy sylwestrowej.

Dziedzictwem Merkel będzie więc nie tylko „wielki gest humanitarny”, co piszę w cudzysłowie, bo nie ma dobrego humanitaryzmu bez zwykłej roztropności. Jej dziedzictwem będzie również – jak to ujął niedawno brytyjski „The Daily Telegraph” – „prawdopodobnie śmiertelne zniszczenie spójności Unii Europejskiej”. Projekt, z którym wiązaliśmy nadzieje na chociażby miękkie bezpieczeństwo, za sprawą niemieckiej kanclerz znalazł się w ogromnym kryzysie. I żadne zaklęcia, żadne pomniki, a nawet możliwy pokojowy Nobel, tego już nie zmienią.

Jacek Karnowski
Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika
wSieci
Idziemy nr 13 (547), 27 marca 2016 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 września

Wtorek, XXV Tydzień zwykły
Święto św. Mateusza, apostoła i ewangelisty
„Pójdź za Mną”.
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Mt 9,9-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter