30 maja
czwartek
Ferdynanda, Karola, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Doroczny trud

Ocena: 0
740

Jak co roku 6 sierpnia wyrusza Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę. Tak jest od 312 lat, choć wiele razy starano się temu przeszkodzić.

fot. Episkopat News/Flickr

Nie jest to najstarsza doroczna pielgrzymka na Jasną Górę. Palma pierwszeństwa należy do gliwiczan, którzy do Częstochowy zaczęli wędrować w 1626 r. Właśnie wtedy, podczas oblężenia miasta przez Duńczyków w czasie wojny trzydziestoletniej, poczynili ślub, że w razie odparcia wrogów będą co roku pielgrzymować do sanktuarium Czarnej Madonny. Dzięki bohaterskiej obronie miasta oblężenie przeciągało się tak długo, że wreszcie agresorzy musieli zrezygnować. Podanie głosi, że gliwiczanie widzieli Matkę Bożą rozciągającą nad miastem swój płaszcz. Aż do 1795 r. udawało się dopełnić ślubu, wtedy jednak trwające od dziesięcioleci represje pruskich władz wobec pielgrzymów przyniosły taki skutek, że gliwiczanie przenieśli dziękczynną pielgrzymkę na Górę Świętej Anny.

Starsza o pół wieku jest również pielgrzymka wyruszająca z warszawskiego dzisiaj Kamionka. Po raz pierwszy wyruszyła na Jasną Górę w roku 1657, w podziękowaniu Matce Bożej za śluby Jana Kazimierza i ocalenie Polski ze szwedzkiego potopu.

Pielgrzymka z lewobrzeżnej Warszawy zaczęła wyruszać później, bo w 1711 r., ale za to organizowana jest nieprzerwanie aż do dziś. Raz zdarzyło się tylko, że nie dotarła na Jasną Górę. W 1792 r. pod wsią Krasice wymordowano wszystkich pielgrzymów. Masakry dokonały wojska którejś z armii zaborczych – Prus lub Rosji, bo te państwa rywalizowały wówczas o władzę nad częstochowską twierdzą. Jeszcze wiele razy miało się okazać, że podtrzymanie tej tradycji musi kosztować. Warszawiacy byli jednak zdeterminowani – zobowiązywał ich do tego złożony ślub.

 


 

DŻUMA

Na początku XVIII w. w wielu miejscach Rzeczypospolitej wybuchła epidemia dżumy. Choroba budziła strach nie tylko z powodu wielkiej liczby zmarłych, ale także przez napawające wstrętem objawy. Dżuma dziesiątkowała również Warszawę: „po polu ludzie padają, trupów psy pożerają, nogi i ręce po ulicach rozwłoczą, i choć ich gęsto strzelają, nie wiedzieć skąd się biorą” – relacjonowano. „(…) rachują już na 6/m (6 tys.) blisko ludzi wymarłych w całej Warszawie (…), u OO. Dominikanów w klasztorze na Nowym Mieście czterech księży nagle umarło słuchając spowiedzi ludzi różnych, kościoły pozamykane niemal wszystkie”. Epidemia wracała do Warszawy od 1708 do 1712 r. i zabrała około połowy mieszkańców stolicy, którą zamieszkiwało wcześniej około 40 tys. osób.

W 1711 r. przeor warszawskich paulinów zorganizował pielgrzymkę na Jasną Górę w intencji zakończenia zarazy. W pielgrzymce szli świeccy członkowie Bractwa Pana Jezusa Świętorańskiego. Dwudziestu mężczyzn niosło srebrne wotum przedstawiające Ducha Świętego i Matkę Boską Częstochowską oraz miasto Warszawę i jej godło – Syrenę. Na wotum widniał łaciński napis: „Wspomnij, Panie, na najdroższe Pięć Ran Swoich, jak również na Najchwalebniejszą Pannę a Matkę Twą Maryję, jaśniejącą na polskiej Jasnej Górze cudami i zwycięstwami; pomnij na naszych świętych patronów (…) i nie odmawiaj nam swego miłosierdzia podczas obecnej zarazy”. Pątnicy ślubowali, że jeśli dżuma wygaśnie, będą pielgrzymować co roku. Kolejna pielgrzymka wyruszała rok później już z miasta wolnego od śmiercionośnej choroby.

 


 

ŚWIECKA TRADYCJA

Do tradycji warszawskiej pielgrzymki pieszej należało, że była ona organizowana i prowadzona przez przewodników świeckich. Odpowiadało za nią Bractwo Pięciorańskie przy kościele św. Ducha, na początku XX w. przekształcone w Towarzystwo Pątnicze. Często wśród pielgrzymujących nie było wcale duchownych, co zresztą nie stanowiło wyjątku w ruchu pątniczym w XIX w. Księża nie mogli na tak wiele dni opuszczać swoich parafii. Były też okresy, kiedy udziału duchownych w pielgrzymkach zabraniali zaborcy. Dopiero w 1912 r. biskupi zaczęli bardziej zdecydowanie zachęcać duchownych do przewodniczenia pielgrzymkom.

Niezrównany opis pielgrzymki na Jasną Górę z końca XIX w. zostawił nasz noblista, Władysław Reymont (który zresztą poważnie rozważał wstąpienie do zakonu paulinów). Co prawda, szedł on w pielgrzymce warszawsko-praskiej, która nieco różniła się od warszawskiej – przede wszystkim pochodzeniem społecznym pątników. Mimo to reportaż Reymonta „Pielgrzymka do Jasnej Góry” z 1894 r. jest nieocenionym źródłem wiedzy o warszawskim ruchu pątniczym.

Pielgrzymów w Warszawie odprawiał kapłan, jednak większość pątników nie mieściła się w kościele i z trudem mogła wyłapać pojedyncze słowa kazania. Podobnie działo się w innych kościołach na trasie. Kontakt z księżmi był ograniczony, nie znaczy to jednak, że pielgrzymi nie słuchali kazań. Świecki przewodnik – „starszy brat” – kierował modlitwami, ale i pobudzał wiernych przemowami: „Mówią mi, że wczoraj starszy brat zauważył w kilku miejscach swawolę, więc chce ją skarcić (…)” – pisał Reymont. „«Grześniki jesteśta bez upamiętania i takie chceta dojść do Ty Najświętszej Matuchny! (…)» Wołał ogromnym patetycznym głosem, a płacze z wolna podnosiły się coraz gęstsze i coraz gęściej klękali ludzie i bili się w piersi i kajali przed Panem”. Taki mieliśmy laikat w XIX-wiecznej Polsce.

 


 

MIMO REPRESJI

„Jesteśmy w mocy wroga. Modlę się o cud (…). Na świtaniu słyszę przeplatany płaczem śpiew babinki na dole przed szczytem. Cicho… Jakaś ta cisza złowroga” – zanotował o. Pius Sawicki, paulin z Jasnej Góry, 3 września 1939 r. Klasztor został zajęty przez Niemców. Nie zakazano wiernym wstępu do sanktuarium, ale nałożono surowe ograniczenia. Za ich łamanie zakonnikom groziła kara śmierci.

Warszawska Pielgrzymka Piesza, by kontynuować tradycję, musiała przejść do konspiracji. Determinacja, by za wszelką cenę podtrzymać ciągłość pielgrzymowania, sprawiła, że nawet w 1944 r., kiedy w Warszawie wybuchło powstanie, pojedyncze osoby lub niewielkie grupy wyruszyły w drogę. Jedna z pątniczek wspominała później: „Szłam tą samą trasą i od ludzi po drodze dowiadywałam się, że pielgrzymka idzie do Częstochowy, lecz w małych grupkach, po kilka osób”.

Po wojnie pielgrzymki znów zaczęły gromadzić tłumy, choć bardzo szybko komunistyczne władze zaczęły szykanować ich organizatorów na wszelkie możliwe sposoby. Na początku lat 60., w czasie przygotowań do milenium chrztu Polski, Warszawska Pielgrzymka Piesza gromadziła nawet 6 tys. osób. Był to czas otwartej wojny komunistycznej partii z Kościołem i władza nie przebierała w środkach, żeby zakończyć tak żywotną, choć przeszło 250-letnią tradycję.

W 1963 r. Warszawska Pielgrzymka Piesza nie otrzymała pozwolenia na wymarsz. Pretekstem była czarna ospa, rzekomo panująca na drodze do Częstochowy. Mimo to 4 tys. pątników wyruszyło ze stolicy, jak zwykle z bagażami na wozach drabiniastych ciągniętych przez konie. Milicjanci utrudniali podróż w najbardziej prymitywny sposób – wsypywali pątnikom piach do zupy, kazali zamykać sklepy, by pielgrzymi nie mogli uzupełnić zapasów. Według wspomnień o. Melchiora Królika, ówczesnego dyrektora pielgrzymki, władze przysłały nawet służbę zdrowia, żeby szczepić uczestników na czarną ospę. Jednocześnie milicja spisywała pielgrzymów, szukając kapłanów (pielgrzymujących oczywiście incognito). Wszystkie wozy z bagażami musiały na polecenie milicji zawrócić do Warszawy. „A mimo wszystko przeszliśmy” – wspominał o. Królik. Na Jasnej Górze prymas Stefan Wyszyński witał warszawiaków ubranych w tę samą, wysłużoną odzież, którą mieli na sobie pierwszego dnia pielgrzymki.

Szykanami władze PRL osiągały skutek odwrotny do zamierzonego – Warszawska Pielgrzymka Piesza tylko zyskiwała na popularności. W czasach pontyfikatu św. Jana Pawła II szło w niej nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi z kraju i z zagranicy. W tym roku wyrusza ona po raz 312. Kolejny raz pątnicy zaniosą przed oblicze Matki nie tylko swoje osobiste intencje, ale także jedną z najpiękniejszych tradycji polskiej stolicy.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest historykiem, pracownikiem Centrum Myśli Jana Pawła II

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 maja

Czwartek, VIII Tydzień wielkanocny
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 14, 12-16. 22-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter