Polska została zaproszona na tegoroczny szczyt G20, który odbędzie się w połowie grudnia na Florydzie. To bardzo dobra wiadomość, bo udział w tej grupie – nieformalnej, ale ważnej – ma duże znaczenie. Choć do pełnego członkostwa może minąć sporo czasu.

O naszym kraju wspominał Marco Rubio, sekretarz stanu USA. „Polska, kraj, który dawniej tkwił w pułapce za żelazną kurtyną, a obecnie znajduje się w gronie 20 największych gospodarek świata, dołączy do nas, aby zająć należne jej miejsce w G20. Sukces Polski dowodzi, że skoncentrowanie się na przyszłości jest lepszym rozwiązaniem niż koncentrowanie się na pretensjach. Pokazuje, jak partnerstwo z USA i amerykańskimi firmami może sprzyjać wzajemnemu dobrobytowi i rozwojowi” – napisał w komunikacie opublikowanym w grudniu 2025 r. Wcześniej prezydent Karol Nawrocki oznajmił, że na szczyt w Miami zaprosił go prezydent Donald Trump.
TRÓJKA I SZERPOWIE
Grupę założono w 1999 r. po kryzysie finansowym w Azji. Miało być to forum, na którym ministrowie finansów i prezesi banków centralnych omawiają globalne kwestie gospodarcze i finansowe. W następstwie globalnego kryzysu gospodarczego i finansowego z 2007 r. ranga G20 znacząco się podniosła, bo w jej szczytach zaczęli brać udział szefowie państw lub rządów. W 2009 r. grupa została uznana za „najważniejsze forum międzynarodowej współpracy gospodarczej”.
Szczyt grupy odbywa się corocznie pod przewodnictwem rotacyjnego prezydium. Początkowo G20 koncentrowało się na szeroko pojętych kwestiach makroekonomicznych, ale w miarę upływu czasu rozszerzyło swoją tematykę, obejmując m.in.: handel, zrównoważony rozwój, zdrowie, rolnictwo, energetykę, środowisko, zmiany klimatu i walkę z korupcją. Warto podkreślić, że członkowie tej grupy generują około 85 proc. światowego PKB, odpowiadają za 75 proc. światowego handlu i reprezentują 60 proc. ludności na świecie.
Wspomniane już prezydium nie jest ciałem formalnym; tak naprawdę jest to tzw. trójka, obejmująca poprzedniego, obecnego i przyszłego gospodarza szczytu, co zapewnia ciągłość prac. Pracami kieruje gospodarz szczytu w danym roku – a więc obecnie są to Stany Zjednoczone. Funkcjonują też tzw. szerpowie (nazwa wzięta od Szerpów – Tybetańczyków zamieszkujących Himalaje w Nepalu i Indiach, słynących z niesamowitej wytrzymałości i umiejętności pracy w wysokogórskim środowisku, wspomagających m.in. wspinaczy wysokogórskich), którzy są osobistymi przedstawicielami przywódców krajów członkowskich. To oni przygotowują szczyty, negocjując i koordynując plany działania i kluczowe tematy dyskusji w ramach Sherpa Track („ścieżka szerpów”), pracując nad porozumieniami i rozwiązaniami dla globalnych problemów gospodarczych i społecznych.
O członkostwo w G20 nie można się ubiegać; dołączenie odbywa się na zasadzie ogólnej zgody dotychczasowych członków. Obecnie do grupy należy 19 krajów: Argentyna, Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Indonezja, Włochy, Japonia, Meksyk, Rosja, Arabia Saudyjska, Republika Południowej Afryki, Korea Południowa, Turcja, Wielka Brytania i USA, a ponadto Unia Europejska i Unia Afrykańska. Polska mogłaby zastąpić RPA, a przynajmniej tak chcą Stany Zjednoczone.
POLSKA MOŻE POMÓC?
Paradoksalnie G20 ma spore kłopoty. Poprzedni szczyt, w Johannesburgu (pod przewodnictwem RPA), zbojkotowały Stany Zjednoczone, a nieobecni byli przywódcy Chin, Argentyny i Meksyku, a także Rosji. W tym ostatnim przypadku nieobecność była spowodowana trwającą wojną. Członkowie grupy prezentowali bardzo rozbieżne poglądy na różne tematy, a zarazem usiłowali rozwiązać zbyt wiele problemów. Szczyt przygotowywało aż 15 grup roboczych, zajmujących się problemami tak zróżnicowanymi, jak rolnictwo, gospodarka cyfrowa i wzmocnienie pozycji kobiet.
Światowe media wskazują, że obecność naszego kraju w G20 byłaby czymś naturalnym, przede wszystkim ze względu na bardzo szybki rozwój gospodarczy. Ale też przekonują, że obecność Polski może pomóc grupie. I takie stanowisko zajmują nie tylko media europejskie. – Polska będzie przekonującym głosem [w imieniu Europy] – mówił Deutsche Welle Dalibor Rohac z American Enterprise Institute (AEI). – Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają historyczne doświadczenia z Rosją i ZSRR, które ukształtowały ich poglądy. Ta perspektywa pozwala lepiej zrozumieć zagrożenia, jakie niesie ze sobą agresja Moskwy, i dlaczego odporność ma znaczenie dla gospodarek, które chcą się rozwijać bez obawy przed dominacją – wskazał.
A według „Global Policy Journal” (pismo związane z brytyjskim Durham University) Polska może do grupy wnieść rozwiązania, a nie kłopoty. I pomoże „posprzątać bałagan” pozostawiony przez Rosję, bo „po wyjściu gościa honorowego ktoś musi zebrać potłuczone talerze i rozlane wino”. „Journal” prezentuje też bardzo oryginalną wizję ewentualnego szczytu G20 w Warszawie: „Wyobraźcie sobie: przywódcy przybywający do Świebodzina – miasta tak niepozornego, że nawet Mapy Google potrzebują chwili, żeby je znaleźć – ich konwoje jadą przez urokliwą polską wieś, by zebrać się pod górującym nad miastem pomnikiem Chrystusa Króla. Bankiet powitalny obejmowałby toasty wznoszone wódką, pierogi i kiełbasę, podawane z ciepłem i gościnnością, z których słynie Polska”.
Zdaniem „Korea Times” G20 przetrwa pomimo obecnego kryzysu. Według pisma Stany Zjednoczone nie powinny odwracać się od tego forum, lecz „przesunąć środek ciężkości w stronę krajów przyjaznych i o podobnych poglądach. Ułatwienie Polsce pełnego członkostwa to najłatwiejszy i najprostszy sposób na osiągnięcie tego celu”. Pismo dowodzi, że dołączenie Polski do grupy naprawi „odwieczny brak zrozumienia” Zachodu dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Bo Zachód traktuje nas jako „przedmiot kształtowany przez wielkie mocarstwa, a nie jako siłę geopolityczną, która jest obdarzona sprawczością”. Co więcej, „udzielenie głosu Polsce oznacza również udzielenie głosu Ukrainie, której przetrwanie – co polskie elity polityczne rozumiały już w latach 20. XX w. – jest kluczowe dla polskiej państwowości. Oznacza też udzielenie głosu wielu mniejszym, ale ważnym krajom nordyckim i bałtyckim”.
KIEDY CZŁONKOSTWO?
Podobnie pozytywnie pisał „Times of India”, nieco jednak studząc polskie ambicje. Gazeta wspomniała, że „polskie władze już opisują zaproszenie do Miami jako wstęp do formalnego procesu przystąpienia do pełnoprawnego członkostwa”, tymczasem może być rozmaicie. „Optymiści twierdzą, że dynamika rozwoju Polski i poparcie administracji Trumpa mogą przyspieszyć ten proces, podczas gdy sceptycy uważają, że może minąć 10 lub więcej lat, zanim G20 ponownie zajmie się kwestią członkostwa” tak naszego kraju, jak i innych państw. Niestety, gdy okazało się, że mamy szanse na udział w G20, a na pewno weźmiemy udział w szczycie w Miami, rozpoczęły się spory na linii Kancelaria Prezydenta – Kancelaria Premiera. KPRP argumentowała, że to Karol Nawrocki otrzymał osobiste zaproszenie na szczyt od Donalda Trumpa, KPRM zaś – że sprawy gospodarcze czy energii należą do wyłącznych kompetencji rządu. Kto więc powinien zostać polskim „szerpą”?
Nie wnikając w szczegóły tych sporów, które – niestety – musiały zostać fatalnie przyjęte przez naszych partnerów zagranicznych, wypada powiedzieć, iż ostatecznie naszym „szerpą” został szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Jak uspokajał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, Kancelaria Prezydenta jest w stałym kontakcie z MSZ w kwestii prac nad przygotowaniami do tegorocznego szczytu.
Wypada tylko mieć nadzieję, że „duży pałac” i „mały pałac”, jak potocznie mówi się o Kancelariach Prezydenta i Premiera, porozumieją się chociaż w tej jednej sprawie, ważnej przecież nie tylko ze względów prestiżowych. Udział Polski w Grupie G20 po raz pierwszy w historii może dać nam realną szansę na wpływanie na sytuację na świecie.




Co? Gdzie? Kiedy?
