15 grudnia
poniedziałek
Niny, Celiny, Waleriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wyrwa po rodzicach

Ocena: 0
106

Dla skonfliktowanych rodziców rozwód może jawić się jako szansa na nowe otwarcie. Dla dziecka to zawsze strata domu.

fot Freepik

„Gdzie tata?” – zapytała sześcioletnia Beata. „Wyprowadził się” – usłyszała od mamy. Z tatą spotykali się odtąd raz w miesiącu na stacji kolejowej. – Mimo braku zainteresowania z jego strony, mimo że oboje z mamą źle o sobie nawzajem mówili, wciąż pragnęłam jego obecności – mówi dorosła dziś kobieta. – Mama zaspokajała wszystkie moje materialne potrzeby, ale brakowało mi jej uwagi. Zawsze czułam się niewystarczająca, niepotrzebna. Skrzywdziły mnie najbardziej osoby, które były dla mnie najważniejsze.

Dopiero gdy szła do ślubu, przestała chcieć mamy i taty razem. Była skupiona na własnej rodzinie. – Z czasem okazała się nie taka zdrowa. Z domu wyniosłam przeświadczenie, że w razie czego zawsze można się rozwieść – mówi Beata. – Nie chciałam powielać domowych wzorców. Ale też nie potrafiłam okazywać miłości. Rozbita rodzina nie przygotowała mnie do życia. Dziś jesteśmy z mężem w procesie rozwodowym.

Dla ratowania małżeństwa i dzieci była gotowa nawet wybaczyć zdradę męża. Kilka lat życia w kłamstwie sprawiło jednak, że zaczęła stawiać warunki. Wtedy postanowił odejść. – Od psychologa usłyszałam, że gdy w małżeństwie pojawia się trzecia osoba, jest ono nie do uratowania. Tamta relacja jest „lepsza”, bo nowa, beztroska. Zdałam sobie sprawę, że go nie zatrzymam.

 


ROZWÓD Z SIOSTRĄ

Wojtek miał 10 lat. Bawił się z młodszą siostrą na podwórku, gdy podeszła mama i powiedziała: „Wyprowadzamy się. Jedziesz z nami?”. Pojechał, ale po jakimś czasie wrócił do taty. – Mamę widywałem co dwa tygodnie, gdy z tatą zabieraliśmy od niej siostrę na weekend – wspomina ponadczterdziestoletni mężczyzna. – Tęskniłem za obiema.

Słyszał, że dzieci rozwiedzionych rodziców miewają problemy, ale nie on. – Byłem twardy, ale i wesoły, może nie szczęśliwy, ale czułem, że udźwignąłem sytuację – mówi. – Aż przyszła pierwsza relacja z kobietą, potem druga, wreszcie obecna, i zauważyłem, że lęki, jakie w nich przeżywam, nie są normalne. Bałem się rozstania, co przekładało się na nadmierną kontrolę. W zestawieniu z zaniżoną samooceną doprowadziło mnie to do przekonania, że muszę coś zmienić. Lektura książek psychologicznych pomogła mi to przepracować.

Dziś te same książki podsuwa żonie. – Nie wiem, czy na niej dystans i chłód między jej rodzicami pod pozorami związku małżeńskiego nie odbił się bardziej niż rozwód moich rodziców na mnie – przyznaje Wojtek. Tak jak kiedyś jego tata, tak od trzech lat on sam walczy o swoje małżeństwo, gdy żona powiedziała, że chce się rozstać.

 


NIEDOBORY I NIEDOPOWIEDZENIA

Krzysztof nie pamięta rozwodu swoich rodziców ani życia przed nim. – Miałem wtedy jakieś cztery lata – wspomina sześćdziesięciolatek. – Doskonale wiedziałem, kiedy mama rozmawia przez telefon z tatą: przy nikim innym nie miała tak lodowatego tonu głosu. Nikt mi nigdy nie powiedział, dlaczego się rozstali ani w jakich okolicznościach się poznali i pobrali.

Odtąd Krzysztof co wtorek odwiedzał tatę i słuchał jego opowieści. – Mimo rzadkich spotkań udało mu się zarazić mnie swoimi zainteresowaniami – przyznaje. – Niemniej wielu rzeczy nie zdołał mi dać. Nie dlatego, że nie chciał, ale z braku czasu. Choć nie doświadczyłem dramatu rozstania rodziców, mam poczucie, że miało na mnie negatywny wpływ. Zastaną sytuację przyjąłem jako normę, ale podskórnie czułem, że nie jest dobra. Nie poprawiały jej wiszące w powietrzu niedopowiedzenia na temat mojej rodziny.

Jeśli nawet rodzice zrobią dużo, by rozwód jak najmniej odbił się na dziecku, to właśnie ono w głównej mierze poniesie jego konsekwencje. Teresa widzi to po wnukach. – Córka i zięć przeszli „kulturalny rozwód”, nie było kłótni, a po nim zgodnie dzielą się obowiązkami względem dzieci. Nigdy nie mówią źle o sobie nawzajem, a dzieci były objęte opieką psychologa – mówi. – Mimo to starszy z wnuków zaczął unikać kontaktów z rówieśnikami, zamknął się w swoim świecie. Szuka wymówek, by nie jeździć do taty. Młodszy przeciwnie, chętnie spędza u niego czas, bo panują tam mniej rygorystyczne zasady niż u mamy. Zaczyna manipulować otoczeniem. Stał się agresywny wobec rówieśników. Jesteśmy z mężem tylko obserwatorami, nie wtrącamy się, ale własnym małżeństwem staramy się dawać przykład, że może być ono trwałe i szczęśliwe.

Beata marzy, by jej synowie mieli kiedyś zdrowe rodziny. – Niestety, ich ojciec traktuje mnie bez szacunku i przekonuje ich, że nigdy się nie kochaliśmy, a nasze małżeństwo było pomyłką. Nie jest dla nich przykładem – mówi. – Na pytanie o dziewczynę starszy syn rzuca: „Po co, żeby się z nią potem rozstać?”. Młodszy płacze w nocy, boi się mnie wypuścić z domu, ma problemy z koncentracją. Jak oni bez prawidłowego wzorca mają wyrosnąć na mężczyzn, mężów i ojców?

Beata szukała pomocy u psychoterapeutów i prawników, którzy dziwili się, że nie chce rozwodu. – Ani jednym, ani drugim nie zależy na ratowaniu małżeństw – przyznaje na podstawie swoich doświadczeń. – Jeśli klient przekona terapeutę, że rozwód poprawi jego dobrostan, terapeuta będzie go w tym utwierdzał. Z kolei prawnicy zrobią wszystko, żeby „dobrze rozwieść”, a z procesu rozwodowego potrafią zrobić piekło. Zanim weszliśmy na pierwszą rozprawę, mąż jeszcze się do mnie uśmiechnął, ale po niej ział już do mnie nienawiścią.

 


JAK PUDEŁKO

– Jeśli małżonkowie rozstają się nie z powodu przemocy, ale ponieważ nie mogli się dogadać, mamy do czynienia z niezrozumieniem istoty związku, który naturalnie ewoluuje i napotyka trudności. Należy je pokonywać, a nie przed nimi uciekać – mówi Elżbieta Bielnicka-Moc, pedagog szkolny i moderator we Wspólnocie Trudnych Małżeństw Sychar. – Z doświadczenia własnego i innych dzieci rozwiedzionych rodziców, także dorosłych, wiem, że do końca życia będą one pragnąć ich połączenia. To do ich relacji odnosimy własną, którą budujemy na wzór tamtej lub w kontrze do niej.

Historie, które słyszy w grupie 12 Kroków, przekonują, że nie ma u dzieci „dobrego wieku na rozwód”. – Bywa, że ludzie nagle uświadamiają sobie, że ich „dorosłe” problemy mają źródło w rozwodzie rodziców – mówi. – Także szkoła za mało zwraca na to uwagę w przypadku trudnych zachowań uczniów. Kiedyś od jednego usłyszałam: „Mam mamę i tatę, ale nie mam rodziców”. Ale i dla 40-latka rozwód rodziców jest szokiem. Nie dość, że legło w gruzach jego dotychczasowe życie, to jeszcze stoi przed rozterką: odciąć się czy być ratownikiem opuszczonego rodzica, najczęściej kosztem czasu dla własnej rodziny, i jaką postawę przyjąć wobec porzucającego.

W trakcie rozwodu rodzice walczą o prawo do opieki nad dzieckiem. – A kto pamięta o prawie dziecka do posiadania obojga rodziców? – pyta Elżbieta Bielnicka-Moc. – W sytuacji rozwodowej dorośli zawsze mają się na kim oprzeć, skupiają się na budowaniu nowej relacji lub na własnym bólu. Dzieci są tylko przedmiotem decyzji podejmowanych przez dorosłych, a z ich konsekwencjami zostają sami. Nastolatek może już sam decydować, u kogo chce zamieszkać, i czasem wyprowadza się do rodzica, który nagle nawiązał z nim relację. Łatwość zostawiania dziecko zaobserwowało u rodziców.

Równie niebezpieczne, co pogorszenie zachowania dziecka, jest to, że staje się ono grzeczne i uległe. – Z obawy przed ponownym porzuceniem rezygnuje z własnych potrzeb – tłumaczy Elżbieta Bielnicka-Moc. – Maluch da się namówić na oglądanie filmu z przybranym rodzeństwem, choć nie ma na to ochoty, nastolatek nie odmówi alkoholu, a dorosły w małżeństwo wejdzie z przekonaniem, by niczego się nie domagać, byle tylko się nie kłócić, a na koniec nie rozwieść. Ale jeśli w którymś momencie się ocknie i zobaczy, że jak podporządkowywał się w dzieciństwie, tak robi w małżeństwie, i do tego usłyszy: „To się rozwiedź”, to łatwiej mu to przyjdzie, bo drogę przetarli mu już jego rodzice.

– Paradoksem dzisiejszych czasów, obfitujących w terapie i warsztaty, jest lawinowy przyrost rozwodów – zauważa Elżbieta Bielnicka-Moc. – Tymczasem jeśli polepszyć ma się w rodzinie, to w pracy nad sobą najważniejszy jest nie „samorozwój”, ale to, jak patrzę na świat, w tym na małżonka i naszą relację.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na UW, dziennikarka, autorka książek o tematyce rodzinnej i historycznej


monika.odrobinska@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 grudnia

Poniedziałek, III Tydzień Adwentu
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Mt 21, 23-27
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Nowenna do dziewięciu chórów anielskich 10-18 XII 


- Reklama -

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter