22 maja
wtorek
Heleny, Wieslawy, Ryty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Problem na lata

Ocena: 0
1439

Zmagająca się z rosnącą presją zagraniczną Polska ma kolejny problem. Władze Izraela ostro protestują przeciwko nowelizacji ustawy o IPN (przyjętej już przez sejm i skierowanej do senatu), która wprowadza odpowiedzialność karną za „publiczne i wbrew faktom” przypisywanie Polakom lub Polsce odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskich Niemiec. Celem nowego prawa jest przede wszystkim ułatwienie walki z szeroko stosowanym w świecie pojęciem „polskich obozów koncentracyjnych”, teoretycznie jedynie geograficznym, ale w praktyce niosącym ze sobą kontekst sprawstwa.

Co ciekawe, ustawa była przygotowywana od dwóch lat. Konsultowano ją także z przedstawicielami Izraela i Stanów Zjednoczonych; pod ich wpływem dodano akapit wyłączający z ustawy prace i badania naukowe. Odwołano się także do unijnych rozwiązań dotyczących penalizacji kłamstwa oświęcimskiego. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Aż do 27 stycznia, gdy podczas uroczystości z okazji rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau ambasador Izraela Anna Azari powiedziała: „Rząd Izraela odrzuca tę nowelizację”. Później stanowisko to powtórzyli przedstawiciele władz tego państwa, włącznie z premierem Netanjahu.

Teoretycznie ów mocny sprzeciw wynika z obawy, że nowe prawo będzie oznaczało np. zakaz wspominania o Jedwabnem czy szmalcownikach. To jednak zarzut pozorny, bo ustawodawca jasno wskazuje na odniesienia do całego narodu i państwa. W tle jest sprawa poważniejsza: narastające od wielu lat w Izraelu nastroje antypolskie, przypisujące Polakom współodpowiedzialność za Holokaust. Istniały zawsze, ale raczej gdzieś na marginesach. Teraz rozlały się szeroko, stając się swego rodzaju półoficjalną ideologią państwową.

Być może reakcja izraelska nie byłaby tak stanowcza, gdyby nie świadomość rządu w Tel Aviwie, że Polska przestaje być bierna w sferze polityki historycznej. Możemy narzekać na jakość czy opieszałość powołanych do tego instytucji, ale kierunek jest jasny: przestaliśmy udawać, że nie ma problemu, i zabraliśmy się do pracy. Coraz głośniej będziemy przypominali o losie Polski w czasie drugiej wojny światowej, o tym, że byliśmy dzielnym narodem, wyjątkowo brutalnie potraktowanym przez brunatny i czerwony totalitaryzm. A ta nasza asertywność ma znaczenie dla społeczności żydowskich, zarówno w sferze symbolicznej, emocjonalnej (tzw. „wyjątkowość Holocaustu”), jak i związanej z powracającymi z coraz większą siłą roszczeniami materialnymi. Można tu wspomnieć choćby o przyjętej przez amerykański senat ustawie 447, która wzywa administrację amerykańską do wspierania środowisk żydowskich w sprawie zwrotu własności osób, które nie pozostawiły spadkobierców.

Nie sposób nie wspomnieć, że państwo polskie – niezależnie od tego, kto rządzi – od lat wspiera Izrael na forum międzynarodowym. Z kolei rząd PiS nie żałuje pieniędzy na upamiętnienie dziedzictwa żydowskiego, w tym na odbudowę cmentarzy i budowę muzeów, narażając się na ataki ze strony środowisk narodowych. Dla obecnych władz Izraela nie okazało się to jednak na tyle istotne, by zrezygnować z wywoływania awantury, niezwykle dla nas kosztownej, bo wzmacniającej potworne kłamstwa wymierzone w nasz kraj. Na szczęście kolejne wypowiedzi pani ambasador Azari były już nieco łagodniejsze, co może świadczyć o jakiejś refleksji w Tel Aviwie. Ale co się stało, to się nie odstanie.

Polskie władze zapowiedziały, że ustawy nie zmienią, co jednak nie oznacza, że konsultacje polsko-izraelskie nie zaowocują jakąś korektą. Nasza sytuacja nie jest łatwa: polskie stanowisko nietrudno przedstawić jako rodzaj antysemityzmu bądź chęć upiększenia przeszłości. Do tego Polska walczy o podmiotowość na różnych polach i frontach; konflikt z Izraelem na tle pamięci o Holokauście czyni z nas łatwy cel. Już widać, że osłabia naszą pozycję w zabiegach o reparacje ze strony Niemiec.

Konieczne są działania niezwykle roztropne, ostrożne. Ale też jednoznaczne. Polska z oczywistych powodów nie może zgodzić się, i nigdy się nie zgodzi, na obciążanie jej niemieckimi winami. Trzeba mieć jednak świadomość, że jeżeli chcemy obronić prawdę o Polsce – nie tylko w kontekście relacji polsko-żydowskich – musimy uczynić z tego jeden z prioryterów. Nie tylko na papierze, ale i „w realu”. I to na wiele lat, a nawet dekad.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły