3 czerwca
środa
Leszka, Tamary, Karola
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wiara, nadzieja i miłość

Ocena: 5
2541

Nie wierzyć w nic, w co inni wierzą, nadzieję mieć tylko w swojej zapobiegliwości, miłość mieć tylko do siebie – to dość częste zaprzeczenia trzech cnót Boskich.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Niestety, nierzadko obecne w życiu każdego z nas. Zapewne często występują w formie częściowej, ale jednak nie jesteśmy od nich uwolnieni na zawsze. Czy poza pychą, jaka z nich wynika, jest jeszcze jakaś wspólna ich cecha? Myślę, że jest lęk. Zwykły prosty, ludzki lęk przed nieznanym, lęk przed niepowodzeniem, wreszcie lęk przed zaufaniem Bogu.

Z pewnością nie jest to wynalazek naszych czasów. Jeremiasz bez wstydu przyznaje się do takiego lęku. W przeciwnym razie przecież nie zapisałby słów Bożych: „wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi”. Prorok mógł zapisać te słowa także jako pouczenie, przypomnienie czytelnikom, że to Bóg jest Panem naszego życia od poczęcia do śmierci. Jeden z największych proroków Starego Testamentu musiał bardzo głęboko przeżyć zapewnienie Boga o Jego wsparciu i dlatego mógł dokonać tego wszystkiego, czego dokonał. Co nam przeszkadza w takim zaufaniu?

Najprostszą odpowiedź podsuwa nam św. Paweł w liście do Koryntian – w bardzo dobrze znanym Hymnie o miłości. Żadne nadzwyczajne umiejętności, największe dary, a nawet moc czynienia cudów nie zbliżą nas do zaufania Bogu, jeżeli brak nam będzie miłości. Miłości prawdziwej, która „nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości (...) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. Jak otworzyć się na dar takiej miłości? Jak pozbyć się lęku przed takim zaufaniem? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Rozumiemy wszyscy, że trzeba się o nią modlić, trzeba się także modlić o umiejętność jej przyjęcia, trzeba jej szukać w sposób odpowiedni do etapu życia na którym się znajdujemy („Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.”). Dlaczego jednak pomimo nawet takich prób nie umiemy jej w pełni przyjąć?

Pewną podpowiedzią może być dzisiejszy fragment Ewangelii. Mieszkańcy Nazaretu nie potrafili przyjąć oświadczenia Jezusa, że to On jest Mesjaszem. „Czyż nie jest to syn Józefa?”. Jak ktoś tak „zwyczajny”, żyjący od dawna pośród nas, może być tak „nadzwyczajny”? Próba zabicia „bluźniercy” oznaczała prostą odpowiedź: to niemożliwe. Czy znaki, jakie nam zsyła Bóg każdego dnia, w życiu każdego z nas, nie są po prostu odrzucane jako „niemożliwe”? Choć często słyszymy piękne świadectwa, jak Bóg opiekuje się tymi, którzy w pełni Mu zaufali, to przecież nam to się nie może przydarzyć: „to niemożliwe”.

Potrzeba nam wielkiej, prawdziwie dojrzałej pokory żeby wejść na drogę pełnego zaufania. Jej początek może mieć postać refleksji: „a może jednak…”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest diakonem stałym, ekspertem Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie i redaktorem naczelnym miesięcznika „Magnificat”.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 3 czerwca

Środa, IX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie świętych męczenników Karola Lwangi i Towarzyszy
Jestem Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba.
Bogiem nie umarłych, lecz żywych.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2Tm 1,1-3.6-12; Ps 123,1b-2; Mk 12,18-27
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter