21 listopada
środa
Alberta, Janusza, Konrada
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dobrze mieć siostrę

Ocena: 4.84285
3761

Oprócz więzi rodzinnej mamy inną więź, która od tej pierwszej wydaje się jeszcze ważniejsza – mówią siostry Anna Maria i Judyta Pudełko.

fot. Irena Świerdzewska/Idziemy

Siostra Anna Maria ze zgromadzenia apostolinek jest psychopedagogiem powołania pomagającym młodzieży rozeznawać drogę życia i towarzyszącym kapłanom i osobom konsekrowanym w kryzysie. Wykłada w Wyższym Seminarium Duchownym w Łowiczu. Współpracuje z Centrum Formacji Duchowej w Trzebini. Siostra Judyta ze Zgromadzenia Uczennic Boskiego Mistrza jest doktorem biblistyki, wykładowcą na Papieskim Wydziale Teologicznym, przewodniczką po Ziemi Świętej. Obydwie stworzyły w Kościele markę. Rozchwytywane są jako prelegentki i prowadzące rekolekcje dla świeckich, sióstr i kapłanów. Jako rodzone siostry mówią, że powołanie zakonne jest najsilniejszą łączącą je więzią.

 

Babcia Marianna, Jola i Ania

Obie są świadectwem, jak dom rodzinny wpływa na dojrzewanie do powołania. Wychowały się w rodzinie robotniczej, najpierw mieszkając w Krakowie, potem w mocno czerwonej Dąbrowie Górniczej, jak mówiło się za czasów PRL-u.

– Najważniejsze wartości otrzymałyśmy w rodzinnym domu – opowiada s. Anna Maria. – Kiedy rodzice byli w pracy, troszczyła się o nas babcia Marianna. Uczyła pierwszych modlitw. Mam takie wspomnienia, jak babcia jedną ręką miesza w garnku zupę, a drugą przesuwa paciorki różańca. Potrafiła też na głos modlić się, rozmawiać z Bogiem, co pokazywało mi, że Bóg jest kimś bliskim i rzeczywistym – opowiada s. Anna Maria.

Zanim poszły do szkoły, babcia już nauczyła wnuczki odmawiać Różaniec. – Babcia miała talent pedagogiczny, uczyła nas różnych rzeczy. To budowało w nas ciekawość i chęć uczenia się – dodaje s. Judyta, w domu rodzinnym nosząca chrzcielne imię Jola. – Miałyśmy stworzony klimat, który służył rozwojowi pod wieloma względami.

Na wyścigi czytały książki. Jako dzieci śpiewały w scholii parafialnej, potem w chórze, trafiły do Oazy Dzieci Bożych i zaczęła się formacja w Ruchu Światło-Życie. – W domu równolegle z uczeniem się szła nauka katechizmu i poznawanie prawd wiary, nawet historii biblijnej – opowiada s. Judyta. – Od kołyski miałam kontakt ze Starym Testamentem. Babcia potrafiła tak opowiadać historie biblijne, że niesamowicie mnie nimi zaciekawiała: jak żył naród izraelski, co przepowiadali prorocy. Bardzo utkwiła mi w pamięci historia Salomona, rozstrzygającego spór dwóch matek o dziecko. Zaznajamiałam się z historią Mojżesza, życiem Jezusa i Maryi. Już jako dziecko odczułam pragnienie więzi z Bogiem. W kościele czułam się u siebie. Babcia czytała nam też historie świętych. Stąd dowiedziałam się, że można przez całe życie blisko Boga, co bardzo mnie fascynowało – opowiada s. Judyta.

 

Judyta i Anna Maria

Myślenie o powołaniu dojrzewało w obu siostrach: Ani i młodszej o dwa lata Joli. – Pamiętam, kiedy jako czterolatka czesałam włosy przed lustrem, a hydraulik wezwany do cieknącego kranu zapytał: „To kim ty będziesz, dziewczynko? Pewnie aktorką, bo tak lubisz stać przed lustrem”. Oburzona odłożyłam szczotkę, złożyłam ręce i mówię: „Zakonnicą” – wspomina ze śmiechem s. Anna Maria.

– Nawzajem oddziaływałyśmy na siebie. Odczułam pragnienie więzi z Bogiem już jako dziecko. W przeciwieństwie do siostry bardzo tę myśl ukrywałam, nie chwaliłam się nią, nosiłam gdzieś głęboko w sercu. Dopiero trzy miesiące przed maturą powiedziałam rodzicom – opowiada s. Judyta. Byli bardzo zaskoczeni. Nie spodziewali się, że rok po wstąpieniu pierworodnej córki druga pójdzie w jej ślady. Nie robili żadnych przeszkód.

– Z wyborem zgromadzenia nie było trudno – opowiada s. Judyta. W szóstej klasie szkoły podstawowej poznała Zgromadzenie Uczennic Boskiego Mistrza. Choć nie jeździła na rekolekcje, od czasu do czasu odwiedzała klasztor w Częstochowie, w klasie maturalnej kilkakrotnie. – Wiedziałam, że to moje zgromadzenie, i żadne inne. Kiedy weszłam do kaplicy i zaczęłam się modlić, czułam, że jestem zaproszona do tego miejsca, w sercu zrodziło się pragnienie: „Tutaj mam być, to moja rodzina, mój dom”. Mocno zachwyciła mnie wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu, posługa liturgii, apostolstwo liturgiczne, posługiwanie człowiekowi, żeby w liturgii spotkał Jezusa. Zrozumiałam, że chcę tak żyć – opowiada s. Judyta.

Z poszukiwaniem zgromadzenia przez Annę Marię było trudniej, ale, jak mówi dziś: jeśli Bóg czegoś od człowieka chce, to otwiera mu wszystkie drzwi.

– Miałam w sercu dwa pragnienia: żeby wstąpić do zakonu i być przy człowieku, który szuka sensu życia i drogi powołania. Jako nastolatka spotykałam siostry zakonne czy kapłanów, którzy przeżywali trudności, momenty zagubienia czy odejścia. Dziwiłam się, dlaczego ich spotykam. Wtedy, na przełomie lat 80. i 90., właśnie się tworzyło w Polsce duszpasterstwo rodzin. Myślałam wówczas, że jeżeli rodzina przeżywa kryzys, to może liczyć na pomoc w poradni, a osoby konsekrowane nie mają takiej możliwości. Zdarzają się odejścia od powołania w atmosferze zgorszenia innych. Nosiłam w sobie pragnienie towarzyszenia takim osobom – opowiada s. Anna Maria. Nie mogła jednak znaleźć zgromadzenia z taką misją. Powiedziała: „Panie Jezu, nie ma zakonu dla mnie, wybieram drogę małżeńską”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -