Tak też jest w naszym życiu z naszą wiarą. Nie umiejąc kochać Boga i bliźniego, może dominować w naszej pobożności najpierw strach przed piekłem. Robimy wtedy wiele dobrych uczynków, aby się przed nim ratować. Są to właśnie te desperackie ruchy zarządcy, w jakimś sensie ta niegodziwa mamona.
.jpg)
Piątek, XXXI Tydzień zwykły - Dzień powszedni
komentarze Bractwa Słowa Bożego,
autor: o. Dariusz Pielak SVD
Pierwsze czytanie: Rz 15,14-21
Choć we wstępie do swego listu święty Paweł wyjaśniał jak bardzo zawsze chciał odwiedzić rzymską wspólnotę, to dopiero w wersach 22-24 tego rozdziału objawi rzeczywisty cel swojej podróży – Hiszpanię. Te dwa wersy (choć nie zawarte w dzisiejszym czytaniu) pozwalają lepiej zrozumieć wymowę całego Listu.
Z faktu, że Apostoł Pogan nigdy wcześniej nie spotkał się z chrześcijańską gminą w Rzymie, zbudowaną przecież nie bez udziału świętego Piotra Apostoła, wynika bardzo kurtuazyjny ton i ostrożność formułowania swych myśli. Przepraszając za potencjalne niezręczności i za tak wiele pouczeń, jednocześnie podpiera się argumentem swego autorytetu – poselstwa do pogan z polecenia samego Chrystusa, jakby równoległego do posłannictwa Kefasa. A także wielu świadectw działającej mocy Ducha Świętego w jego posłudze.
Święty Paweł pragnie, aby „poganie stali się ofiarą miłą Bogu, uświęconą Duchem Świętym” [15,16]. To pragnienie wynika z jego przekonania, że nawrócenie pogan doprowadzi do nawrócenia Narodu Wybranego, do przyjęcia Jezusa z Nazaretu za Namaszczonego. To rozpoznanie zbawczego planu Bożego, jego doniosłe znaczenie, będzie determinowało niestrudzoną i nieustraszoną służbę Autora Listu, aż po ofiarę ze swego życia.
Żyjemy w epoce odradzającego się pogaństwa. Oby obchodzony na przełomie lat 2008/2009 Rok Świętego Pawła przynosił ciągle owoce, aby wierni zrozumieli, że istotą Kościoła jest misyjność. Módlmy się za wszystkich misjonarzy, aby na wzór świętego Pawła (i innych Apostołów) szli na cały świat głosić Dobrą Nowinę.
Psalm responsoryjny: Ps 98,1.2-3ab.3cd-4
Czy potrafimy dostrzec w historii swojego życia, naszych rodzin, narodu, świata, wielkie chwile, które wywarły błogosławiony skutek na naszą przyszłość, wiarę, życiowe decyzje, relacje? Jeśli tak, to komu myślimy, że to zawdzięczamy? Jak chcemy czy potrafimy wyrazić swoją wdzięczność? A jeśli to wykraczało poza ludzkie możliwości jak cuda uzdrowienia, uratowania od śmierci, jak przyjście Jezusa Chrystusa na świat czy poruszenia serca na modlitwie, Eucharystii, na adoracji? W takim razie, czy to tylko kwestia dziękczynienia? A może to coś jeszcze więcej?
Tak to wkraczamy w przestrzeń modlitwy uwielbienia Boga. (kult jednostki dawno już okazał się wielką marnością i zbrodnią). To pragnienie wielbienia Stwórcy, nigdy nie nasycone, inspirowało człowieka wiary do wyrażania się na różne sposoby: w poezji, muzyce, kontemplacji. Czytany dzisiaj psalm należy do grona wielu sobie podobnych hymnów pochwalnych zawartych w Księdze Psalmów, jako skarbnicy porywów duszy ludzkiej do swego Boga. Czerpmy z niej obficie.
Ewangelia: Łk 16, 1-8
Wielu upatruje w tej perykopie jakiś kompromis między człowiekiem Bożym a światowym, że są takie sytuacje, kiedy jakoby dozwolone było kombinatorstwo i przekupstwo. Ale patrząc na nauczanie Chrystusa, czy krystalicznie czysty i uczciwy Nauczyciel z Nazaretu, zachęcałby swoich uczniów do przekrętów?
Zauważmy, że tym zarządcą dóbr możemy być my sami, a naszym panem Sędzia Niebieski. Dobrami, którymi mamy zarządzać są nasze talenty, łaski, charyzmaty, które otrzymaliśmy od Pana nad Panami.
W życiu „ziemskiego” człowieka zawsze przychodzi moment stanięcia przed Bożym sądem. Jedni, świadomi tego, przygotowują się do tej chwili przez całe życie, inni, jak robotnicy ostatniej godziny, na przysłowiowym łożu śmierci. Są też tacy, którzy nie chcą wierzyć w życie wieczne, albo pycha lub zwątpienie w Miłosierdzie Boże nie pozwala im na skruchę przed Bogiem i wybierają „drugą śmierć”, czyli wieczne zatracenie.
Zatem, motywem przewodnim tej perykopy może też być istota zadośćuczynienia.
Gdyby ten zarządca miłował swego pana, nie stanąłby przed dylematem co się z nim stanie. Wizja kopania rowów czy żebrania jawiła mu się jako swoiste życiowe „piekło”. Chcąc go uniknąć robił wszystko, aby zapewnić sobie chociaż życiowy „czyściec”.
Tak też jest w naszym życiu z naszą wiarą. Nie umiejąc kochać Boga i bliźniego, może dominować w naszej pobożności najpierw strach przed piekłem. Robimy wtedy wiele dobrych uczynków, aby się przed nim ratować. Są to właśnie te desperackie ruchy zarządcy, w jakimś sensie ta niegodziwa mamona. Choć nie jest to doskonała postawa, ale do pewnego stopnia broni nas przed potępieniem. Tak jak doskonały i nie-doskonały akt żalu za grzechy. Warto więc też przypomnieć sobie jak ważnym jest akt zadośćuczynienia w sakramencie pojednania. Od niego między innymi zależy ważność naszej spowiedzi. A przecież mamy tyle możliwości danych nam od Boga: sakramenty, Słowo Boże, Kościół, Matkę Bożą, wstawiennictwo świętych, skarbnicę modlitw. To właśnie ludzie tego świata potrafią perfekcyjnie wykorzystać wszelkie sposobności, kontakty dla swoich korzyści, a Boży ludzie są jak analfabeci, nie znają swego Boga i Jego dobrodziejstw.



Co? Gdzie? Kiedy?



