10 kwietnia
piątek
Michala, Makarego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Film "Zieja"

Ocena: 4.825
1292

Życie ks. Jana Ziei to świetny temat na film. Urodzony w 1897 r., został wyświęcony na kapłana w 1919 r. Brał udział jako kapelan w wojnie 1920 r., dwa lata później przez pięć miesięcy studiował w Rzymie. Po powrocie pracował w różnych parafiach. W tym czasie wstąpił do nowicjatu kapucynów, ale po trzech miesiącach opuścił klasztor i powrócił do życia księdza diecezjalnego. W 1928 r. został przeniesiony do diecezji pińskiej, gdzie był m.in. kapelanem tamtejszego biskupa. W pierwszej połowie lat 30. studiował judaistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie II wojny światowej był duszpasterzem w różnych organizacjach konspiracyjnych. Uczestniczył w powstaniu warszawskim jako kapelan pułku „Baszta”. Po upadku powstania został wywieziony do Niemiec na roboty. Po zakończeniu wojny najpierw pracował duszpastersko w Słupsku, a potem powrócił do Warszawy, gdzie przez krótki czas był proboszczem. Potem przez prawie 10 lat pełnił funkcję rektora kościoła sióstr wizytek, a od 1960 r., przy pogarszającym się stanie zdrowia, zamieszkał w domu sióstr urszulanek na Wiślanej, zajmując się pisarstwem i różnego rodzaju duszpasterstwem. Był jednym z założycieli Komitetu Obrony Robotników. Zmarł w 1991 r.

Dobrze, że powstał film fabularny o ks. Ziei, choć tego rodzaju życiorys nie jest łatwo opowiedzieć w niespełna dwugodzinnym utworze. Reżyser Robert Gliński zbudował fabułę, wychodząc od rozmów, jakie Służba Bezpieczeństwa przeprowadzała z ks. Zieją po powstaniu KOR-u. Sędziwego kapłana gra Andrzej Seweryn, a przesłuchującego go esbeka Zbigniew Zamachowski. Obydwaj aktorzy zagrali znakomicie. Mimo to wychodziłem z rzymskiego kina „Farnese”, gdzie odbyła się premiera, bez wzruszeń, których przecież oczekiwałem. Miałem wrażenie, że na filmie zaciążyła negatywnie mentalność i retoryka tzw. katolicyzmu otwartego.

Po obejrzeniu filmu udałem się na przyjęcie do – jak zawsze gościnnych – apartamentów Ambasady Polskiej przy Stolicy Apostolskiej. Raczyliśmy się włosko-polskim jedzeniem i rozmawialiśmy o filmie. Niektórzy cieszyli się, że w czasach, kiedy Kościół pokazywany jest z jak najgorszej strony, widzowie będą mogli zobaczyć postać kapłana niezłomnego, którego życiorys wpisuje się w najważniejsze wydarzenia historii Polski XX w. Mnie jednak bliżej jest do tych, którzy zauważyli, że poza ks. Zieją inni pokazani w filmie duchowni, a szczególnie biskupi, budzą raczej negatywne odczucia. Ubek przesłuchujący ks. Zieję wydaje się sympatyczniejszy niż katoliccy kapłani. Nawet Prymas Wyszyński jest jakiś wystraszony, mało przekonujący, bez tej wewnętrznej godności, która go cechowała.

Nie wydaje mi się, aby film budził dobre uczucia wobec Kościoła. Raczej sufluje myśl, wyrażaną od lat przez niektóre środowiska w Polsce, że mianowicie Kościół musi się unowocześnić, że biskupi nie rozumieją świata, że księża zamykają się w twierdzach i że trzeba więcej takich jak wskazywani przez owe środowiska „kapłani otwarci”. Zastanawiam się ponadto, jak film „Zieja” może być odebrany przez publiczność niepolską. Obawiam się, że w tym przypadku widz może zagubić się i np. nie wiedzieć, o jakiej wojnie mowa. Niestety, wielokrotnie mogłem się przekonać o wielkiej ignorancji ludzi na Zachodzie w sprawie polskich dziejów.

Robert Gliński stwierdził: „Głównym przesłaniem filmu jest: Nie zabijaj. Jest dużo scen z okupacji, wojny i tam widzimy, jak straszna jest śmierć”. W jednej ze scen opowiadających o wojnie 1920 r. widzimy dowódcę, który w dość prymitywny sposób, szermując hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna”, wzywa do walki, do pomszczenia poległych żołnierzy, na co ks. Zieja stwierdza, że nie wie, jak to jest z honorem i ojczyzną, ale wie na pewno, że Bóg mówi nam, byśmy nigdy nikogo nie zabijali. Oczywiście, przemoc, nawet ta w obronie własnej ojczyzny, budzi pytania, ale łopatologicznie podawany pacyfizm i ukryta drwina z „bogoojczyźnianej bohaterszczyzny” nie stanowi uczciwej odpowiedzi. Mimo tych krytycznych uwag uważam, że pójście do kina na film „Zieja” nie będzie czasem straconym. Przeciwnie, warto opowieść o tym nietuzinkowym kapłanie zobaczyć.

 

Idziemy nr 09 (749), 01 marca 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl

- Reklama -
- Reklama -

E-WYDANIE

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 10 kwietnia


Zapomnieli o mnie w sercach jak o zmarłym, *
stałem się jak wyrzucone naczynie.

Dziś w Kościele: Wielki Piątek
Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 52,13–53,12 Ps 31, 2 i 6. 12-13. 15-17 i 25 Hbr 4,14-16; 5, 7-9 J 18,1 – 19, 42
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ "Ziarna Słowa" Jana Pawła II

- Reklama -

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter