22 lipca
niedziela
Marii, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Belka w oku

Ocena: 0
1144

W ramach troski o Polskę nasz kraj odwiedziła kilka tygodni temu pani Elvira Drobiński-Weiss, posłanka niemieckiego Bundestagu z ramienia SPD, a jednocześnie przedstawicielka Rady Europy. Byłem jedną z osób zaproszonych na rozmowę w Sejmie, w większym gronie konserwatywnych dziennikarzy. Pani Drobiński-Weiss miała też spotkania z dziennikarzami lewicowymi oraz z organizacjami dziennikarskimi.

Pani poseł interesowała się, rzecz jasna, sytuacją mediów w Polsce. Dociekała, czy rzeczywiście wróciła już u nas cenzura, a media opozycyjne zeszły do podziemia jak w latach 80. To już standard tego typu wizyt, zresztą Elvira Drobiński-Weiss wydawała się tymi wątkami niespecjalnie zainteresowana. Z dużą uwagą wypytywała za to o kwestie socjalne: warunki pracy dziennikarzy, dostęp nowych osób do zawodu i traktowanie kobiet, także w kontekście mobbingu i molestowania. Odnosząc się do tego ostatniego wątku, odpowiedziałem, że nie pamiętam żadnego skandalu tego typu w mediach konserwatywnych; przywołałem natomiast znaną aferę z udziałem wielkiej gwiazdy telewizji liberalnej sprzed kilku lat. Jak pamiętamy, skończyła się ona dymisją oskarżonego, złamaniem jego kariery i procesami, które ciągną się do dziś.

Rozmowa z panią Drobiński-Weiss przypomniała mi się, gdy usłyszałem o kolejnej aferze, tym razem dotykającej najbardziej ideologicznych mediów lewicy: „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej”. Dwaj prominentni przedstawiciele tych redakcji zostali oskarżeni przez kilka kobiet o mobbing, molestowanie podwładnych, a nawet gwałt. Artykuł zawierający zarzuty opublikował portal feministyczny. „Nie chcemy, by skończyło się na wskazaniu dwóch winnych. Jest ich więcej, i trzeba o tym głośno mówić” – piszą autorki, jednoznacznie sugerując, że w środowisku, w którym się obracają, problem jest powszechny.

A jest to środowisko niezwyczajne, nie tylko z powodu roli forpoczty rewolucji światopoglądowo-obyczajowej, którą stara się pełnić. Oto bowiem, odpowiadając na zarzuty, jeden z redaktorów stwierdził: „Mam zapis mojej i Dominiki [osoby oskarżającej] – jak myślałem – ostatniej rozmowy, w której pytam ją, czy może mi coś zarzucić, i proszę o możliwość odejścia z tego związku, który stał się dla mnie zbyt trudny”. Nagrywanie pożegnalnych rozmów, zapewne bez zgody rozmówcy, pokazuje zdumiewająco niski poziom wzajemnego zaufania środowiska, które ponoć wyzwoliło się z przesądów. Inny fragment z cytowanego oświadczenia tłumaczącego się publicysty mówi z kolei o losie osób niesłusznie piętnowanych: „Wielokrotnie publicznie zabierałem głos w sprawie molestowania i przemocy seksualnej – uważam, że takie przypadki należy piętnować, a przeciwdziałanie nadużyciom jest potrzebne. Jednocześnie nie można pozwolić, aby napiętnowanie faktycznych sprawców i praktyk molestowania było wykorzystywane jako narzędzie nowych nadużyć”. Trudno się z tym nie zgodzić. Szkoda, że ludzie lewicy dostrzegają złożoność świata dopiero wówczas, gdy sami zderzą się z problemem.

Cała sprawa dotyczy środowiska mocno zaangażowanego w promowanie „walki z przemocą wobec kobiet”. Ująłem to sformułowanie w cudzysłów, ponieważ deklarowany cel jest wtórny, o ile w ogóle ma znaczenie; istotą tych wszystkich konwencji i dyrektyw jest uderzenie w tradycyjne struktury społeczne, zwłaszcza w rodzinę i kulturę. Tymczasem okazuje się, że to bojownicy tej „sprawy” nie są w stanie zapanować nad sobą samymi. Nie jest to pierwszy taki sygnał: światowej sławy reżyser Agnieszka Holland przekonywała całkiem niedawno, że sprośne dowcipy i wulgarne zaczepki pod adresem kobiet to „norma nawet w kręgach inteligenckich”. Może powinna napisać: „zwłaszcza w kręgach inteligenckich”, odnosząc się, rzecz jasna, do inteligencji lewicowej?

Wysyp afer związanych z molestowaniem seksualnym ma miejsce nie tylko w Polsce. To zjawisko, którego podłożem jest zderzenie dwóch globalnych procesów: feminizacji kobiet i seksualizacji mężczyzn. Nowe regulacje prawne czy też kampanie społeczne wiele nie pomogą. To jest po prostu fatalny kurs – zarówno gdy chodzi o feminizację, jak i seksualizację. Wiele pomogłyby zdrowy rozsądek, dobre wychowanie i zwykła skromność, ale tych cnót dziś się nie promuje; te cnoty dziś się zwalcza.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

 

SALON DZIENNIKARSKI