25 czerwca
wtorek
Lucji, Wilhelma, Doroty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co Jan Paweł II zrobił w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele (analiza KAI)

Ocena: 0
1214

W związku z dyskusją wywoływaną przygotowanym przez TVN reportażem „Bielmo” Marcina Gutowskiego, mającym zdyskredytować osobę św. Jana Pawła II oraz jego współpracowników i administrację watykanską w latach jego pontyfikatu, Katolicka Agencja Informacyjna przypomina źródłową analizę ukazującą postawę i dokonania Jana Pawła II wobec problemu wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele.

Fot. Wikipedia, domena publiczna

Przed Janem Pawłem

Problem pedofilii w Kościele nie pojawił się dopiero w XX wieku. Pierwszym znanym dokumentem kościelnym, który zajął się tą kwestią, jest kanon 71 synodu dyscyplinarnego w hiszpańskiej Elwirze z początku IV wieku, który gwałcicielom dzieci odmawiał Komunii świętej nawet w godzinę śmierci.

Surowa ocena współżycia seksualnego z dziećmi, jaką zawsze wydawał Kościół, znalazła swe odbicie w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1917 roku. Kanon 2359 stanowił, że duchowny, który popełnił przestępstwo przeciwko szóstemu przykazaniu („Nie cudzołóż”) z osobą małoletnią poniżej szesnastego roku życia powinien być zawieszony w sprawowaniu czynności kapłańskich (suspensa a divinis), pozbawiony urzędów, beneficjów, godności i obowiązków kościelnych, a „w najpoważniejszych przypadkach” wydalony ze stanu duchownego.

„Crimen sollicitationis”

Od 1922 roku obowiązywała w Kościele skierowana do biskupów instrukcja „Crimen sollicitationis” (Przestępstwo nagabywania), dotycząca karania solicytacji, czyli składania propozycji seksualnych penitentom przez spowiedników. Jej przepisy rozszerzono także na zachowania homoseksualne oraz przypadki pedofilii i zoofilii.

Ten dokument Kongregacji Świętego Oficjum (poprzedniczki Kongregacji Nauki Wiary) szczegółowo omawiał całą procedurę: od doniesienia o przestępstwie do ordynariusza miejsca, poprzez wstępne dochodzenie, postawienie obwinionego w stan oskarżenia, przydzielenie mu obrońcy, przesłuchanie oskarżonego przed sądem kościelnym („dbając, by nie została ujawniona tożsamość oskarżających i donosicieli oraz – aby nie została ujawniona tajemnica spowiedzi, czyli wyznania penitenta”), wydanie wyroku („na podstawie akt, wszelkich dokumentów dostarczonych przez obrońcę i promotora sprawiedliwości [odpowiednik prokuratora – KAI]”, od którego „oskarżony lub promotor sprawiedliwości mają prawo odwołać się do Najwyższego Trybunału Świętego Oficjum”), wreszcie – wymierzenie kary.

Winny mógł być „suspendowany [zawieszony – KAI] od odprawiania Mszy, wysłuchiwania spowiedzi lub ogłoszony niezdolnym do jej wysłuchiwania, pozbawiony beneficjów, godności, prawa głosu i głosowania w ciałach kolegialnych Kościoła, a w cięższych przypadkach przeniesiony do stanu świeckiego”. Na wyrok wpływała „liczba pokrzywdzonych, ich wiek i stan”. Przeniesienie do stanu świeckiego następowało, „gdy stało się niewątpliwe, że oskarżony nie rokuje nadziei na poprawę”. Nakładano również dodatkowe kary mające charakter pokutny (ćwiczenia duchowe, nakaz lub zakaz osiedlania się w określonym miejscu, zaś recydywiści mieli być poddani specjalnemu nadzorowi). Ordynariusz miał też „obowiązek natychmiastowego poinformowania Świętego Oficjum o doniesieniu o solicytacji”, a następnie o wyniku procesu – jeśli oskarżony był zakonnikiem, również jego przełożonego generalnego. Instrukcja podkreślała, że jeśli skazany ksiądz „ma przenieść się w nowe miejsce pobytu, należy ostrzec ordynariusza tego miejsca wraz z powiadomieniem go o ewentualnym suspendowaniu”.

Instrukcja zobowiązywała osoby zaangażowane w proces do zachowania go w tajemnicy, której naruszenie pociągało za sobą automatyczne zaciągnięcie ekskomuniki (nie spadała ona jednak na ofiarę ani na zeznających świadków). Nasuwało to myśl, że Stolica Apostolska narzuca tajemnicę, by zatuszować fakty. Tymczasem chciano w ten sposób chronić dobre imię zarówno samych ofiar, jak i oskarżonych, którzy nie zawsze okazywali się winnymi zarzucanych im czynów. Chodziło też o to, by strony i świadkowie mogli składać swoje zeznania bez obaw, że szczegóły delikatnej natury wyciekną na zewnątrz. Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu instrukcja nie zawierała również zakazu donoszenia o przestępstwie władzom cywilnym. W praktyce jednak powoływano się na nią, aby tego nie czynić.

Taki stan prawny utrzymywał się w Kościele do czasów pontyfikatu Jana Pawła II.

Zmiany w prawie kościelnym

W 1983 roku Jan Paweł II ogłosił nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, przygotowywany od 1963 roku. W kanonie 1395 znalazł się bardziej ogólny – w stosunku do kodeksu z 1917 roku – zapis mówiący, że duchowny, który wykroczył przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą małoletnią poniżej lat szesnastu, „powinien być ukarany sprawiedliwymi karami, nie wyłączając w razie potrzeby wydalenia ze stanu duchownego”. Nie było tam już szczegółowego wyliczenia możliwych kar, decyzję w ich sprawie pozostawiono ocenie biskupa, który na szczeblu lokalnym miał się zajmować sprawą.

Natomiast w odniesieniu do osób konsekrowanych kanon 695 postanawiał, że zakonnik powinien być w przypadku popełnienia takiego przestępstwa wydalony ze swego instytutu życia konsekrowanego, chyba że jego „przełożony uważa, iż wydalenie nie jest bezwzględnie konieczne”. Te same zasady zastosowano wobec członków stowarzyszeń życia apostolskiego (kanon 746).

Krytycy nowych zapisów podkreślali, że pedofilia nie została tu zaliczona do szczególnie poważnych przestępstw, lecz umieszczono ją wśród „przestępstw przeciw specjalnym obowiązkom”, takim jak: obowiązek naruszenia rezydencji czy handel wbrew przepisom kanonów, wobec których także zalecano ukaranie „sprawiedliwymi karami”. W praktyce umożliwiało to łagodniejsze niż dotychczas karanie sprawców przestępstw seksualnych wobec małoletnich w Kościele. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że zmiany w KPK nastąpiły w ramach przyznawania przez Stolicę Apostolską większych uprawnień (nie tylko sądowniczych) biskupom diecezjalnym. Zostały też wprowadzone, zanim w drugiej połowie lat osiemdziesiątych zaczęły do Watykanu docierać z różnych krajów informacje o ujawnionych przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele.

Pierwsze kroki

Gdy świadomość problemu zaczęła wzrastać, Jan Paweł II rozpoczął wprowadzanie zmian, dających podstawę prawną do działania. Pierwszym, nieśmiałym jeszcze i – jak się w praktyce okazało – mało skutecznym tego typu krokiem był artykuł 52 konstytucji apostolskiej „Pastor bonus” z 1988 roku, reformującej Kurię Rzymską. Papież przekazał Kongregacji Nauki Wiary rozpatrywanie i karanie zgłoszonych do niej „poważniejszych wykroczeń” przeciwko moralności. Zabrakło tam jednak ich wyliczenia (nie powiedziano wprost, że dotyczy to na przykład pedofilii duchownych), ani też nie nałożono na nikogo obowiązku ich zgłaszania do tej dykasterii.

Rok później Stolica Apostolska przystąpiła do oenzetowskiej Konwencji o Prawach Dziecka, która m.in. zobowiązuje do ochrony małoletnich przed wykorzystywaniem „w celach seksualnych” (artykuły 19 i 34).

Ponadto w 1992 roku Jan Paweł II ogłosił Katechizm Kościoła Katolickiego, który w artykule 2389 przyznaje, że „nadużycia seksualne popełniane przez dorosłych na dzieciach lub młodzieży powierzonych ich opiece” są grzechem, będącym „jednocześnie gorszącym zamachem na integralność fizyczną i moralną młodych, którzy będą nosić jego piętno przez całe życie, oraz pogwałceniem odpowiedzialności wychowawczej”.

Można więc przyjąć, na podstawie decyzji papieża i ogłaszanych przez niego dokumentów, że już na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Jan Paweł II widział potrzebę podjęcia działań mających na celu przeciwdziałanie przestępstwom seksualnym wobec małoletnich w Kościele i ukaranie ich sprawców. Ponadto, obok wymiaru moralnego i prawnokarnego, miał również świadomość niszczących skutków tych przestępstw w dorosłym życiu ofiar.

Stany Zjednoczone: indult z 1994 roku

Kiedy w 1978 roku Jan Paweł II został papieżem nie znano jeszcze w Kościele skali problemu wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Panowało przekonanie, że są to odizolowane przypadki, w których Stolica Apostolska musi interweniować dopiero wtedy, gdy nie radzą sobie z nimi lokalne episkopaty.

Papież senior Benedykt XVI napisał w 2019 roku, że

kwestia pedofilii stała się paląca dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Była już problemem publicznym w Stanach Zjednoczonych, więc biskupi szukali w Rzymie pomocy, ponieważ prawo kościelne, tak jak zostało opracowane w nowym Kodeksie [Prawa Kanonicznego], nie wydawało się wystarczające do podjęcia niezbędnych działań. Rzym i rzymscy kanoniści początkowo zmagali się z tą sprawą; ich zdaniem, tymczasowe zawieszenie w posłudze kapłańskiej musiało być wystarczające dla dokonania oczyszczenia i wyjaśnienia. Biskupi amerykańscy nie mogli tego zaakceptować...

Papież Polak zajął się więc najpierw sytuacją w Stanach Zjednoczonych, skąd docierało do Watykanu najwięcej sygnałów o przestępstwach seksualnych duchownych. Dziewięć lat przed ogłoszeniem wyników słynnego śledztwa dziennikarskiego przez dziennik „The Boston Globe”, po serii spotkań z amerykańskimi biskupami w ramach ich okresowej wizyty „ad limina Apostolorum” Jan Paweł II wystosował do nich list. Zaznaczył w nim, że to sami biskupi mówili mu o problemie „zgorszenia najmłodszych” przez duchownych i o tym, „jak bardzo te grzechy duchownych wstrząsnęły wrażliwością moralną wielu i stały się okazją do grzechu dla innych”. „Jak surowe są słowa Chrystusa, kiedy mówi o takim zgorszeniu i jak wielkie musi być to zło, skoro «dla tego, który sieje zgorszenie, lepiej byłoby mieć wielki kamień młyński zawieszony na szyi i utonąć w głębinach morza»” – przypomniał papież. Podzielił troskę biskupów „o ofiary tak głęboko zranione przez te występki”. Ich sprawców wezwał do skruchy i nawrócenia. Jednocześnie zwrócił uwagę na potrzebę wymierzania im kanonicznych kar, które „pomagają zachować wyraźne rozróżnienie między dobrem a złem”, „tworzą właściwą świadomość wagi popełnionego zła”, a także „wyrażają społeczną dezaprobatę wobec zła”. Podkreślił odpowiedzialność biskupów nie tylko za sprawców i ich niewinne ofiary, ale także za społeczeństwo zgorszone skandalem wywołanym przez niektórych duchownych.

Aby dostosować obowiązujące w całym Kościele normy do „szczególnej sytuacji, jaka zaistniała w Stanach Zjednoczonych”, utworzono komitet ekspertów ze Stolicy Apostolskiej oraz konferencji episkopatu USA. Efektem jego prac było wydanie w 1994 roku dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych indultu [czyli zgody na odstąpienie od obowiązujących w Kościele przepisów – KAI], którego celem było wprowadzenie większej ochrony dzieci i młodzieży poprzez uzgodnienie przepisów kościelnych z amerykańskim prawem. W praktyce oznaczało to podniesienie wieku ochrony małoletnich z szesnastu do osiemnastu lat oraz wydłużenie okresu przedawnienia przestępstw seksualnych przeciwko małoletnim do dziesięciu lat, liczonych od ukończenia przez osobę pokrzywdzoną osiemnastego roku życia. Chodziło także o to,

by biskupi zgodnie z prawem kanonicznym przeprowadzali procesy i stosowali przewidziane przez prawo kary aż do wydalenia ze stanu duchownego włącznie. Zaniedbania w tym względzie były znane Janowi Pawłowi II

– przyznał w marcu 2020 roku w rozmowie z KAI kard. Stanisław Dziwisz, jego długoletni sekretarz.

Jednak, jak ocenił w wywiadzie dla KAI w lipcu 2020 roku koordynator Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży ks. Adam Żak SI, choć indult z 1994 roku postulował zasadę „zero tolerancji” wobec przestępstw seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych, to „niestety nie przyniósł spodziewanych owoców”. W Kościele w USA panowała bowiem zmowa milczenia na ten temat, na dodatek opłacana „coraz to większymi sumami odszkodowań negocjowanych po cichu z ofiarami”.

Problem bagatelizowano z różnych przyczyn, m.in. z powodu braku fachowej wiedzy nt. skutków wykorzystywania seksualnego dzieci. Sądzono, że aby problem rozwiązać, wystarczy terapia kapłana-sprawcy, połączona ze zmianą środowiska. Wielu biskupów, na czele z arcybiskupem Bostonu kard. Bernardem Law i jego poprzednikiem, uważało, że kierując księdza-sprawcę na terapię i przenosząc go po cichu w inne miejsce – ratowali jego kapłaństwo. To nie ofiary przestępstw były na pierwszym miejscu, tylko wizerunek instytucji oraz dobro sprawcy. Jeden z biskupów amerykańskich, gdy fala ujawnień w 2002 roku ruszyła, wyznał publicznie, że biskupi zapomnieli o tym, że osoby poszkodowane należały do owczarni, którą im Pan powierzył

– powiedział jezuita. Wskazał, że „analiza historii kryzysu w Kościele w Stanach Zjednoczonych – i także w innych krajach pokazuje, że nie jest to kryzys «techniczny», jakiś błąd w sztuce, powiązany z ewentualną, i tylko do pewnego stopnia wytłumaczalną ignorancją nt. sposobu działania sprawców oraz długotrwałych skutków dla ofiar, tylko że jest to kryzys strukturalny, związany z odwróceniem hierarchii wartości. Bowiem miejsce człowieka, który miał być «drogą Kościoła», zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 czerwca

Wtorek, XII Tydzień zwykły
Dzień powszedni
Ja jestem światłością świata,
kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 7, 6. 12-14
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter