18 października
czwartek
Juliana, Lukasza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Antypomnik katyński

Ocena: 0
1675

Nie zabierajmy pomnika z Jersey City. Zatroszczmy się o katyńską pamięć na miejscu

Dyskusja o losach Pomnika Katyńskiego w Jersey City odsłoniła zupełnie niespodziewane horyzonty. W naszej redakcji na przykład jeden z kolegów – nie wiem, czy mówił serio – zaproponował, żebyśmy ogłosili narodową składkę, wykupili pomnik z Jersey City i ustawili w Warszawie. I miał już miejsce – na placu Defilad, czyli przed Pałacem Kultury, od strony ulicy Marszałkowskiej, tam, gdzie kiedyś była trybuna dla partyjnych notabli, kiedy główną ulicą stolicy przeciągały monstrualne pochody pierwszomajowe albo lipcowe. Pomysł, nawet jeśli podszyty gorzką ironią, odsłania wszystkie absurdy i traumy naszej rzeczywistości: sam Pałac Kultury i Nauki jest przecież wciąż trwałą pamiątką po czasach, których zbrodnia katyńska jest najbardziej tragicznym symbolem. Gdybyż tylko symbolem, ale jej ofiar – ponad dwudziestu dwóch tysięcy oficerów, w tym oficerów rezerwy, a więc inżynierów, prawników, lekarzy, nauczycieli, leśników, ekonomistów, duchownych – zabrakło potem w powojennej Polsce. Zabrakło ich wiedzy i doświadczenia, ich patriotyzmu i społecznikostwa, ich prawości i honoru, ich umiejętności budowania więzów obywatelskich i wyznaczania światłych celów. Zabrakło ich jako mężów, ojców, synów i braci.

I na długie lata powojenne zabrakło nawet pamięci o nich. Ich pomników i ich historii. A ich antypomnikiem miał być właśnie Pałac Kultury i Nauki.

Górująca nad naszym miastem, nad niepokonaną stolicą dumnej Polski, gigantyczna budowla była jak złowrogi cień Stalina (że odwołam się do Tadeusza Konwickiego, który w tym cieniu mieszkał). Jego imię jest przecież wciąż wyryte – tyle że od dawna zasłonięte – nad wielkimi drzwiami głównymi. Budowla więc miała być antypomnikiem katyńskim – i stała się nim, niestety, o czym świadczą głosy jej wielbicieli czy choćby zwolenników.

Stąd pomnik katyński w Jersey City ma znaczenie, jakiego nawet wielu z nas się nie domyśla w swojej niewiedzy, co z tego że zaprogramowanej w szkołach poprzedniego systemu. Także bowiem w USA los „sprawy katyńskiej” był skomplikowany: cóż bowiem z tego, że Komisja Katyńska, tzw. Komisja Maddena, powołana przez Kongres USA (1951-1952) zakończyła swe prace postulatem, aby zbrodnią katyńską zajęła się ONZ, a jeśli to się nie uda, aby powołany został trybunał międzynarodowy. Kilka lat temu wyciągnął tę sprawę amerykański dziennikarz Allen Paul, o czym zresztą opowiadał na naszych łamach.

Ale to właśnie amerykański prezydent Franklin Delano Roosevelt „sprzedał” Polskę Stalinowi w Teheranie i Jałcie. Trudno więc, żeby potem miał ochotę na wywlekanie sprawy katyńskiej – fundamentalnej dla tej transakcji.

A co z pomnikiem w Warszawie? Studenci dziennikarstwa, z pierwszego roku zresztą, poruszyli inną kwestię: zapytali, ile jest w Polsce pomników katyńskich, solidnych i artystycznie wyrazistych, bo ten w Warszawie – a i tak, gdyby nie płk Ryszard Kukliński, to by go nie było – to po prostu kamień.

Nie zabierajmy więc pomnika z Jersey City. Zatroszczmy się o katyńską pamięć na miejscu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI