23 maja
czwartek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Grzech? Jaki grzech?

Ocena: 4.84545
1546

Z czego mam się spowiadać? Przecież nikogo nie zabiłem i niczego nie ukradłem. Utrata poczucia grzechu to poważne zagrożenie.

fot. pexels.com

Jezus w Ewangelii według św. Jana mówi: „Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu – bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś – bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie – bo władca tego świata został osądzony” (J 16, 7-12).

Jezus nie pozostawia złudzeń. Świat nie chce rozmawiać o grzechu. Dlaczego? Bo nie wierzy we Wcielonego Syna Bożego, który przyszedł, by go zbawić. Dopóki człowiek nie dostrzeże walki, która toczy się o jego duszę, uważa grzech za niepotrzebny konstrukt, który wprowadza go w nieprzyjemne stany. Bo kto lubi słuchać o tym, że jego czyny pociągają za sobą winę i negatywnie wpływają na kształt jego życia? Lepiej (i wygodniej) uśmierzyć swoją wrażliwość i stwierdzić, że temat grzechu jest zmyśloną rzeczywistością. Tylko czy założenie, że nie ma pod wodą ukrytej góry lodowej, uratuje statek przed wpadnięciem na nią? Od razu przypomina mi się zabawa z dzieciństwa, która polegała na zamykaniu oczu i mówieniu, że czegoś nie ma, ponieważ tego nie widzę. Było to co najmniej naiwne, ponieważ wszystko dalej istniało i na mnie oddziaływało, tylko po prostu ja nie chciałem na to patrzeć.

 


WYMAGAJĄCA MIŁOŚĆ

Przeszkodą w przyjęciu prawdy o grzechu jest błędny obraz Boga. Jeśli widzimy w Nim tylko Dobrego Pasterza, który zostawia 99 owiec, by udać się po jedną zbłąkaną, albo Ojca miłosiernego, który przyjmuje wytęsknionego syna, daje mu sandały i pierścień, mimo że ten potraktował go przedmiotowo, to wtedy oceniamy Stwórcę bardzo tendencyjnie – wybiórczo. Bóg czasami sięga po karcenie, zgodnie ze słowami z Listu do Hebrajczyków: „Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (Hbr 12, 6). Proces wychowawczy zakłada, że nie można tylko głaskać i zgadzać się na czyjeś warunki, ale również (czasami nawet częściej) trzeba stawiać wymagania. Ojciec Niebieski jako znawca natury ludzkiej wie, co jest dla nas dobre.

Wydaje mi się, że to jest klucz do interpretacji utraty poczucia grzechu. Współczesny świat źle interpretuje rzeczywistość grzechu. On nie jest blokadą naszej wolności. Nie polega na realizowaniu jakiegoś Bożego widzimisię. Grzech jest ranieniem zarówno samego siebie, jak i drugiego człowieka oraz Boga. Grzech jest przeszkodą w prawdziwym szczęściu. Wiadomo, że jeśli rozważać go krótkodystansowo, tylko od jednej strony, może się wydawać czymś pozytywnym. Ale to złudzenie. Grzech zawsze okrada nas z jakiegoś dobra. Do momentu, aż zrozumiemy sensowność poszczególnych zasad, będziemy odczuwać względem nich frustrację.

Wtedy będzie również dochodzić do powierzchownych spowiedzi. A kiedy są one spłaszczone i nie dotykają sedna sprawy, stają się karykaturą tego, czym powinny być. Jeśli w konfesjonale mówimy tylko o tym, że przez trzy miesiące dwa razy wypowiedzieliśmy wulgaryzmy, gotowaliśmy zupę na kościach w piątek i raz nie byliśmy w kościele, to rzeczywiście ciężko jest w tym wszystkim się nawrócić i odczuć efekt zmiany. To tak, jakbyśmy dbali tylko o karoserię samochodu, a nie przeprowadzali napraw w silniku. Niby dobrze to wygląda, ale dalej stoimy w miejscu, bo siadła mechanika. Im więcej będzie sensownych spowiedzi, które dają duchowe efekty i przełomy, tym większy będzie szacunek do sakramentu pokuty i pojednania, a w konsekwencji więcej gotowości do widzenia grzechu.

Kolejna sprawa: rozumienie zbawienia. Czym ono jest? Jaki jest plan Boga dla świata? Chrześcijańskie Objawienie mówi o grzechu pierworodnym, oddaleniu od Boga i odkupieniu dokonanym na krzyżu przez Zbawiciela. Cały ten układ nie może istnieć bez rzeczywistości grzechu. Jeśli chcemy przyjąć chrześcijaństwo, nie sposób uciec od tematu czynionego przez nas zła. Pozostaje więc pytanie, jak człowiek odczytuje ingerencję Boga w świat. Jeśli zakłada, że nie doszło do wcielenia, to ucieka również od kwestii grzechu.

 


OSOBISTA ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Następna trudność w odkrywaniu grzechu wynika z braku autorytetów. Skłania nas to do „uczuciowego osądu świata”. Co przez to rozumiem? Nic innego, jak podważanie faktu, że istnieje prawda obiektywna. Nie ma norm, do których powinni dostosować się wszyscy, bo przecież każdy inaczej może daną sprawę interpretować. Bitwa toczy się tutaj o źródło wiedzy. Czy kryterium wynika z czegoś, co zostało objawione, a ja muszę to odkryć w swoim życiu i zacząć się do tego stosować, czy raczej pracuję tylko ze sprawami, które powodują we mnie dyskomfort? Jeśli przyjmę tę drugą opcję, bardzo łatwo może dojść do odsuwania fundamentalnych spraw na bok. Tym bardziej że wiele aspektów naszego życia psuje się powoli i dopiero po jakimś czasie zauważamy tego konsekwencje (a wtedy bywa już za późno). Co gorsza, nasza ocena rzeczywistości może być błędna i dostrzeżemy problem zupełnie gdzie indziej niż jest to w rzeczywistości. Dlatego niezbyt rozsądne jest opieranie się tylko na naszych odczuciach, ponieważ już teraz mogą być one upośledzone przez grzech.

Do długiej listy przyczyn zaniku poczucia grzechu trzeba również dołączyć aktualnie używany język. Dużo w tej kwestii zrobiła psychologia. Od momentu, kiedy świat zajrzał do wnętrza człowieka i nie tylko przeprowadza operacje na organizmie, ale również pracuje z psychiką, doszło do opracowania wielu pojęć, które bardzo łatwo ośmieszają życie duchowe. Sprowadza się to wszystko do założenia, że nie ma żadnego sumienia, życia duchowego z Bogiem na poziomie duszy, są tylko mechanizmy psychologiczne, które są oznakami konkretnych procesów organizmu. O ile psychologia może bardzo pomóc w nazwaniu i dostrzeżeniu wielu wewnętrznych nieprawidłowości ludzkiej psychiki, nie możemy zakładać, że człowiek jest układem zamkniętym. Nie stanowimy tylko i wyłącznie sumy naszych organów fizycznych. Człowiek przekracza swój organizm. Posiada duszę, która pozwala mu wchodzić w relacje z Bogiem. Zbytnia psychologizacja życia wewnętrznego sprawia, że różne duchowe poruszenia i sugestie bardzo mocno spłaszczamy do nazwanych przez psychologię mechanizmów. A to nieprawda. W takim ujęciu nie ma również miejsca na grzech, bo jest on zastępowany o wiele łagodniejszymi określeniami typu błąd, pomyłka, lękowe podejście, mechanizm obronny, wewnętrzne rozbicie albo taki czy inny syndrom. Żeby nie było wątpliwości: nie chcę podważać dokonań psychologii. To bardzo ważna nauka o człowieku. Nie można jednak uciekać od osobistej odpowiedzialności w konkretnych życiowych decyzjach. To prawda, że nasze psychologiczne uwarunkowania zmieniają postać rzeczy i często zmieniają rozkład winy, ale nie można wszystkiego zamknąć wewnątrz jakiegoś mechanizmu. Większa wiedza o człowieku daje nam okazję do lepszej pracy nad sobą. Ona nie ma być usprawiedliwieniem i odciążeniem, tylko pomocą w diagnozie, gdzie jest źródło problemu i jak mogę „ustawić” moją wolną wolę, by była ona ukierunkowana na dobro, a nie na zło. Bo to możemy uczynić, prawda? Wiara nie stoi w sprzeczności z nauką. Te dziedziny wzajemnie się przenikają.

 


ZŁO TO NIE BAJKA

Obok próby naukowego spojrzenia na świat i sprowadzenia nas do odruchów typowych dla homo sapiens dochodzi jeszcze do pracy Złego. Środowiska nazywające się „nowoczesnymi” chcą postać osobowego zła włożyć między bajki. Diabłu bardzo się podoba taki układ. Jak potwierdza wielu egzorcystów, on zdecydowanie woli być uznawany za nieistniejącego, bo wtedy ma większy wpływ na człowieka. W końcu z kimś, kto nie istnieje, wcale się nie walczy, a przez to daje mu się szerokie pole do działania. W tym aspekcie bardzo ważne jest odkrycie i złapanie Złego na gorącym uczynku. Tutaj oczywiście psychologia znowu będzie stanowić przeszkodę, ponieważ część jego zabiegów i stylów działania ponazywała sprawnymi terminami. A co, jeśli dane działanie nie jest typowe dla psychiki ludzkiej, ale jest podsycane przez osobę trzecią? Jak widać, nie sztuką jest oddać w ręce psychologii prawo do orzekania, skąd pochodzi dane zachowanie. Za wieloma działaniami kryje się niewidzialna sugestia Złego, który właśnie w takich punktach dotyka ludzkiej decyzyjności. Nie piszę tego po to, by odrzucić racjonalną wiedzę. Chcę tylko zaalarmować, by nie oddawać swojej duszy w ręce ludzi, którzy twierdzą, że coś jest normalne i nie mamy obowiązku się czymś przejmować. Psychologia dla osób wierzących jest dobra, gdy staje się pomocą w poznaniu siebie, a nie „uśmierzaczem” sumienia.

Podsumowując: pamiętajmy, że grzech nie jest centrum Ewangelii. Jezus przyszedł, aby świat zbawić, a nie potępić (zob. J 12, 47). Niemniej, jeśli zapomnimy o grzechu i nie będziemy starali się usunąć jego konsekwencji, to możemy bardzo się pogubić. Do tego stopnia, że znienawidzimy Boga i sami zdecydujemy się na wieczne oddzielenie od Niego.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 maja

Piątek, VII Tydzień wielkanocny
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Wspomożycielki Wiernych
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 10, 1-12
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter