Cuda uzdrowień to tylko jeden aspekt obcowania świętych. Ważniejsze jest, jak odpowiadamy na ich przykład życia i wiary.

Podczas wchodzenia na scenę Agata Sapiecha przewróciła się i pogruchotała rękę. Patrząc na nienaturalnie pokrzywioną kończynę, była przerażona, że już nigdy nie wróci do grania na skrzypcach.
ODKRYCIE PO CZASIE
– Kilka godzin na SOR spędziłam na modlitwie do bł. Jerzego Popiełuszki, którego tasiemkę z sutanny noszę przy sobie, od kiedy pomógł mi w problemach życiowych – opowiada o wydarzeniu sprzed półtora roku.
Przypominała sobie świadectwa uzdrowień za jego wstawiennictwem: synka bliskiej jej Haliny Łabonarskiej niemal 30 lat temu i pewnej dziewczynki, która wybudziwszy się z narkozy po operacji, stwierdziła, że wcale się nie bała, bo przyszedł do niej nieznany ksiądz, z opisu – Jerzy Popiełuszko, i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
Mimo gipsu złamanie się przemieszczało, konieczna była operacja. Załatwił ją i sfinansował znajomy ortopeda. Dwa miesiące po wypadku organizatorzy wydarzenia, na którym się wydarzył, pytali, czy zaczęła już rehabilitację. – A ja byłam już po pierwszym koncercie! – mówi Agata Sapiecha. – 15 maja grałam jako koncertmistrz z partiami solowymi na UMFC, miesiąc później grałam i dyrygowałam koncertem muzyki dawnej w Filharmonii Narodowej. W epikryzie ortopeda podkreślił, że biorąc pod uwagę wiek, obciążenia cukrzycowe i to, że tego typu wieloodłamowe, przezstawowe złamania zrastają się do 10 tygodni, a potem wymagają wielotygodniowej rehabilitacji, moje uzdrowienie może być wynikiem wstawiennictwa bł. Jerzego Popiełuszki.
Na Mszach za Ojczyznę odprawianych przez ks. Popiełuszkę Agata Sapiecha była tylko kilka razy, za to kilkukrotnie koncertowała w spotkaniach poetycko-muzycznych w kościołach w tamtym czasie. Nie mogła być też na pogrzebie ks. Jerzego, bo wyjechała na staż artystyczny za granicą. – Dopiero po czasie dotarło do mnie, czego ks. Jerzy dokonał w ludziach – mówi. – Jego obecność w moim teraźniejszym życiu odbieram jak list, który otworzyłam z opóźnieniem. Poczułam to szczególnie przy przeglądaniu jego notatek do homilii i dokumentów. Jest dla mnie wzorem niezłomności; przed trudnymi decyzjami wzywam jego wstawiennictwa.
Ocalenie ręki Agaty Sapiechy nie było jedynym jej doświadczeniem obcowania świętych. – W czasie wojny Matka Boża ocaliła dziadków, którzy ukrywali Żydów, mnie obdarowali córką, na którą czekałam 12 lat, a potem ocalili mi życie w stanie śmierci klinicznej. Wspiera mnie całe zgromadzenie świętych, wśród których szczególne miejsce zajmuje bł. Jerzy.
BŁOGOSŁAWIONY Z PARAFII
Kiedy dziewięć lat temu u starszego brata Franciszka Rakowskiego wykryto zaawansowany nowotwór żołądka z przerzutami, oprócz chemii dostał się na eksperymentalną terapię celowaną. Przy którymś z kolei wlewie nowoczesnego leku lekarz spojrzał w badania, na których podstawie jego stan określono jako „ciężki/paliatywny”. „Jak pan tu przyjechał?” – spytał, a gdy mężczyzna odpowiedział, że rowerem, spojrzał na niego zdumiony. „Wykreślam z karty «paliatywny»” – zdecydował. To był 19 października, wspomnienie bł. Jerzego Popiełuszki.
– Z bratem zawsze byliśmy blisko, ale różne jest nasze przeżywanie wiary – mówi pan Franciszek. – On jako profesor antropologii kultury bada różne wierzenia i ludzki wkład w religię, dla mnie podstawową przestrzenią wiary jest osobista więź z Jezusem Chrystusem. Kiedy powiedział mi o chorobie, zaproponowałem wspólną modlitwę – po raz pierwszy w życiu. Odmawiając „Ojcze nasz”, czułem, jak wstępuje we mnie nadzieja. W czasie zmagań Tomka z chorobą nie podsycałem jej specjalnie. Mimo to wciąż słyszałem głos, dochodzący jakby z zewnątrz: „Wszystko będzie dobrze”.
Franciszek Rakowski, jako parafianin od św. Stanisława Kostki, w drodze do pracy klękał przy grobie bł. Jerzego i wypowiadał słowa modlitwy o uzdrowienie. – Modliłem się trzy minutki, ale codziennie – wspomina. – Zadziwiało mnie, że ks. Jerzy jest błogosławionym z mojej parafii, a on obdzielał mnie łaską spokoju.
Brat Franciszka Rakowskiego przeżył jako jedyny z kilkudziesięciu osób biorących udział we wspomnianej terapii eksperymentalnej. – Z punktu widzenia statystyki medycznej była ona nieskuteczna w tym rodzaju nowotworu. Ale nie u Tomka – mówi. – On z życia znów korzysta garściami: wrócił do pracy na dwóch etatach i do sportu, w tym windsurfingu.
Franciszek Rakowski nie wątpi w opiekę ks. Jerzego w procesie uzdrowienia brata, ale nie sądził, że „przy okazji” dokona się jego własne. – Radości z wyzdrowienia Tomka i pewności cudu towarzyszyło przekonanie, że wyczerpałem limit Bożego wsparcia – tłumaczy. – Narastał we mnie lęk o siebie i rodzinę, a trudno mi było prosić we własnych intencjach. Jestem przekonany że ks. Jerzy cały czas jest obecny i wspiera mnie w zmaganiach o dojrzałą wiarę. To moje emocjonalno-duchowe uzdrowienie z lęków wciąż trwa.
NIEOCZEKIWANA PRZYJAŹŃ
Dziewięcioletnia Karolina trzy lata temu szła z rodzicami do kościoła w Siedlcach, gdy na ogrodzeniu zobaczyła baner z księdzem w czerwonym ornacie. Mama wytłumaczyła jej, że dawno temu zabili go komuniści.
– Kazała włączać sobie dokumenty o ks. Popiełuszce. Po tygodniu wyciągnęła nas do jego muzeum w Warszawie – wspomina mama, Olga Kołodziejak. – Sprzedająca nam bilety siostra ostrzegła, by przy rzeczce zasłonić dziecku oczy. Na to Karolinka powiedziała, że ona się nie boi, bo wie, jak zginął ks. Jerzy.
Rodzice jeżdżą z córką do Okopów, Suchowoli, często bywają w żoliborskim kościele. – Gdyby chciała jeździć tak za youtuberem, nigdzie bym jej nie zawiozła – śmieje się mama. – Ale za błogosławionym? Wszędzie!
Karolina zbiera rzeczy związane z ks. Jerzym – najcenniejsze są dla niej relikwie z jego sutanny i zakładka do książki wykonana przez panią, która naprawiała mu ubrania. Rozdaje obrazki go przedstawiające, a centralne miejsce w jej pokoju zajmuje obraz ks. Jerzego. – Koledzy dziwią się i słabo reagują na to moje zainteresowanie ks. Jerzym – mówi Karolina, ale bynajmniej się nie zraża. Razem z rodzicami zabiegają o jego imię dla szkoły.
– Ona czuje z ks. Jerzym prawdziwą bliskość, dlatego przykro jej się zrobiło, gdy została odsunięta od jego grobu – mówi mama. – Pan Józef Popiełuszko dał jej wtedy specjalne pozwolenie na klękanie przy grobie i przytulanie się do niego zawsze, gdy poczuje taką potrzebę. Specjalnie dla niej także pan Stanisław z muzeum w Okopach pozwala jej się pomodlić przy sutannie ks. Jerzego. Dla Karolinki robi wyjątek, bo inni od razu wyciągają nitki, odrywają guziki. A w jej przypadku czuje, że ona nie chce nic poza tym, by chwilę pobyć z ks. Jerzym.
Kiedy dziewczynka była młodsza, rozpłakała się na Mszy, bo chciała, by ks. Jerzy ją pobłogosławił. Mama tłumaczyła, że to niemożliwe. Chwilę potem w parafialnej księgarni zaczepił je starszy ksiądz, wskazując na gazetę ze swoją podobizną. Na zdjęciu obok niego był ks. Jerzy. Kapłan pobłogosławił Karolinę, a dla niej to było, jakby dostała błogosławieństwo od samego ks. Popiełuszki.
Patron ma też na nią wpływ w codziennych postawach. – Boję się kłamać, by nie zawieść Pana Boga i ks. Jerzego – mówi. – On od początku do końca mówił prawdę, i to najbardziej mi się w nim podoba. Chciałabym też naśladować go w tym, jak bronił słabszych i jak występował przeciw przemocy.
– Z wiarą Karolinki i jej fascynacją ks. Jerzym to był taki prosty cud – mówi pani Olga. – Niczego nie szukała, a dostała tak wiele. Zastanawiamy się czasem, do czego może się przydać ks. Jerzemu tu, na ziemi.
Ci, którzy doznają obcowania świętych, wiedzą, że to łaska. Otwierając się na nią, gotowi są z nią współdziałać.




Co? Gdzie? Kiedy?
