Co do zasady zgadzam się z tym, że sport to zdrowie. Nie każdy jednak sport, nie dla każdego i nie w każdych ilościach.

Pamiętam dobrze te niełatwe rozmowy z synami sprzed dwóch lat. Chcecie chodzić na siłownię? W porządku, ale nie zaczynajcie od wysokiego C. Pomału, krok po kroku. Posłuchali… na chwilę. Potem wpadli w wir i tak zaciekle budowali mięśnie, że wołami ich stamtąd nie mogłem wyciągnąć. Tłumaczyłem, namawiałem na konsultacje z trenerami. Nie pomagało. Na szczęście udało się uniknąć poważnych urazów. Bo powiedzenie: co za dużo, to niezdrowo – ma swoje ważne zastosowanie w sporcie. Także tym amatorskim.
Kuzyn nie znalazł sposobu, by przemówić skutecznie do rozumu dziewięcioletniemu synowi. Junior kopał piłkę przy każdej okazji. Treningi w klubie mu nie wystarczały, jeździł więc także na wszystkie zawody szkolne. Aż w końcu organizm się zbuntował. Kontuzja była bolesna, lecz co najważniejsze – niegroźna. Trzy tygodnie przerwy wystarczyły, a co istotne, młody kandydat na piłkarza dał się w końcu przekonać, że zbyt częste treningi oraz duży wysiłek nie są wskazane.
Córka znajomego miała mniej szczęścia. Do siatkarskich zajęć w klubie dołożyła treningi lekkoatletyczne i po dwóch miesiącach mięsień czworogłowy powiedział „dość”. Dziś dziewczyna wciąż wraca do pełnej sprawności. Syn kolegi z pracy z przytupem rozpoczął przygodę z koszykówką. Start ułatwiały mu bardzo dobre warunki fizyczne. Kiedy chłopak poczuł szansę, postanowił jeszcze bardziej zadbać o rozwój. Niestety, nie słuchał próśb osób bardziej doświadczonych. Dołożył do swoich obowiązków tak ciężkie treningi biegowe (niestety, zachęcony przez „internetowego znawcę”), że zaczął łapać uraz za urazem. Teraz o poważnej, koszykarskiej karierze nie myśli – próbuje wrócić do pełni zdrowia.
Takich przypadków znam więcej. Ktoś może słusznie zapytać: gdzie w tym wszystkim są trenerzy? Dlaczego nie dbają o odpowiedni i zrównoważony rozwój? Otóż są. Natomiast najczęściej na ten brak umiaru składają się inne czynniki. Wiem to po sobie. Dziecku się nie odmawia. Tak często po prostu jest. I nawet najlepszy rodzic czasami się ugnie. Chociaż nie powinien. A jak w domu jest przyzwolenie na zbyt częste treningi, na zbyt wielkie obciążenia, to żaden trener w takiej sytuacji nie pomoże. Dlatego ten apel o umiar kieruję do siebie i do innych rodziców. Co do zasady zgadzam się ze słowami, że sport to zdrowie. Nie każdy jednak sport, nie dla każdego i nie w każdych ilościach.
Pamiętajmy o umiarze. Nie zapominajmy o odpoczynku oraz o regeneracji. To są niezwykle istotne elementy. A przede wszystkim nie zapominajmy, że każdy organizm jest inny. Dlatego tak istotne jest, by nauczyć młodych sportowców wsłuchiwania się w swój organizm. Kiedy wyczuwają jakieś problemy, niech o nich mówią. Zawsze. Bo czasami wystarczy tymczasowe zmniejszenie obciążeń i kłopoty znikną. Sport może przynosić mnóstwo radości, może też zapewnić odpowiedni rozwój ciału. Trzeba jednak o ten rozwój dbać z głową. Czego Państwu, sobie i naszym pociechom życzę.




Co? Gdzie? Kiedy?
