15 grudnia
poniedziałek
Niny, Celiny, Waleriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niemiecko-Polski Dom?

Ocena: 4.94
315

– Występuję tu wyłącznie tak, jak zostałem zaproszony, jako prywatna osoba, obywatel Polski i historyk – mówił prof. Andrzej Nowak 8 października 2025 r. w Bundestagu w Berlinie na temat projektu Domu Niemiecko-Polskiego. Za zgodą Autora przedstawiamy skrót tego wystąpienia. Pełny tekst ukazuje się w nr. 73 miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze”.

fot. Mateusz Bednarz/Biały Kruk/Public Domain | link

Tym, od czego trzeba zacząć – w mojej prywatnej ocenie projektu Domu Niemiecko-Polskiego – jest bardzo pozytywny aspekt tego projektu, który polega na upamiętnieniu „mniej zauważanych ofiar”. „Mniej zauważane ofiary” – to cytat z projektu rządu federalnego w sprawie upamiętnienia i budowy Domu Niemiecko-Polskiego.

 


POLACY NIEZAUWAŻANI

Tak, Polska należy do mniej zauważanych ofiar w niemieckiej pamięci realnej, w niemieckiej kulturze pamięci. Przykładem tego są badania opinii publicznej przeprowadzane przez najbardziej rzetelne instytucje, które zajmują się tym w Niemczech. Ostatnie badania, do których miałem dostęp, to badania z 2019 r., kiedy postawiono respondentom pytanie: kto powinien być upamiętniany we współczesnych Niemczech jako ofiary II wojny światowej? Na pierwszym miejscu oczywiście wymienieni zostali, i słusznie, Żydzi – 82 proc. respondentów. Na drugim miejscu Sinti i Romowie – 44 proc. Następnie osoby niepełnosprawne zamordowane w czasie II wojny światowej, dalej członkowie niemieckiego ruchu oporu – 5 proc., potem homoseksualiści i kolejne coraz mniej liczne kategorie, stanowiące 1 proc. lub poniżej 1 proc. w odpowiedziach respondentów. Nie było w tej kategorii nie tylko Polaków, ale i żadnych innych narodów Europy Wschodniej poddanych niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej. (…)

Czy zamordowanie 1 mln 400 tys. cywilnych obywateli Polski, którzy nie byli Żydami, to liczba wystarczająca, by upomnieć się o miejsce w pamięci niemieckiej? O takiej liczbie ofiar wśród obywateli Polski niebędących Żydami, czyli o 1 mln i 400 tys. Polaków, mówi projekt rządowy złożony w Bundestagu, więc w tym sensie można się do niego odwołać, bo oczywiście to, czy te szacunki są prawdziwe, to jest zupełnie inna kwestia, ale orientacyjnie można je przyjąć. 1 mln 400 tys. to cztery razy mniej niż liczba Żydów zamordowanych przez Niemców, ale czy cztery razy mniej oznacza, że nie warto pamiętać? (…)

 


LABORATORIUM HOLOKAUSTU

Uderza systematyczne pomijanie pojęcia ludobójstwa w stosunku do ofiar polskich. Siedemnaście razy w projekcie jest wymieniony termin „ludobójstwo” w odniesieniu do różnych grup. Oczywiście w stosunku do Żydów, jak najsłuszniej, nie da się inaczej tego określić niż jako ludobójstwo, i to największe w dziejach, podobnie w stosunku do Romów i Sinti oraz ludności cywilnej po ataku Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r.

Tak jakby nie było nic przed Holokaustem, a Holokaust zaczął się w pełnej skali w 1941 r. i przed atakiem Niemiec na Związek Sowiecki. Otóż to jest nieprawda i to trzeba sprostować – nie dlatego, żeby zrobić przyjemność polskim ofiarom, bo im już nic przyjemności ani nieprzyjemności nie sprawi, ale żeby zadośćuczynić prawdzie historycznej.

Otóż próbą, przygotowaniem laboratorium teorii rasowej i laboratorium Holokaustu była właśnie niemiecka polityka w stosunku do Polaków od września 1939 r. Termin „laboratorium teorii rasowej” ukuł Christopher Browning, amerykański historyk, który zajmował się niemiecką polityką okupacyjną. Na czym to laboratorium, które trzeba przypomnieć, wraz z terminem „ludobójstwo” odniesionym do Polski, polegało? Przypomnę tylko kilka przykładów.

Tak zwana zbrodnia pomorska, to znaczy wymordowanie od września do listopada 1939 r. ok. 30–40 tys. cywilnych mieszkańców Pomorza, Polaków, przez ich niemieckich sąsiadów. Wszyscy Niemcy zapisali się do Volkssturmu, do specjalnych oddziałów, które wyłapywały polskich sąsiadów i zabijały ich toporami, siekierami, karabinami i zakopywały ich w dołach. W 1943 i 1944 r., kiedy zbliżał się front sowiecki, wykopano te ofiary i spalono. Obecnie udało się ekshumować 15 ton popiołu i ok. 100 szkieletów. Warto o tym pamiętać. Czymże to jest, jak nie ludobójstwem? Towarzyszy temu akcja AB – Nadzwyczajna Akcja Oczyszczająca – połączona z Intelligenzaktion.

Intelligenzaktion była przeprowadzona na terenach włączonych do Rzeszy, czyli w województwie poznańskim, na Pomorzu, a akcja AB na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Celem była cała polska inteligencja – wymordować, odciąć „głowę” Polakom – po odcięciu głowy ciało nie żyje. W tym sensie jak najbardziej celem akcji AB i Intelligenzaktion było ludobójstwo, zlikwidowanie Polski.

Mówił to zresztą najwyraźniej sam twórca tej ideologii i tej koncepcji Adolf Hitler na odprawie ze swoimi oficerami w Obersalzbergu 22 sierpnia 1939 r., czyli 8 dni przed atakiem na Polskę: „Naszym celem jest zniszczenie Polski, eksterminacja Polaków”. (…)

Następny przykład, już ostatni, choć jest jeszcze wiele innych, to Powstanie Warszawskie z 1944 r. i sposób jego tłumienia, w tym najbardziej przerażająca zbrodnia, czyli rzeź dokonana w dzielnicy Wola. W trakcie rzezi Woli 30–40 tys. cywilnych mieszkańców, nie powstańców, tylko cywilnych mieszkańców, zostało zamordowanych w ciągu kilku dni.

 


ZNAMIENNE WSPÓŁDZIAŁANIE

To są tylko przykłady, ale warto je przytoczyć i zastanowić się nad tym, czy termin „ludobójstwo” nie powinien być zastosowany w odniesieniu do polityki niemieckiej, oczywiście narodowo-socjalistycznych Niemiec, wobec Polski w okresie II wojny światowej. Myślę, że warto też przypomnieć – to ważne, lecz zapominane, zwłaszcza w niemieckiej pamięci historycznej – cztery konferencje Gestapo-NKWD. (…)

Te cztery konferencje Gestapo-NKWD odbyły się kolejno: pierwsze dwie w 1939 r. i dwie następne w 1940 r. Ostatnią zorganizowano w moim rodzinnym mieście, w Krakowie – wiem dokładnie, w której restauracji miało miejsce spotkanie. Konferencje te dotyczyły tego, jak zlikwidować Polskę, jak zlikwidować polskie podziemie, bo wtedy już tylko ono istniało. (…) Polacy byli zabijani za to, że byli Polakami. Nie z innych powodów. Narodowość była akurat w tym przypadku fundamentalnie istotna i nie do podważenia. (…)

Myślę, że warto wrócić do punktu wyjścia tej inicjatywy. Miał powstać pomnik ku pamięci polskich ofiar II wojny światowej i niemieckiej okupacji Polski 1939–1945. „Pamięci polskich ofiar”, jak chciał tego m.in. Reinhart Koselleck, który pamiętał, widział te ofiary. Natomiast obecnie w projekcie zmieniono to na następującą formułę: „Wszystkim ofiarom niemieckiej okupacji Polski 1939–1945”; taki jest proponowany napis na przyszłym pomniku.

Jaka jest różnica? Ktoś powie, że jest ona subtelna i że się czepiam. Różnica ta jednak nie jest subtelna, ponieważ rozwadnia istotę hitlerowskiej polityki okupacyjnej w Polsce. Jej podstawą nie była walka z mieszanymi tożsamościami. Jej celem była eliminacja narodu polskiego. I dlatego trzeba uwzględnić tę pierwotną formułę – „polskie ofiary II wojny światowej”. Zwłaszcza że jest sporo upamiętnień jak najbardziej potrzebnych – ofiar Holokaustu, Sinti, Romów, niepełnosprawnych umysłowo, którzy zostali zamordowani na terenie m.in. Polski w czasie II wojny światowej.

Myślę, że wychodząc z tego traumatycznego, najbardziej tragicznego okresu warto pomyśleć o jakimś geście, który pomógłby nam nie zostawiać tamtych wydarzeń za sobą, bo my tego za sobą nie zostawimy. Nie da się tego wymazać. To jest zbyt wielka trauma. Trzeba do tego wracać i rozmawiać o tym, przyjmując różne perspektywy, spierać się nawet, jeśli trzeba, ale nie możemy przestać o tym rozmawiać. (…)

 


DROBNY GEST

Mówiąc o geście, chciałbym przypomnieć jeszcze jeden aspekt polskiego doświadczenia II wojny światowej. Jest 516 tys. zewidencjonowanych przez ministerstwo kultury zabytków polskich, które zostały zrabowane przez Niemców.

Tak się złożyło, że kilka miesięcy temu, kiedy powiedziałem o moim planowanym wyjeździe na to spotkanie prorektorowi mojego uniwersytetu, Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, zwrócił on moją uwagę na informację, która ukazała się w prasie. Mianowicie w muzeum jubilerskim w Pforzheim odnaleziony został pierścień króla Zygmunta Starego.

To był jeden z najwybitniejszych władców w polskiej historii, władców w najlepszym okresie tej historii, w XVI w. Prusy na rozkaz króla Fryderyka Wilhelma przetopiły wszystkie polskie insygnia koronacyjne, gdy wojska pruskie zajęły na kilka tygodni Kraków po rozbiorach, zanim oddały go Austrii. Insygnia – korony, berła i inne – zostały wtedy zabrane do Królewca i następnie w barbarzyński sposób na rozkaz króla pruskiego przetopione na talary pruskie. Nie mamy więc insygniów koronacyjnych świadczących o naszej wcześniejszej 800-letniej historii.

Jednym z najważniejszych, a może najważniejszym i najpiękniejszym symbolem tej dawnej świetności Rzeczypospolitej jest wspomniany pierścień Zygmunta Starego (…). Myślę, że dobrze by było, gdyby państwo niemieckie i politycy niemieccy wsparli wysiłki polskiego ministerstwa kultury, ażeby ten symbol odzyskać – na dobry początek rozmów w Domu Niemiecko-Polskim.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 grudnia

Poniedziałek, III Tydzień Adwentu
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Mt 21, 23-27
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Nowenna do dziewięciu chórów anielskich 10-18 XII 


- Reklama -

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter