Czuwanie staje się więc nie tylko praktyką, lecz sposobem istnienia, które pozwala ocalić sens pośród zmienności świata.

Pierwsza Niedziela Adwentu
komentarze Bractwa Słowa Bożego,
autor: dr Maciej Wacławik
Pierwsze czytanie: Iz 2, 1-5
Izajasz wspomina, że na końcu czasów narody popłyną do góry świątyni Pana. Użyty tu hebrajski zwrot naharu jasno wskazuje ruch cieczy – o tyle interesujący, że w pobliżu Świętego Miasta, zarówno w starożytności, jak obecnie, brakowało naturalnego cieku wodnego. Rozwiązanie tego paradoksu znaleźć można w późniejszym proroctwie Ezechiela (Ez 47), w którym ukazany jest obraz wody wypływającej spod progu świątyni. Właśnie to źródło, które dalej zamienia się w życiodajną i uzdrawiającą rzekę stanie się też nośnikiem, dzięki któremu wszyscy będą mogli dotrzeć do świątyni Pańskiej. Spełnienie tych obietnic odnotowuje przy wypełnieniu czasów Ewangelia Jana, gdy opisuje, jak krew i woda wypłynęły z boku Ukrzyżowanego, wypełniając tym samym same słowa Jezusa głoszącego podczas Święta Namiotów, że z jego wnętrza popłyną strumienie wody dającej życie (J 7,47), a także po wjeździe do Jerozolimy, że gdy zostanie wywyższony nad ziemię, pociągnie wszystkich ku sobie (J 12,32). Jak wszystkie biblijne proroctwa, także i to znalazło swoje wypełnienie w życiu Jezusa, który jest nie tylko źródłem świętości, ale także drogą do niej prowadzącą, przyciągając wszystkich, którzy chcą oddać chwałę Najwyższemu.
Psalm responsoryjny: Ps 122, 1b-2. 4-5. 6-7. 8-9
Psalm 122, będący jednym z tak zwanych Psalmów stopni lub wstępowań, jawi się jako naturalna odpowiedź przybywających. Ukazuje on radość pielgrzyma, który przybliża się do domu Pana – świątyni Jerozolimskiej, miejsca gdzie Bóg faktycznie mieszkał na ziemi (por. 1Krl 8,27). Radość ta, będąca owocem Ducha (por. Ga 5,22), oparta jest na dwóch filarach: wspólnotowości zebranych i sławieniu imienia Bożego. Wszyscy na ustach mają także modlitwę o pokój. Ma ona wymiar nie tylko liturgiczny, ale głęboko egzystencjalny – dotyczy bezpieczeństwa, pojednania i błogosławieństwa codziennego życia.
Ten akcent nabiera szczególnej mocy dzisiaj, gdy patrzymy na mapę świata, naznaczoną ponad trzydziestoma konfliktami zbrojnymi, a zwłaszcza w obliczu walk toczących się w samej Ziemi Świętej. Psalmista przypomina, że prawdziwym źródłem pokoju nie jest dyplomacja ani siła militarna, ale obecność Boga. Z tego powodu chrześcijanin, wsłuchując się w te słowa na progu Adwentu, kieruje wzrok ku Temu, którego prorocy nazywają Księciem Pokoju (Iz 9,5), do pamiątki przyjścia którego się przygotowujemy. On, przychodząc powtórnie w dniu zmartwychwstania, przynosił właśnie pokój.
Drugie czytanie: Rz 13, 11-14
Św. Paweł uderza w nutę lekkiego niepokoju, wskazując, że sposobny czas już nadszedł. Nie ma na co czekać! Czasy się wypełniły, noc przeminęła i dzień się przybliżył. To nie tyle chwila graniczna, rozdzielająca teraźniejszość od przyszłości, ale już przejście na drugą stronę, gdzie przyszłość staje się teraźniejszością. Adwent ma być nie tyle czasem oczekiwania, ale aktywnego przygotowania, nałożenia zbroi światła, którą Apostoł dokładnie opisuje w Liście do Efezjan (Ef 6,10-20). Tak gotowi, możemy kroczyć w blasku dnia – nie jako ci, którzy dają się uśpić złudzeniom nocy, lecz jako świadkowie tego Światła, które już wzeszło w Chrystusie. Adwent nie jest więc snem o przyszłości, ale decyzją na dziś, by żyć przejrzyście, w pokoju. Pokoju, ale nie spokoju – nie chodzi o pasywne czekanie, aż wszystko samo się rozwiąże, albo Bóg załatwi sprawę, lecz o przejście w ofensywę światła. W końcu to bramy piekieł mają Kościołowi ulec (por. Mt 16,18), tak jak ciemność rozprasza się w promieniach światła. Do takiej czujności wzywa Paweł u progu czasu przygotowania.
Ewangelia: Mt 24, 37-44
Podobne wezwanie rozbrzmiewa w Ewangelii, która też przedstawia więcej konkretów, dotyczących Dnia Syna Człowieczego. Uderza pewien indywidualizm tego wydarzenia, mimo iż skutki jego są globalne. Pomimo zdawałoby się czytelnych i długotrwałych znaków jak podany przykład budowy arki (a także dość absurdalnych – ogromna łódź na środku pustyni (!)), współcześni pochłonięci są sprawami codziennymi i nie spostrzegają tego, co się dzieje. Co ciekawe, dalszy tekst nie neguje samego zajmowania się codziennością – zarówno dwaj, jak i dwie, pracowali przy zwykłych czynnościach. Coś jednak wpłynęło na to, że część została zabrana, a część pozostawiona. Była to zapewne czujność na niespodziewane, zasygnalizowana przez użyty tu grecki zwrot dokite. Nie mówi on jedynie o zwykłej obserwacji, ale o czujności nacechowanej teologiczną odpowiedzialnością: bycie gotowym w każdym momencie, aby rozpoznać i odpowiedzieć na działanie Boga. Podkreślona jest przez to nieprzewidywalność i brak możliwości przygotowania „z wyprzedzeniem”. Nagłość tego przyjścia uwypukla kontrast między tym, co trwałe, a tym, co przemija. Czuwanie staje się więc nie tylko praktyką, lecz sposobem istnienia, które pozwala ocalić sens pośród zmienności świata.





Co? Gdzie? Kiedy?
