Mity, jak wiadomo, rządzą wyobraźnią silniej niż fakty.

To zabawne, jak bardzo jeden obraz potrafi zmienić nasze wyobrażenie o całej epoce. Jean-Léon Gérôme namalował w 1872 r. swoje słynne Pollice verso, a my – ludzie XX i XXI w. – połknęliśmy haczyk jak widzowie taniego kina akcji. Od tamtej pory wszyscy „wiedzą”, że w rzymskim cyrku decydowano o życiu i śmierci gladiatorów jednym gestem: kciuk w górę – darowanie życia, kciuk w dół – śmierć. Przekonanie tak powszechne, że gdyby ktoś krzyknął dziś w Koloseum: Pollice verso!, pół publiczności automatycznie zaczęłoby wymachiwać dłonią, jakby oglądało powtórkę „Gladiatora”.
Problem w tym, że to – delikatnie mówiąc – nieprawda. Historycy od lat powtarzają: Rzymianie wcale nie używali kciuka w dół, by wysłać pokonanego na tamten świat. Wręcz przeciwnie, aby wskazać śmierć, wyciągano kciuk do góry lub trzymano go poziomo – gest, który miał przypominać ruch dobywania miecza. Jeśli zaś chciano darować życie, kciuk chowany był w zaciśniętej pięści jak klinga wracająca do pochwy.
A jednak to wizja Gérôme’a wygrała, bo świetnie wyglądała na płótnie. Szkoda tylko, że przy okazji do historii przemycono błąd. I że błąd ów okazał się tak nośny, iż dziś trudno go wykorzenić. Kciuk w dół stał się ikoną popkultury; filmowcy, scenarzyści i rysownicy komiksów uczepili się go mocniej niż gladiator tarczy. Ridley Scott przyznał bez żenady, że obraz Pollice verso był dla niego jedną z głównych inspiracji przy kręceniu „Gladiatora”. Miliony widzów wyszły z kina jeszcze bardziej przekonane, że tak właśnie było.
I tak historia przegrała z obrazem. Choć może „przegrała” to złe słowo. Gérôme nie napisał podręcznika, tylko namalował mit. Może więc nie ma co narzekać. Zawsze to jakiś sukces dla sztuki: jedno płótno, a przewróciło do góry nogami (nomen omen) całą ikonografię starożytnego Rzymu. A gladiatorzy? Ci pewnie śmieją się dziś w zaświatach, widząc, że o ich losie dalej decyduje… kciuk. Tyle że nie cesarski, lecz nasz – ten od polubień, scrollowania i komentowania. W końcu nie zmieniło się tak wiele: tłum zawsze chce widowiska.
A więc – kciuki do góry dla nowych wezwań, jakie przyniesie Rok Pański 2026!




Co? Gdzie? Kiedy?
