Był na początku XX w. najpopularniejszym Polakiem na świecie. Dziś powiedzielibyśmy: globalnym celebrytą. Wykorzystał to w dyplomatycznych rozgrywkach, które pomogły Polsce odzyskać niepodległość.

Ignacy Jan Paderewski nie miał szczęśliwego dzieciństwa: matka zmarła kilkanaście tygodni po jego narodzinach, ojciec przesiedział ponad rok w carskim więzieniu za pomoc powstańcom styczniowym. Ignacy od najmłodszych lat miał dwie pasje. Pierwszą zaszczepił mu daleki kuzyn, weteran powstania listopadowego Michał Babiański, który – jak wspominał – „podsycał i utwierdzał mój patriotyzm”. Drugą była muzyka.
WIRTUOZ FORTEPIANU
Ukończył Warszawski Instytut Muzyczny, choć z przygodami, bo był zdolny, ale krnąbrny wobec nauczycieli, w związku z czym dwukrotnie relegowano go z konserwatorium. Potem studiował w Berlinie i Wiedniu, gdzie pod okiem najwybitniejszych w owych czasach wykładowców: Fridricha Kiela, Heinricha Urbana i Teodora Leszetyckiego, grę na fortepianie opanował do perfekcji. Komponował i koncertował, ze szczególnym upodobaniem grając w mistrzowski sposób utwory Fryderyka Chopina. „Tym, co daje w życiu największe szczęście, jest praca twórcza – mawiał. – Pracując twórczo, człowiek stwarza sobie nowe życie.
Święcił triumfy w Wiedniu, Berlinie, Paryżu i Londynie, a od 1891 r. także w USA. „Wszelkie kryteria pianistyki nie przystają do Paderewskiego – oceniał Tadeusz Szeligowski, który po latach miał okazję gościć na jednym z paryskich koncertów mistrza. – Posiada możność wprowadzania słuchacza swą muzyką w ekstazę, w inne rejony, których nie da się opisać. Kompozycje, które gra, są tylko pretekstem do manifestacji magizmu wielkiego artysty”.
Stawał się niezwykle popularny, a przez to zamożny. Pieniądze przeznaczał na polskie sprawy. W 1901 r. zasilił fundusz pomocy dla skazanych przez Niemców w procesie gnieźnieńskim Polaków, którzy bronili dzieci ze słynnego strajku szkolnego we Wrześni. Wspierał też Bank Ziemski w Poznaniu, który wspomagał polskich ziemian i chłopów przeciw wykupowi ich ziem przez pruską Komisję Kolonizacyjną. „Stanowczo i zdecydowanie jestem wrogiem Niemiec – pisał. – Nie jestem wrogo nastawiony do wszystkich Niemców, lecz wyłącznie do Prusaków, bowiem wszystkie cechy niemiłe, jak bezwzględność, brutalność, zarozumiałość i arogancja, które obserwujemy w Niemczech, zostały narzucone przez Prusaków”.
Ufundował także monumentalny Pomnik Grunwaldzki, na którego odsłonięcie w 500. rocznicę triumfu Polaków nad Krzyżakami przybyło do Krakowa ponad 150 tys. rodaków. Była to największa manifestacja patriotyczna na ziemiach polskich w czasie zaborów. „Krzepmy serca do wytrwania, myśli skrójmy do dzielnych, sprawiedliwych czynów, uczucia podnośmy do silnej wiary, bo nie ginie naród, co ma tak wielką, nieśmiertelną duszę” – wołał w 1910 r. podczas lwowskich obchodów setnej rocznicy urodzin Chopina, na których był honorowym gościem.
SUKCES W BIAŁYM DOMU
Swą charyzmę, talent wirtuoza i kompozytora, a także znakomite zdolności oratorskie i umiejętności dyplomatyczne potrafił wykorzystać w czasie I wojny światowej dla „ugrania polskiej karty”. Szczególną estymą darzył go prezydent USA Woodrow Wilson, więc mistrz miał nieograniczony wstęp do Białego Domu. Przy każdej okazji przekonywał Wilsona, że powstanie niepodległej Polski jest warunkiem koniecznym dla stworzenia powojennego ładu w Europie. I odniósł sukces!
W pokojowym orędziu wygłoszonym 8 stycznia 1918 r. prezydent USA zamieścił punkt dotyczący Polski, co wielu obserwatorów przyjęło ze zdumieniem. „Powinno być utworzone niepodległe państwo polskie, które winno obejmować ziemie zamieszkałe przez ludność bezsprzecznie polską, mieć zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza, a którego niezawisłość polityczna i gospodarcza oraz całość terytorialna winna być zagwarantowana paktem międzynarodowym” – głosił Wilson. Takie stanowisko przywódcy mocarstwa, które w dużej mierze przyczyniło się do zwycięstwa państw ententy w wojnie światowej, powodowało, iż nawet politycy niesprzyjający Polsce, jak premier Wielkiej Brytanii Lloyd George, zaczęli traktować powstanie suwerennej Polski jako warunek konieczny w ustalaniu powojennej rzeczywistości.
NA POLITYCZNYCH SALONACH
Jesienią 1918 r. Paderewski podjął się misji mającej na celu ujednolicenie polskiej reprezentacji politycznej wobec zbliżającej się konferencji pokojowej w Wersalu. Sytuacja była bowiem skomplikowana. W Warszawie działał rząd Jędrzeja Moraczewskiego stworzony przez Józefa Piłsudskiego i lewicę niepodległościową, a w Paryżu – Komitet Narodowy Polski z Romanem Dmowskim na czele. Ten drugi był np. we Francji traktowany jako oficjalna reprezentacja Rzeczypospolitej. Dobrze rozumiał ten trudny dla Polski stan rzeczy także Piłsudski. Naczelnik Państwa uznał, że w decydującym momencie dziejowym warto na czele rządu postawić popularnego Paderewskiego, który połączy wszystkie siły polityczne kraju. Niezadowolonym z pomysłu swoim dawnym towarzyszom z PPS powiedział krótko: „Z tramwaju o nazwie Socjalizm wysiadam na przystanku Niepodległość”.
Przyjazd Paderewskiego do Polski opracowany był z rozmysłem. Zamiast prosto z portu gdańskiego wyruszyć do Warszawy, postanowił przybyć na kilka dni do Poznania. Chciał swą obecnością wzmocnić morale ludzi podejmujących rozmaite działania na rzecz przyłączenia ziem zaboru pruskiego do Polski. Nie pomylił się. Jego wizyta była jak iskra rzucona na prochy. 27 grudnia 1918 r. Wielkopolska stanęła do walk powstańczych, których skutkiem stało się przyłączenie kolebki państwa polskiego do odradzającej się Polski.
W styczniu 1919 r. Paderewski stanął na czele rządu, kierując jednocześnie ministerstwem spraw zagranicznych i reprezentując Polskę na konferencji pokojowej w Wersalu. I to on – wraz z Dmowskim – podpisał traktat pokojowy, który w wymiarze międzynarodowym usankcjonował niepodległy byt Polski. Misję premiera wypełniał blisko rok. Potem osiadł w Szwajcarii.
Do czynnej polityki powrócił u schyłku życia, mimo że był już bardzo schorowany. W końcu września 1939 r. wymieniano go jako kandydata na urząd prezydenta RP na uchodźstwie. Ostatecznie został przewodniczącym Rady Narodowej, emigracyjnej namiastki parlamentu. Nie piastował tej funkcji długo – zmarł w Nowym Jorku w czerwcu 1941 r. Chciał spocząć w wolnej Polsce. Jego szczątki powróciły w 1992 r. do Warszawy, żegnane wspólnie przez prezydentów Polski i USA. Serce spoczęło zaś w amerykańskiej Częstochowie w Doylestown w Pensylwanii.



Co? Gdzie? Kiedy?



