19 listopada
wtorek
Seweryny, Maksyma, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Legenda biskupa Pietraszki

Ocena: 4.9
2121

Dla nas zawsze był świętym – mówią starsi krakowianie, którzy znali bp. Jana Pietraszkę jako duszpasterza i kaznodzieję. Nie byli zaskoczeni, kiedy papież ogłosił w jego sprawie dekret o heroiczności cnót, co przybliża beatyfikację.

fot. arch. Barbary i Mieczysława Pieronków

Wyświęcony w 1936 r., zanim na dobre osiadł w Krakowie, był wikariuszem w Rabce i w Zakopanem, a po drodze kapelanem kard. Adama Sapiehy. Z zakopiańskiej parafii wyjechał w listopadzie 1946 r., w sutannie tylko i z brewiarzem w ręku, by uniknąć spotkania z funkcjonariuszem SB. Przez następnych kilkadziesiąt lat komunistyczne służby zgromadziły na jego temat tyle materiałów, że dziś w IPN wypełnione są nimi cztery opasłe teczki. Cztery teczki dowodów na jego świętość.

Wtedy, w 1946 r., kard. Sapieha wysłał ks. Pietraszkę do parafii św. Szczepana, rok później do seminarium jako prefekta, powierzył mu też harcerzy. Na początku 1948 r. dołożył opiekę nad studentami przy uniwersyteckiej kolegiacie św. Anny. Wtedy atmosfera w Krakowie już była inna. „Reorganizowano” Uniwersytet Jagielloński, światopogląd „naukowy” uznając za jedynie słuszny, a religię nazywano „opium dla ludu”. Ksiądz Pietraszko przestał być kapelanem harcerzy i przezornie zniszczył wszelkie materiały duszpasterskie związane z tą działalnością.

 

Wujek

Znali się z harcerstwa, z Mszy u św. Anny, z grup ćwiczeniowych na studiach. Szukali odtrutki na ateistyczną indoktrynację, klucza do zrozumienia świata i spraw wiary, której sens kwestionowano. Spotykali się po mieszkaniach, a ks. Pietraszko przychodził w podwiniętej pod poły płaszcza sutannie. – Rozmowy bywały intensywne, niekiedy obrazoburcze – wspomina prof. Andrzej Kisiel, wówczas student fizyki. – Ksiądz znosił to bardzo cierpliwie, nigdy się nie oburzał. Na końcu mówił jedno, dwa zdania i wszystko stawało się jasne i proste. Prosił tylko, byśmy dla własnego bezpieczeństwa niczego nie notowali.

Konspiracyjnie nazywali go „Krysią”, z czasem „Wujkiem”, i tak już zostało. Wyjeżdżali z nim do okolicznych klasztorów na dni skupienia, jesienią na wędrówki po górach, zimą na narty, latem nad morze. Był czas na rozważanie Słowa, modlitwę, rozmowy indywidualne i dyskusje, ale też na ognisko i zabawę. Wujek zawsze zatrzymywał się na plebanii, oni na kwaterach. Na podarowany mu domek letniskowy w Dębkach co roku rozpisywano „turnusy”, udostępniał go całym rodzinom, sam nigdy w nim nie nocował. Uboższym dyskretnie opłacał wyjazdy, wszystkim kupował jedzenie, zdarzało się, że komuś sprezentował narty, dał na bilet do domu.

W Krakowie ks. Pietraszko otworzył drzwi swojego mieszkania i tradycją stały się spotkania po Mszach Świętych. Każdy czuł się dla niego kimś ważnym. Mimo że u księdza bywało wiele osób, służbom nigdy nie udało się naleźć wśród nich „kreta” ani zainstalować podsłuchu, dowiedzieli się jedynie, że ksiądz ma „stare meble”, wśród których był bardzo zużyty klęcznik. Zużyty, bo ksiądz modlił się w każdej wolnej chwili: „Modlitwa jest prawdziwą mową duszy, jest swego rodzaju duchowym rentgenem – powtarzał – dzięki wewnętrznemu porozumieniu serc waszych z Bogiem i z Chrystusem (...) będziecie mogli powiedzieć razem z Chrystusem: ja wiem, skąd przyszedłem, i wiem, dokąd idę”.

Codziennie odmawiał Różaniec. Gdy został proboszczem w św. Annie, natychmiast otworzył kościół na cały dzień, by zawsze każdy mógł wejść na chwilę modlitwy. Teraz tam, przy jego grobie, Msza jest sprawowana w każdy drugi czwartek miesiąca i w każdy drugi dzien miesiąca, bo zmarł 2 marca 1988 r.

Wielkim wydarzeniem były organizowane przez niego akademickie rekolekcje wielkopostne i adwentowe, od 1951 r. dla studentów – pierwsze wygłosił ks. Karol Wojtyła, później robili to z ks. Pietraszką naprzemiennie – a od 1954 r. także dla pracowników nauki; pierwsze miał bp Bolesław Kominek. Tradycja tych rekolekcji przetrwała do tej pory.

 

Na chwałę Bożą

Ksiądz Pietraszko nigdy nie zostawiał człowieka w potrzebie. Gdy ktoś przyszedł do kościoła w poszukiwaniu noclegu – znajdował go dla niego. Gdy podczas pierwszej kolędy odwiedził parafian i zobaczył, jak wielu z nich to ludzie samotni, biedni, zniszczeni wojną, schorowani, zorganizował akademicką grupę charytatywną. Młodzież nosiła obiady, prała pościel, kupowała lekarstwa, opał. Z czasem pracę podjęło wiele charytatywnych zespołów parafialnych, także klerycy i niektóre zakony, ale pierwszy powstał z inicjatywy ks. Pietraszki. Kiedy ogłoszono stan wojenny, błyskawicznie zorganizował pierwszy w Krakowie punkt pomocy medycznej, aptekę darmowych leków i magazyn darów. Ewa Wisłocka z mężem lekarzem prowadziła aptekę. Barbara i Mieczysław Pieronkowie zajmowali się darami. – Mąż rozwoził je samochodem po całym Krakowie – wspomina pani Barbara – buty, odzież, lekarstwa, oleje, zupy, żywność.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 listopada

Bóg pierwszy nas umiłował i posłał swojego Syna jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
Dziś w Kościele:
+ wtorek, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie dowolne bł. Salomei, dziewicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Mch 6,18-31; Ps 3,2-7; Łk 19,1-10
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -