30 maja
czwartek
Ferdynanda, Karola, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Polskie serce w Afryce

Ocena: 0
2885
Gdyby nie „Adopcja Serca”, wiele dzieci z Rwandy, Kongo, Kamerunu czy Wybrzeża Kości Słoniowej zmarnowałoby swoje talenty i zasiliło szeregi ubogich.
Jean ma taniec we krwi. Świadczy o tym każdy jego ruch, który wykonuje zgodnie z rytmem bębna. Mieszka w małej rwandyjskiej miejscowości, w Kinoni, wciśniętej pomiędzy wzgórza wulkanów. W przyszłości chciałby zostać tancerzem. Czy mu się to uda? W krajach afrykańskich nie ma popularnych programów telewizyjnych, które pomagają wyszukiwać młode talenty. Poziom ubóstwa i codzienne czasochłonne obowiązki, jak noszenie na głowie wody w kanistrach, po kilkanaście kilometrów, jak uprawianie motyką małych poletek twardej gliniastej ziemi czy zbieranie chrustu, by przynajmniej raz na dwa dniu ugotować ciepłą strawę, nie pozwalają dzieciom na naukę. Gdyby nie Barbara, adopcyjna mama z Polski, Jean również nie chodziłby do szkoły. Na szczęście wielu dzieciom udaje się pomóc.

– Pallotyńska „Adopcja Serca” liczy obecnie już ponad 4000 osób. Udaje nam się odpowiadać na wezwanie św. Jana Pawła II, aby nikt nie pozostał obojętnym, kiedy niewinne dzieci cierpią – mówi ks. dr Grzegorz Młodawski, pallotyn, sekretarz ds. Misji i Ewangelizacji Wschodu.

Solidarni z ubogimi

Wszystko zaczęło się w Rwandzie, po ludobójczej wojnie w 1994 roku. Wtedy grupa świeckich osób związana z Ruchem Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata zaczęła się zastanawiać, jak pomóc 300 tysiącom rwandyjskich sierot. Wpadli na pomysł adopcji na odległość. Postanowili zachęcić Polaków, by konkretnym dzieciom fundowali edukację. Do współpracy zaprosili pallotyńskich misjonarzy z Polski, którzy wówczas pracowali w Rwandzie już od ponad 20 lat i doskonale znali potrzebny miejscowych. Pierwszą grupa, skierowaną do „Adopcji Serca”, liczącą 27 osób, były dzieci osierocone przez zamordowanych w czasie wojny pracowników drukarni Pallotti Press. Stopniowo zaczęły dołączać maluchy z sąsiedzkiej Demokratycznej Republiki Konga, potem z Wybrzeża Kości Słoniowej, Zambii, a nawet z Kolumbii oraz Indii.

Cel jest jeden: wyrwać dziecko z ubóstwa przez ofiarowane mu wykształcenie. By dziecko mogło się uczyć, wystarczy 15 euro miesięcznie. Kwota ta, wpłacana do Pallotyńskiego Sekretariatu Misyjnego trafia na konto konkretnego dziecka w Afryce. Misjonarze dbają, by projekt „Adopcji Serca” był nie tylko pomocą finansową, ale także wychowawczą. – Budujemy poczucie solidarności między dziećmi – wszyscy uczniowie raz na dwa miesiące robią składkę na rzecz swoich ubogich kolegów, którzy nie trafili do adopcji – mówi ks. Stanisław Filipek, pallotyński misjonarz z Rwandy, który rozpoczynał dzieło „Adopcji Serca” w Rwandzie.


Miłość zmienia życie

W ostatnich latach „Adopcja Serca” coraz częściej przestaje się ograniczać jedynie do przesyłania pieniędzy. Od początku istnienia tego dzieła wymogiem adopcji była korespondencja między dzieckiem a rodziną „serca”. Rodzice adopcyjni mieli otrzymać list od swojego dziecka przynajmniej raz w roku. Teraz księża pallotyni organizują wyjazdy rodziców adopcyjnych do Rwandy. I dla dzieci, i dla rodziców to silne przeżycie. Dzieciaki czasami wędrują na takie spotkanie z odległych wiosek, do których nie da się dojechać, nawet po kilkanaście kilometrów.

– Podejmując się przed laty roli rodziców adopcyjnych, nie spodziewałam się, że będzie mi dane przeżyć tak cudowne chwile z moimi czarnoskórymi adoptowanymi córkami, Marie-Claire i Francine, że to, co odległe, nienamacalne, stanie się rzeczywistością – mówi pani Teresa, adopcyjna mama. Pani Teresie trudno było uwierzyć, że można mieszkać w betonowym bunkrze nazywanym domem, bez wody, kanalizacji i prądu, bez kuchni, gdzie jedynymi meblami są zbite ręcznie z nierównych desek ławka i stołek. Edukacja jest dla nich nadzieją na to, że w przyszłości uda im się wyrwać z biedy. – Po spotkaniu z moimi córkami czuję się za nie stokroć bardziej odpowiedzialna. Teraz czuję, że ich los jest nierozerwalnie związany z moim życiem – przyznaje pani Teresa.

Projekt „Adopcji Serca” działa także w Zambii, gdzie ludzi dziesiątkuje AIDS, w Kamerunie, gdzie do drzwi misjonarzy codziennie pukają wygłodniałe dzieci, a także w Kolumbii, gdzie aż 15 proc. dzieci umiera przed ukończeniem 5 roku życia z powodu chorób związanych z niedożywieniem. Na szczęście chętnych do pomocy jest wielu. Obecnie „Adopcję Serca” prowadzi już ponad 16 zgromadzeń zakonnych i stowarzyszeń w Polsce. Tak miłość potrafi zmieniać świat na lepsze.

***

Sympozjum ADOPCJA SERCA… I CO DALEJ?: 3-4 października w Centrum Animacji Misyjnej ul. Leśna 15-17, Konstancin-Jeziorna k. Warszawy, Pallotyński Sekretariat Misyjny Prowincji Chrystusa Króla, ul. Skaryszewska 12, skr. poczt. 255, 03-802 WARSZAWA, Konto: 80 1020 104200008102 0009 9101


Monika Florek-Mostowska
fot.
arch. Fundacji Salvatti
Idziemy nr 40 (472), 5 października 2014 r.


PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 maja

Czwartek, VIII Tydzień wielkanocny
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 14, 12-16. 22-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter