17 listopada
piątek
Salomei, Grzegorza, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Reformy zawsze bolą

Ocena: 0
381

Według sondażu CBOS za najważniejsze wydarzenie poprzedniego roku Polacy uznają Światowe Dni Młodzieży i wizytę papieża Franciszka (ponad 17 proc. badanych) oraz realizację programu 500+ (ponad 10 proc.). Szczyt NATO uzyskał prawie 3 proc. wskazań. Sytuację polityczną w kraju, rządy PiS, konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego i powstanie KOD za najważniejsze wydarzenia uznało w sumie ok. 10 proc. badanych.

Również według CBOS, Polacy oceniają rok 2016 jako bardziej udany niż 2015 pod każdym względem. Na pytanie, czy był lepszy niż poprzedni „dla Polski”, pozytywnie odpowiada 38 proc. badanych (rok wcześniej 31 proc.), „dla świata” – 19 proc. (rok wcześniej 13 proc.) Rośnie również satysfakcja z życia osobistego i rodzinnego.

Z kolei liderami rankingu zaufania CBOS są w kolejności prezydent Andrzej Duda (59 proc.), premier Beata Szydło (51 proc.) i Paweł Kukiz (45 proc.). Ryszard Petru uzyskał 31 proc. wskazań pozytywnych, a Grzegorz Schetyna 24 proc.

O konkretnych badaniach i ich interpretacji można oczywiście dyskutować, ale ogólny obraz jest jednoznaczny: dobra zmiana nie tylko trzyma się mocno, ale jest też dobrze oceniania. Czarny obraz kraju staczającego się rzekomo ku autorytarnym rządom, z walącą się gospodarką, osamotnionego w Europie, obraz, który kreślą opozycja i jej media, odbierany jest z dużym dystansem. To oczywiście może się zmienić, bo, jak pokazały lata 2005-2007, nawet doskonałe wyniki gospodarcze i społeczne kraju nie muszą być przeszkodą w wykreowaniu atmosfery katastrofy. Wówczas gospodarka rosła o 6-7 proc. rocznie, bezrobocie spadało, a rządowi Jarosława Kaczyńskiego niespecjalnie to pomogło.

Teraz atmosfera też jest gorąca. Gdy piszę te słowa, trwa coraz bardziej groteskowy protest posłów Nowoczesnej i Platformy w sejmie. Dziś jest rzeczywiście śmiesznie, młodzi posłowie kompromitują się śpiewami i recytacjami, tłumaczą się z grzebania w rzeczach osobistych posłów PiS i nie mają pomysłu na wyjście z pułapki, w którą sami się zapędzili. Ale grudniowa akcja to nie był jednak „ciamajdan”, to była akcja na serio. Polska to ważny kraj, który wyrwał się spod kontroli potężnych sił wewnętrznych i zewnętrznych, zdolnych do wszystkiego. A chodzi nie tylko o interesy ekonomiczne, ale także ideologiczne.

Polacy lubią spokój, przy czym brak spokoju kojarzą najczęściej z tym, co płynie do nich z mediów. Opozycja i jej zaplecze doskonale to wiedzą, i dlatego wyraźnie grają na zmęczenie rodaków wysokim poziomem konfliktu. Stąd też wielu ludzi dobrej woli woła o kompromis. W tej konkretnej sytuacji o jakieś „spotkanie się pośrodku” będzie trudno. Ponowne przegłosowanie budżetu oznaczałoby bowiem, że PO i Nowoczesna zyskują prawo zrywania parlamentu poprzez blokowanie mównicy w dowolnym momencie. A to zbliżałoby na do sytuacji XVIII wieku i liberum veto, bo przecież mównicę może zablokować nawet jeden poseł. Większość sejmowa nie może się na to zgodzić pod żadnym pozorem.

W życiu politycznym, tak jak i sprawach osobistych, są sytuacje, przez które trzeba po prostu przejść. Opozycja musi uznać, że do odzyskania władzy nie prowadzi żadna droga na skróty – ani poprzez zawłaszczenie na zapas Trybunału, ani poprzez wyprowadzanie ludzi na ulice, ani poprzez kreowanie zagranicznej presji czy paraliżowanie parlamentu. Gdy to zrozumie, gdy zobaczy to w kolejnych sondażach poparcia i gdy wreszcie zajmie się normalną pracą polityczną – budowaniem zaplecza, składaniem propozycji, walką na argumenty – zbliżymy się do normalności. Czyli do tego Zachodu, którym tak często wymachują nam przed nosem politycy odsunięci od władzy.

Od rządzących trzeba oczywiście wymagać. Nie powinni nieroztropnie poniżać przeciwników, a każdy konflikt mają obowiązek starannie przemyśleć, zastanawiając się, czy rzeczywiście nie ma innego wyjścia. Warto jednak mieć świadomość, że takie zwierzę jak bezkonfliktowa, bezobjawowa naprawa państwa, nie istnieje. Reformy i zmiany zawsze naruszają interesy, zawsze bolą, zawsze wywołują sprzeciw. Ale zaniechanie, zgoda na państwo byle jakie, słabe, ujarzmione, oligarchiczne, to – jak wiemy z naszej historii – droga do jeszcze większego cierpienia.

 

Idziemy nr 2 (588), 8 stycznia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły