Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców, które nie uporały się z przeszłością, żyją w żalu, a swoje zachowania i niepowodzenia chętnie nią usprawiedliwiają. - mówi Maria Rabsztyn, psycholog, w rozmowie z Moniką Odrobińską

Dla dziecka lepszy jest „dobry rozwód” czy nieszczęśliwe małżeństwo rodziców?
Przede wszystkim pragnę obalić mit „dobrego rozwodu”. Nawet jeśli przebiegał bez kłótni, zawsze zostawi w dziecku bliznę. Nie ma też gwarancji, że jeśli ma on zakończyć burzliwy związek rodziców, to położy kres ich konfliktom. Jedno i drugie rozwiązanie jest złem.
Teorię wyższości rozwodu nad złym małżeństwem forsowali Amerykanie, przekonując, że w dziecku powoduje on dyskomfort nie większy niż przeprowadzka czy zmiana szkoły. Po 30 latach badań nad dorosłymi dziećmi rozwiedzionych rodziców (DDRR) okazuje się, że takie wydarzenie sprzed lat wciąż kładzie się cieniem na życiu tych osób.
Owszem, rozstanie jest uzasadnione, jeśli jedna lub obie strony mają problemy, które znacząco pogarszają jakość życia rodziny. To mogą być nieleczone: alkoholizm, uzależnienie od hazardu czy depresja. Jednak jeśli tylko można szukać pomocy, potrzebna jest praca nad sobą, małżeństwem i całą rodziną, bo to system naczyń połączonych.
Co czuje dziecko rozwodzących się rodziców?
Na tę wieść pojawia się w nim gniew. Nie należy go tłumić, ale szukać pod nim niezaspokojonej potrzeby, którą jest posiadanie zdrowej rodziny z obojgiem kochających się rodziców. Może pojawić się także złość, możliwe, że powiązana z niechęcią do rodzica, który decyzją o rozwodzie krzywdzi rodzinę.
Wyobraźmy sobie sytuację: tata wybucha, mama płacze, a między nimi jest dziecko, które widzi, że ich relacja się psuje, przez co zmieni się także jego życie. Do naturalnych w tej sytuacji smutku i tęsknoty dołącza więc strach połączony z lękiem. Z czasem do tego katalogu emocji dochodzi poczucie bezradności i bezsilności. Ponieważ u podstaw piramidy potrzeb stoi potrzeba bezpieczeństwa, to naruszenie jej chwieje całym systemem emocjonalnym dziecka. To wszystko sprawia, że jest ono przerażone z powodu niepewności co do swoich dalszych losów.
I tu kluczowa jest postawa rodziców. Czego nie słyszały dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców, z którymi Pani pracuje, a co pomogłoby im przebrnąć przez tę sytuację?
Ważne jest, czy o rozwodzie dziecko jest informowane przez oboje rodziców, a strona, która odchodzi do innej osoby, umie wziąć swoją winę „na klatę”. Moim pacjentom brakowało słów: „Owszem, rozstajemy się, ale ty pozostajesz dla nas ważny, wciąż cię kochamy”. Nikt nie pomógł im rozeznać własnego stanu emocjonalnego ani też nie wiedzieli oni, co czują rodzice. Oczywiście o swoich emocjach powinni oni mówić tylko tyle, ile dziecko jest w stanie udźwignąć. Rodzice powinni też na bieżąco informować dziecko, co dalej będzie się działo, i zapewniać je, że rozwód nie jest jego winą, a z tą sytuacją rodzice sobie poradzą. To oznacza, że nie powinni robić z dziecka partnera w sporach ze współmałżonkiem. Rodzice często wchodzili w dorosłość z zaszłościami. U współmałżonka nie szukają pozytywów. Jeśli dziecko jest karmione ich wzajemną złością, to jak ma to pogodzić z naturalną potrzebą bycia z nimi obojgiem?
Tym, czego zabrakło moim pacjentom, było zajęcie się ich stanem emocjonalnym. Nie chodzi o dopytywanie: „Czemu jesteś taki smutny?”, ale o samo zauważenie smutku. Wówczas dziecko ma szansę się otworzyć i wyjawić swoją niezaspokojoną potrzebę. Czasem może być mu potrzebna terapia, ale to powinny być wyjątkowe sytuacje. Najlepszymi specjalistami od dzieci są ich rodzice, to oni je widzą 24 godziny na dobę, a nie przez godzinę tygodniowo w gabinecie. Powinni reagować na każdą zmianę w jego zachowaniu. Jednak jeśli nawet dziecko jest otoczone taką troską, przekonuje się, że odtąd jego potrzeba bezpieczeństwa będzie realizowana zupełnie inaczej. O ile przed rozwodem być może wykrzyczało do rodziców: „Zamiast się kłócić, rozwiedźcie się!”, o tyle gdy dochodzi do tego momentu, wie już, że to wcale nie lepsze rozwiązanie.
A co nim jest?
Małżonkowie powinni robić wszystko, by zbudować na nowo małżeństwo. Nie: odbudować, bo przy tym łatwo o powielenie błędów, ale zbudować na nowo. Trzeba przyjrzeć się temu, co doprowadziło je do ruiny, i dalej tego unikać. Z doświadczenia wiem, że tak zbudowane na nowo małżeństwo może być lepsze, bo w nim rodzice więcej słuchają i rozmawiają. Dziecko uczy się przy tym, że miłość nie jest uczuciem, ale postawą, na którą się pracuje. Widzą, że kłótnia może kończyć się pojednaniem i zmianą na lepsze.
Powtarzam: nawet jeśli rodzice są dojrzali i w trakcie procesu rozwodowego nie są skoncentrowani wyłącznie na sobie samych, to w wyniku rozstania dziecko zawsze poniesie straty. Choćby taką, że drugiego rodzica nie ma na stałe w domu, nie ma się go zawsze do dyspozycji, choćby oboje dogadali się co do czasu opieki nad dziećmi.
Przepracowanie kryzysu wynikłego z rozwodu dzieciom zajmuje 5–7 razy więcej czasu niż małżonkom. Jak próbują adaptować się do nowej sytuacji?
Małe dzieci – wbrew temu, co się rodzicom wydaje – rejestrują każde słowo, gest i zachowanie rodziców oraz swoje emocje z nimi związane. Jeśli sytuacji kryzysowej nie towarzyszą rozmowy, tłumaczenie, w wiek nastoletni dziecko wchodzi z przekonaniem, że nie jest ważne, a więc i kochane. Nawet malutkie dzieci potrafią wówczas reagować histerią, agresją, depresją. Sposobem radzenia sobie starszych dzieci bywa wchodzenie w nieformalne grupy, a zarazem w alkohol, narkotyki. Częsta jest wczesna inicjacja seksualna, bo porzucone przez rodziców dzieci mają silną potrzebę akceptacji. Bliskości szukają, niestety, często w ramionach nieodpowiednich osób, podobnych do ojca czy matki, bo bardzo chcą z kimś dzielić życie. A nie wiedzą, jak żyć, jak wygląda zdrowy związek, rozpaczliwie szukają normalności i próbują ją budować w kontrze do rodziny pochodzenia.
Sytuacji dziecka rozwiedzionych rodziców nie polepsza życie na dwa domy. Z taką sytuacją być może poradzi sobie 15-latek, ale młodsze dzieci potrzebują jasnego określenia, gdzie jest ich dom; a on jest zwykle tam, gdzie ono śpi. Mieszkanie tydzień u taty, tydzień u mamy rodzi nie tylko problemy logistyczne, bo potrzebny na dziś podręcznik został „w drugim domu”. To brak zakotwiczenia.
Jak postępować wobec dzieci, które „dobrze sobie radzą” z rozwodem rodziców?
Dzieci faktycznie mogą ponosić mniejszy koszt rozwodu, jeśli mają swobodny dostęp do obojga rodziców, jeśli ci wygospodarowują czas w ciągu doby wyłącznie dla dziecka, jeśli nie mówią źle o sobie nawzajem i są jednomyślni w kwestiach wychowania. Takie dzieci powinny usłyszeć: „Nie chcieliśmy tego rozstania, próbowaliśmy ratować małżeństwo, ale się nie udało”. Wówczas wiedzą, że w razie kryzysu trzeba podejmować starania.
Niemniej dziecko trzeba bacznie obserwować. Nie chodzi o to, by je wypytywać, czy na pewno wszystko jest OK, i sugerować mu, że być może nie jest OK. Przede wszystkim należy słuchać i rozmawiać. Ale to jest możliwe, o ile wcześniej były z nim dobre relacje; jeśli przy rodzinnej kolacji mogło się wypowiedzieć, nie narażając się na przerywanie, ocenianie czy bagatelizowanie swoich spraw.
Czy rozwód rodziców musi odbić się na dorosłym życiu dziecka?
Każda sytuacja może być nośnikiem dobra albo cierpienia i bólu. To od nas zależy, co chcemy z niej wyciągnąć. Rozwód rodziców nie musi być życiową katastrofą – nie można ani umniejszać jego roli, ani jej tragizować. Można skupić się na tym, i znam takie sytuacje, że sytuacja ta pomogła im osiągnąć samodzielność.
Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców, które nie uporały się ze swoją przeszłością, żyją w żalu, a swoje zachowania i niepowodzenia chętnie nią usprawiedliwiają: „Krzyczę na dziecko, bo na mnie też krzyczano”. Same ustawiają się w pozycji ofiary. Jeśli osoby takie chcą uzdrowienia, powinny przyjrzeć się swojej sytuacji, rozpoznać przyczyny obecnych niepowodzeń i je przepracować. Przede wszystkim jednak – przebaczyć rodzicom i dalej żyć na własny rachunek. Także rodzice, którzy skrzywdzili dziecko rozwodem, nie powinni tkwić w poczuciu winy, ale wierzyć, że to, czego sami nie mogli mu dać, wyrówna Jezus, i modlić się o to.
Maria Rabsztyn – psycholog i terapeuta, prowadzi konferencje i rekolekcje dla dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych (DDD)



Co? Gdzie? Kiedy?



