21 sierpnia
wtorek
Joanny, Kazimiery, Piusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dobry kierunek, złe pomysły

Ocena: 0
973

– Każdy podatek jest podatkiem przerzucalnym i odbije się na naszych kieszeniach – mów dr hab. Robert Gwiazdowski

fot. Centrum im. Adama Smitha

Z dr. hab. Robertem Gwiazdowskim, profesorem Uczelni Łazarskiego, rozmawia Radek Molenda

 

Jak Pan ocenia uchwaloną właśnie ustawę o biokomponentach i biopaliwach ciekłych, wprowadzającą m.in. opłatę emisyjną od paliw?

Bardzo negatywnie. Podwyższenie cen paliwa wpłynie istotnie na podwyżki cen wszystkich innych towarów i usług, które trzeba w jakikolwiek sposób wytworzyć i przywieźć. Zważywszy na to, że drożeje ropa, drożeje też dolar, którym rozliczane są transakcje na rynku paliwowym, wprowadzenie tego podatku w tym momencie oznacza albo kompletny brak wyobraźni gospodarczej, albo też budżet jest już w takim dołku, że trzeba sięgnąć po cokolwiek, byle jakieś pieniądze od ludzi zyskać.

Czyli kolejny podatek?

Na daniny publiczne wymyślono różnie nazwy. Jeśli ktoś bredzi, że PKN Orlen weźmie tę opłatę na siebie, zapytam: czy PKO BP podobnie wzięło na siebie podatek bankowy, czy jednak spada on na jego klientów?

Jakiej podwyżki na stacjach możemy się spodziewać?

Na cenę paliwa na stacji składa się wiele czynników. To kwestia m.in. ceny ropy, ceny dolara, marż rafineryjnych, tego, za ile uda się sprzedać różne produkty naszej rafinerii po jej kosztach, z kupionej przez nas ropy. Dalej mamy kwestię popytu na danym rynku, zależnego nawet od tego, czy mamy więcej, czy mniej długich weekendów. Natomiast mówienie, że wprowadzimy podwyżkę o 10 groszy na litrze i na dłuższą metę nie będzie to miało znaczenia dla gospodarki ani państwa, ani budżetów domowych, jest nieprawdą. Każdy podatek jest podatkiem przerzucalnym i odbije się na naszych kieszeniach.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski obiecuje, że cena paliwa w tym roku nie dojdzie do 6 zł za litr.

(śmiech) Pan minister pewnie ma rację, co nie znaczy, że nie będzie to np. 5,99 zł.

Na co państwu te dodatkowe pieniądze? Na realizację funduszu budowy dróg lokalnych zapowiedzianego w „piątce Morawieckiego”?

Tę funkcję kiedyś pełnił oddzielnie płacony podatek drogowy, który bynajmniej nie był wykorzystywany na budowę dróg. Potem ten podatek znalazł się w opłacie paliwowej i też nie szedł na budowę dróg. Pieniądze w budżecie nie są oznaczone, że te pójdą na to, inne – na co innego. Nie ma więc pewności, że dodatkowe 10 groszy z litra benzyny pójdzie akurat na ten fundusz.

A Fundusz Niskoemisyjnego Transportu? Czy jego zadań nie da rady wypełnić istniejący przecież Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej?

Oczywiście da radę, ale (śmiech) nowy fundusz – to nowy prezes, sekretarka i samochód. Takie mnożenie instytucji uważam za absolutnie niepotrzebne. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że Elon Musk zaczął produkować elektryczną Teslę. To samo robi BMW, Toyota. I nie mają żadnego specjalnego funduszu narodowego, który się tym zajmuje. Problem emisyjności w transporcie nie zostanie szybko rozwiązany. Jeśli TIR wiezie 24-tonowy ładunek, to gdzie on sobie wsadzi baterię pozwalającą to pociągnąć?

Uważa Pan, że kurs na elektromobilność to dobry kierunek?

Co do zasady – tak. Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Samochody elektryczne są o wiele droższe od samochodów benzynowych. W związku z tym pomysł, by skarb państwa dopłacał 25 tys. zł do każdego samochodu elektrycznego, jest świetną nowiną, ale dla bogatych ludzi, których na ten samochód stać.

Jak więc podejść do sprawy?

Najpierw rozwiązać kilka różnych problemów, np. próbować poprawić technologię wodorową. Elektromobilność może dziś dotyczyć małych samochodów jeżdżących na krótkich dystansach, taksówek. Jednak opowiadanie, że transport ciężarowy możemy szybko przenieść na „elektrykę”, to mrzonki. Sądzę, że sprawę elektromobilności rozwiąże w przyszłości sam rynek. Przyjdą coraz bardziej opłacalne nowe technologie, które wyprą technologie stare. Dziś wydawanie pieniędzy biednych ludzi na mrzonki nie ma sensu. To się naprawdę zrobi samo.

Nowa ustawa pozwala też tworzyć w miastach strefy czystego transportu – poprzez m.in. pobieranie opłat za wjazd do nich pojazdów z tradycyjnym napędem. Podoba się Panu ten pomysł?

To kolejna brednia. Takie rzeczy można wprowadzać w bogatych społeczeństwach, w których ludzie jeżdżą dobrymi, ekonomicznymi samochodami, w miejscowościach z dobrą siecią transportu miejskiego. Kiedy w Warszawie mieszkaniec Marszałkowskiej wezwie np. hydraulika do pękniętej rury – to czy hydraulik z całym swoim sprzętem i nową rurą przyjedzie do niego metrem? Tak samo popatrzmy na nasze wielkomiejskie biurowce, które obsługuje mnóstwo „niewidzialnych” zwykłych ludzi: serwisantów sprzętu, kurierów przywożących jedzenie, sprzątaczek itp. Ich nie stać na Teslę czy BMW, więc przyjadą do centrum miasta starym dieslem. Tak więc kierunek jest generalnie dobry, ale nie w tym momencie i nie w ten sposób.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI