5 grudnia
sobota
Sabiny, Krystyny, Edyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Fort Trump oddala się

Ocena: 0
702

Informacja o fiasku rozmów na temat amerykańskiej bazy w Polsce została szybko zdementowana przez ambasador USA Georgette Mosbacher. Warto przyjrzeć się tej sprawie.

fot. PAP/EPA/Doug Mills / POOL

W 2018 r. podczas wizyty w Białym Domu prezydent Andrzej Duda zaproponował sfinansowanie przez Polskę bazy, w której miałaby stacjonować amerykańska dywizja pancerna. 10 czerwca agencja Reutersa podała, że negocjacje w tej sprawie znalazły się w impasie. Niestety, od samego początku taki rozwój sytuacji był wysoce prawdopodobny, ponieważ amerykańskie zainteresowanie Europą, NATO i jego wschodnią flanką maleje. W zakresie postrzegania zagrożenia rosyjskiego USA i Polskę dzielą zasadnicze różnice.

Rosja, mimo że jest jednym tchem wymieniana razem z Chinami, jako mocarstwo dążące do podważenia dominującej pozycji USA w świecie, jest w Waszyngtonie uważana za regionalną potęgę, w dodatku wchodzącą w fazę schyłkową. Trudno nie zgodzić się z tym punktem widzenia, albowiem, z wyjątkiem arsenału atomowego i środków jego przenoszenia, Rosja w żadnej dziedzinie nie jest w stanie równać się z USA. Z gospodarczego punktu widzenia Rosja jest karłem, w zakresie najbardziej zaawansowanych technologii Rosję i USA dzieli przepaść. Obecnie Ameryka nawet wydobywa więcej ropy naftowej.

Z amerykańskiego punktu widzenia Rosja jest o tyle ważna, że jest zapleczem surowcowym dla Chin, które w tej chwili są największym zagrożeniem dla dominacji amerykańskiej. Stanowi także przeciwwagę dla Chin w Azji Środkowej w byłych republikach sowieckich.

Donald Trump, jeszcze podczas kampanii wyborczej, głosił gotowość do zawarcia „wielkiego układu” z Władimirem Putinem, czego nasze elity z uporem nie przyjmują do wiadomości. Wszystkie spotkania obu tych przywódców jednoznacznie wykazały, że cel ten jest nadal aktualny. Świadczy o tym ostatni pomysł Trumpa, żeby poszerzyć spotkania G7 o przywódców Indii, Indonezji i właśnie Rosji. Ta inicjatywa doskonale wpasowuje się w ogólną amerykańską strategię mającą na celu izolację Chin.

Paradoksalnie, przeszkodą w zawarciu amerykańsko-rosyjskiego porozumienia jest na ogół mało nam przyjazny amerykański establishment, dla którego prezydentura Trumpa stanowi śmiertelną obrazę. Ponadto, za wygraną Trumpa miały stać rosyjskie służby, więc nienawiść elit, szczególnie tych popierających Partię Demokratyczną, skierowana jest przeciw Rosji. Dlatego właśnie Kongres uchwala sankcje skierowane przeciw Moskwie, a prezydentowi nie pozostaje nic innego jak te ustawy wcielać w życie, mimo, że z punktu widzenia jego strategii jest to „strzał w kolano”, bo sojusz z Rosją jest kluczowy do zwycięstwa w rozpętanym przez niego konflikcie z ChRL.

W Polsce natomiast postrzeganie Ameryki „zatrzymało się” na prezydenturze R. Reagana, który był zdecydowanym antykomunistą, co nie znaczy, że był nastawiony antyrosyjsko. Co innego komunistyczny ZSRR, który w każdym zakątku świata siał nienawiść do kapitalizmu i USA, a co innego Federacja Rosyjska realizująca swe interesy narodowe na obszarze „pobliskiej zagranicy”. Powiedzmy bez owijania w bawełnę, z punktu widzenia amerykańskiego interesu narodowego aneksja Krymu i próba zagarnięcia części Donbasu to marginalne sprawy. Ktoś, kto poważnie bierze pod uwagę takie hasła jak obrona demokracji, wolności czy nienaruszalności granic żyje w wirtualnym świecie.

Gdyby nie chińskie wyzwanie, Waszyngton pewnie byłby dużo bardziej zainteresowany naszym regionem w myśl zasady, że jeśli w jakimś miejscu nas nie ma, to może się tam wykluć rywal, który z czasem nas pogrąży. W chwili obecnej Stany Zjednoczone nie mają rezerw, bo wszystkie siły, szczególnie wojskowe zasoby ludzkie, muszą być rzucone na Daleki Wschód i Pacyfik. W zakresie potencjału demograficznego ChRL ma zdecydowaną przewagę nad USA.

Donald Trump radośnie przyjął polską propozycję, bo baza miała nosić jego imię, więc mógł się tym pochwalić amerykańskim wyborcom. Nasza oferta także dała Amerykanom pretekst do wypomnienia Niemcom, że za mało wydają na obronę (czytaj: za mało kupują amerykańskiego uzbrojenia). W końcowym obrachunku 2 mld USD, które gotowi byliśmy zainwestować, jest drugorzędne. W kontekście zmagań z ChRL pierwszoplanowa jest możliwość przeciągnięcia Moskwy na swoją stronę.

Gdybyśmy byli krajem posiadającym „nadwyżki” w zakresie sił zbrojnych i byli w stanie przejąć lwią część obowiązków, do tej pory spełnianych przez amerykańskie wojska w naszym regionie, wówczas bylibyśmy mile widziani w Waszyngtonie. Ale nasza propozycja jasno pokazała, że jest wprost przeciwnie – nasz potencjał obronny trzeba podpierać amerykańskimi żołnierzami.

W sumie, ta pozornie pożyteczna inicjatywa, przyniosła nam więcej szkody niż pożytku. Całe przedsięwzięcie nie było konsultowane z naszymi „europejskimi partnerami” i żadnej sympatii wśród nich sobie nie zaskarbiliśmy. Jednoznacznie ustawiliśmy się w proamerykańskim obozie, co utrudnia „grę na innych fortepianach”. Niepowodzenie to podkopało naszą pozycję wśród państw naszego regionu, bo wykazało zupełną niemoc na wypadek konfrontacji z Rosją. I najgorsze, jak zwykle nie mamy „planu B”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 5 grudnia

Sobota, I Tydzień Adwentu
+ Dzień Powszedni
Pan jest naszym sędzią, Pan naszym prawodawcą,
Pan naszym królem, on nas zbawi.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Iz 30,19-21. 23-26; Ps 147A,1-6; Mt 9,35 – 10, 1. 5-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter