19 września
wtorek
Januarego, Konstancji, Teodora
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kościół wobec Wałęsy

Ocena: 4
1721

„Dlaczego biskupi milczą w sprawie Lecha Wałęsy, syna Kościoła z Matką Bożą w klapie, któremu Kościół tak wiele zawdzięcza?” – lamentuje Jarosław Kurski. Rozumiem, że zdaniem wicenaczelnego „Wyborczej” biskupi powinni wziąć Wałęsę, bohatera, w obronę przed IPN-owskimi atakami. Ale w imię czego? Bo przecież nie w imię prawdy ani nawet miłosierdzia. A co do stwierdzenia, że Kościół tak wiele zawdzięcza Wałęsie, to wpisuje się ono w bufonadę pt. „Ja sam obaliłem komunę”.

Uwikłanie Wałęsy we współpracę z esbecją nie jest jego prywatną sprawą, ale dotyczy najnowszej historii Polski. Pierwszy sekretarz KC PZPR Stanisław Kania podczas jednej z jesiennych narad partyjnych w 1980 r. stwierdził: „Nie sądzę, żeby były jakiekolwiek obawy obalenia Wałęsy, jak to się u nas upowszechnia, postępujmy ostrożnie, bo go obalą. Żaden z doradców nie odważy się tego zrobić. Wałęsa jest potrzebny, nazwisko Wałęsy jest potrzebne, stał się już instytucją i parawanem, za którym można manipulować w »Solidarności«”.

Mamy oryginalne teczki Wałęsy z jego podpisami, donosami na kolegów, pokwitowaniami odbioru pieniędzy. Co w tej sytuacji może powiedzieć Kościół w Polsce? Może wezwać do budowania na prawdzie. W świetle Ewangelii należałoby zachęcać Wałęsę do opowiedzenia, jak było, i do przeproszenia tych, których skrzywdził zarówno donosząc, jak i potem próbując ukryć wstydliwą przeszłość.

Niestety, Wałęsa ma wielu fałszywych przyjaciół, którzy pompują jego ego i umacniają go w wewnętrznym załganiu. Nie robią tego dlatego, że cenią Wałęsę. Posługują się nim dla swoich ideologiczno-politycznych celów. Legendarny przywódca „Solidarności” jest szczególnie przydatny w urabianiu opinii publicznej poza Polską. Można by tutaj przypomnieć, co dzisiejsi chwalcy Wałęsy mówili o nim, kiedy im przeszkadzał jako kontrkandydat Mazowieckiego w wyborach prezydenckich. Był dla nich dyktatorem, zagrożeniem demokracji, prymitywem, pijakiem, tym, który zniszczył „Solidarność”, mitomanem itd.

Z zapewnieniami, że Wałęsa pozostaje wielkim bohaterem, pośpieszyli niektórzy, na szczęście nieliczni, duchowni. W tej księżowskiej retoryce znajdujemy różne argumenty. Trzeba być miłosiernym, bo któż nie popełnia błędów. Gorsi od bohaterów ze skazą są ci, którzy uważają, że sami są bez skazy, nic nie zrobili, a oskarżają innych. Święty Paweł prześladował chrześcijan, a potem stał się apostołem narodów. Problem polega na tym, że Paweł oddał życie w służbie Ewangelii, a o sobie samym mówił: „jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży” (1 Kor 15,9). Wałęsa natomiast nazywa „śmieciami” tych, którzy zadają mu logiczne pytania, i grzmi, że samo już pomyślenie źle o nim, który obalił komunizm, to zbrodnia.

Cała ta sytuacja jest smutna, żenująca. Wielu wspierało Wałęsę, widząc w nim autentyczny symbol nowej, budowanej na prawdzie i sprawiedliwości Polski. Dziś wcale się nie cieszą, że mit pod naporem poznawanych faktów rozsypał się na kawałki. Tym bardziej jednak trzeba opowiadać historię „Solidarności”, milionów prostych ludzi, którzy zachowali się, jak trzeba, ponosząc konkretne, bolesne dla nich i dla ich rodzin konsekwencje. Trzeba też oddać Wałęsie to, co w jego publicznej działalności było dobre. Bo przecież nawet tacy autorzy jak Cenckiewicz i Gontarczyk wskazują na pozytywne karty w jego historii.

Snucie teorii, że np. grafolodzy, którzy dokonali dogłębnej analizy teczek Wałęsy, działali na zamówienie Kaczyńskiego, który chce zająć miejsce należne Wałęsie, jest absurdalne, histeryczne, niegodne Polski, którą stać na niefałszowanie własnych dziejów. Opowiadanie prawdziwych historii jest bardzo ważne także z punktu widzenia wychowania przyszłych pokoleń. Kościół, który bardzo starannie przeprowadza procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne, jest jak najdalszy od tworzenia fałszywych „świętych”. Z drugiej strony nie przekreśla nikogo. Zarazem naucza, że Bóg jest miłosierny, ale miłosierdzie idzie w parze z prawdą. Bo kiedy spotyka się z wewnętrznym zakłamaniem, staje się bezsilne. 


Idziemy nr 7 (593), 12 lutego 2017 r.
 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły