Zła edukacja nie tylko nie uczy – ona zabija nadzieję.

Kto marzy o nauczaniu, na początku doświadcza zwykle czegoś czystego i pięknego: poruszenia serca, które rodzi się z hojności. Chce dzielić się wiedzą, zarażać pasją, mieć udział w kształtowaniu młodych umysłów. Wyobraża sobie uczniów, którzy dorastają i dojrzewają dzięki jego pracy, rodziców, którzy odzyskują nadzieję, społeczeństwo, które się rozwija. A jednak ten entuzjazm coraz częściej grzęźnie w gęstej mgle wątpliwości.
Z tej mgły dobiegają głosy, które – choć brzmią nowocześnie i poprawnie – gaszą zapał do nauczania. „Nie przekazuj wiedzy, pozwól uczniom samym się uczyć”, „Nie ingeruj za bardzo w ich życie, to może być opresyjne”. Brzmi rozsądnie, dopóki nie stanie się usprawiedliwieniem dla bierności. Bo jak nauczać, jeśli nie wolno być nauczycielem? Jak wychowywać, skoro każde słowo może zostać uznane za naruszenie wolności ucznia? W ten sposób szkoła staje się przestrzenią neutralną emocjonalnie – i intelektualnie jałową.
Źródeł tego kryzysu należy szukać u Jana Jakuba Rousseau. To on odwrócił porządek edukacji: nauczyciel przestał być przewodnikiem, a stał się „ułatwiaczem” rozwoju, kimś, kto ma towarzyszyć, lecz nie prowadzić. Idea ta miała w sobie pewien urok – w końcu nikt nie chce wychowawcy-despoty. Ale w praktyce zamieniła się w zwolnienie z odpowiedzialności. Nauczyciel już niczego nie przekazuje, bo „nie ma prawa narzucać”. Uczeń uczy się sam – najczęściej z internetu, z przypadkowych źródeł, z chaosu.
W efekcie zostawiamy młodych samym sobie: wolnych, ale zagubionych. Mają w rękach komórkę, a nie kompas. Poruszają się po świecie pozbawieni narzędzi interpretacji, wiedzy, kryteriów dobra i zła. Wiedzą, jak wyszukać informacje, ale nie jak z nich korzystać. Przechodzą przez kolejne etapy edukacji, lecz rzadko ktoś zatrzymuje się przy nich, by zadać proste pytanie: „Kim chcesz być?”.
Dlatego potrzebna jest odnowa ducha nauczania. Ludzie, którzy wybierają ten zawód, nie chcą być urzędnikami w systemie oświaty, tylko mistrzami w najstarszym znaczeniu tego słowa. Mistrz to ktoś, kto otwiera horyzonty, potrafi korygować błędy, a jednocześnie dostrzega potencjał w uczniu. Zła edukacja nie tylko nie uczy – ona zabija nadzieję. Być może to jest dziś najpilniejsze zadanie: przywrócić wiarę w sens nauczania.




Co? Gdzie? Kiedy?
