– Zróbmy, co możemy, by radość Ewangelii była nośna i zaraźliwa. Pamiętajmy, że przez jej niesienie innym misyjny jest cały Kościół. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za misje – przypomniał abp Henryk Hoser SAC, doświadczony misjonarz, w czasie konferencji naukowej na UKSW. Z kolei m.in. o aktualności misji „ad gentes” w Kościele mówił kard. Fernando Filoni, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, a o nieodzownej współpracy misyjnej wiernych Kościoła z misjonarzami – biskup kielecki Jan Piotrowski, przez wiele lat misjonarz w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Przypomniał, że składa się na nią wzajemna modlitwa, ofiara duchowa i świadectwo życia chrześcijańskiego.
Kościół w drodze
Tego dnia po południu ok. 650 uczestników konferencji spotkało się na terenie UKSW w grupach warsztatowych, aby – nie unikając tematów trudnych – dyskutować o różnych aspektach pracy misyjnej. Rozmawiano m.in. o tym, jak sprawić, by struktury Kościoła w Polsce były bardziej misyjne, jaką rolę odgrywa tematyka misji w przygotowaniu do kapłaństwa i jak rozwijać świadomość misyjną młodzieży.– Współczesny Kościół jest w drodze i na tej drodze winniśmy Bogu i ludziom towarzyszyć – przekonywał o. prof. Jarosław Różański z UKSW w ramach grupy debatującej o nowym spojrzeniu na misje „ad gentes”. W dyskusji pojawił się temat Europy jako terenu w coraz większym stopniu misyjnego, a także odpowiedzialności Kościoła za obecnych uciekinierów z Afryki. – Ci ludzie toną, a my z misyjną ewangelizacją przelatujemy nad ich głowami – mówił jeden z misjonarzy. Rozmawiano także o ekumenizmie. – Jak mówić o prawdzie, skoro każdy Kościół chrześcijański ma swoją? Afryka nie rozumie, dlaczego wraz z Chrystusem przynosimy z Europy jej podziały – mówił inny.
Z dużym zainteresowaniem spotkała się grupa poświęcona misjonarzom świeckim i wolontariuszom, stanowiącym jedynie 3 proc. ogółu polskich misjonarzy. Swoimi doświadczeniami dzielili się m.in. Małgorzata i Rafał Solscy z diecezji toruńskiej, którzy spędzili 10 lat w Mongolii, gdzie animowali duszpasterstwo nowo tworzonej parafii i gdzie rodziły się ich dzieci. – Zdecydowaliśmy się iść na całość za Jezusem. To daje szczęście i radość; tak jest zawsze, kiedy robimy to, do czego powołuje nas Bóg – mówili. Rozmawiano także o tym, co należy zrobić, by laikatu na misjach przybywało, i jakie są przeszkody utrudniające świeckim zaangażowanie się w misyjne dzieło Kościoła. – Brakuje świadomości, że wszyscy jesteśmy misjonarzami. Dobrze byłoby tę świadomość bardziej rozwijać w parafiach – postulowano.
W innej panelowej grupie członkowie m.in. wspólnot Focolare, Domowego Kościoła i Maitri rozmawiali o misyjności w ruchach i stowarzyszeniach kościelnych. – Wspólnota jest może najlepszym miejscem, gdzie powołanie misyjne może kiełkować i dojrzewać, gdzie doświadczamy naszych słabości, ale i miłości Boga. A to otwiera na innych, rodzi pragnienie służby – przekonywał Stanisław Nowak z Drogi Neokatechumenalnej.
Co można zrobić w polskich parafiach,
by pojawienie się misjonarza
nie kojarzyło się wiernym
jedynie z kolejną kwestą?
Być może najciekawsze, bo bardzo konkretne kwestie poruszyła grupa poświęcona zapleczu finansowemu i materialnemu misji. Misjonarze i misjonarki rozmawiali m.in. o sposobach radzenia sobie z trudnościami logistycznymi przy organizowaniu darów i zdobywaniu środków na prowadzenie misji: szkół, szpitali, organizowanie dożywiania dzieci. Chwilami było to dzielenie się swoją bezsilnością. Siostry misjonarki z Tanzanii mówiły np. o tym, jak nocami pracują zarobkowo, by mieć pieniądze na prowadzenie w dzień ochronki dla sierot. Dyskutowano o Adopcji Serca – co zrobić, by do dziecka w Afryce nie trafiała jedynie część ofiarowywanych w Polsce pieniędzy oraz by dzieci przez nikogo nie „adoptowane sercem” nie czuły się gorsze od tych adoptowanych. I co można zrobić w polskich parafiach, by pojawienie się misjonarza nie kojarzyło się wiernym jedynie z kolejną kwestą.