Kiedy w 1795 r. Rzeczpospolita została rozdarta przez Rosję, Prusy i Austrię i utraciła na ponad sto lat suwerenność, garstka patriotów podjęła na emigracji próbę utworzenia armii polskiej, która u boku Francji mogłaby w przyszłości walczyć o przywrócenie niepodległości.

Rozmowy prowadzone w Paryżu przez Józefa Wybickiego i gen. Jana Henryka Dąbrowskiego nie przynosiły początkowo dobrych skutków. Francuzi tłumaczyli, że konstytucja republiki zabrania formowania wojsk cudzoziemskich. Francja prowadziła wówczas wojnę z Austrią. Postanowiono wykorzystać zapał zdeterminowanych oficerów polskich, za którymi – jak za Wybickim – ciągnęły się już doświadczenia z czasów walk konfederacji barskiej czy insurekcji kościuszkowskiej.
NA WŁOSKIEJ ZIEMI
Ustalono, że na terenie Włoch powstaną Legiony Polskie, które będą traktowane jako armia sojusznicza dla Republiki Lombardzkiej, utworzonej pod wodzą wschodzącej gwiazdy epoki gen. Napoleona Bonapartego. Pod koniec 1796 r. doszło do spotkania Napoleona z gen. Dąbrowskim. Dąbrowski był oczarowany Napoleonem, a jego zachwyt był tym większy, że Bonaparte wykazywał w rozmowie znajomość polskich spraw i wiedzę na temat polskiej historii, zarówno odległej, jak i najnowszej.
Jak się okazało, niemała w tym była zasługa Józefa Sułkowskiego. Ten gorący patriota, uczestnik wojny z Rosją w obronie Konstytucji 3 Maja i jeden z pierwszych kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari, zaciągnął się do armii francuskiej i wykazywał się walecznością w czasie kampanii włoskiej. Jego talenty szybko dostrzegł Napoleon, mianując go swoim osobistym adiutantem. Przyjaźń między nimi pogłębiła się jeszcze bardziej, gdy w czasie bitwy pod Arcole Sułkowski własnym ciałem zasłonił przed austriackim ostrzałem przyszłego cesarza Francji i ocalił mu życie, sam odnosząc ciężką ranę. To Sułkowski stał się dla Napoleona pierwszym nauczycielem polskich spraw.
Dąbrowski 9 stycznia 1797 r. podpisał umowę z rządem Republiki Lombardzkiej, na mocy której powstały Legiony Polskie, traktowane nie jako cudzoziemskie oddziały najemne, ale jako wojsko sojusznicze. Kadrę dowódczą stanowili polscy emigranci, jak gen. Dąbrowski, gen. Karol Kniaziewicz, Józef Wybicki i Antoni Amilkar Kosiński. Żołnierzy rekrutowano przede wszystkim z… zastępów dezerterów z armii austriackiej, czyli Polaków z Galicji zmuszonych do odbywania służby wojskowej, gdy Austria toczyła wojnę z Francją. W ciągu kilku tygodni Legiony stanowiły już poważną siłę, licząc ponad 7 tys. żołnierzy, których szkolono w okolicach Mediolanu.
WOJSKO EGALITARNE
Legiony były wojskiem egalitarnym. Było to zgodne z duchem porewolucyjnej Francji, ale i duchem republikańskim ostatnich lat przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Kryteria awansów oficerskich były wyznaczane przez zasługi na polach bitewnych, a nie przez pochodzenie czy majątek. Oficerowie mieli obowiązek zwracać się do podkomendnych per „obywatelu”, a jedną z pierwszych decyzji gen. Dąbrowskiego było zniesienie kar cielesnych wobec żołnierzy. Coś, co brzmi współcześnie niemal niewiarygodnie, było w ówczesnym świecie, a zwłaszcza w armiach rosyjskiej, pruskiej czy austriackiej, absolutną normą. Za różne przewinienia żołnierze byli tam chłostani, batożeni, upokarzani przed frontem kompanii, a często w wyniku nadmiernego bicia umierali na oczach obserwujących to kolegów.
Legiony miały dać Polsce nowy typ żołnierza-obywatela, świadomego swej godności, mającego poczucie dumy i wolności. Podkreślał to napis na naramiennikach ich mundurów: „Ludzie wolni są braćmi”. Legiony miały być też dla żołnierzy szkołą patriotyzmu. Z inicjatywy poety Cypriana Godebskiego prowadzony był w chwilach wolnych od zajęć wojskowych kurs czytania i pisania, bo analfabetyzm był wtedy w całej Europie prawdziwą plagą. Wydawano też pismo „Dekada Legionowa”, gdzie w przystępny sposób opisywano aktualną sytuację polityczną, uczono historii, zamieszczano utwory literackie, które miały podnosić morale.
Waleczność legionistów tworzyła legendę, a historie bitew stoczonych pod Rimini, Weroną, Magnano, Bosco, Falari docierały do Polski i dawały rodakom nadzieję. Szczególnie symboliczny wymiar miała bitwa nad Trebbią, gdzie legioniści starli się z korpusem ekspedycyjnym feldmarszałka Aleksandra Surowowa, traktując to jako sprawiedliwy odwet za rzeź Pragi, czyli krwawe ludobójstwo mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy dokonane w powstaniu kościuszkowskim na rozkaz tegoż rosyjskiego dowódcy.
LEGENDA LEGIONÓW
Wraz z opowieściami o męstwie legionistów dotarła też do Polski ich ulubiona pieśń, czyli „Mazurek Dąbrowskiego”, zwany „Pieśnią Legionów Polskich we Włoszech”. Okoliczności jego powstania są – jak na przyszły hymn Polski – dość prozaiczne. Otóż w lipcu 1797 r. w miasteczku Reggio nell’Emilia Józef Wybicki raczył się w miejscowej winiarni włoskim trunkiem, obserwując przez okno maszerujących legionistów. Wzruszony, wyjął z notesu kartkę i napisał pierwsze słowa, które weszły do kanonu polskości: „Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy”. Sześciozwrotkowy wiersz, dla którego melodią stał się jeden z ludowych mazurów, krążył w odpisach wśród żołnierzy, a już miesiąc później gen. Dąbrowski depeszował do Wybickiego: „Żołnierze do Twojej pieśni coraz więcej gustu nabierają”.
Niestety, słowa refrenu nie spełniły się tak szybko, jak chcieli tego żołnierze. Dopiero za kilka lat wraz z armią napoleońską przybędą „z ziemi włoskiej do Polski”, by tworzyć zręby armii Księstwa Warszawskiego. Formalny koniec Legionów nastąpił po podpisaniu w 1801 r. pokoju w Luneville. Francja i Austria zobowiązały się w nim „nie popierać swoich wrogów wewnętrznych”. Legiony przestały mieć charakter narodowy, wcielono je jako półbrygady do armii francuskiej i większość żołnierzy wysłano na San Domingo (obecnie Haiti), aby spacyfikowali bunt niewolników. Dla żołnierzy było to upokarzające! Niewielu z tej wyprawy wróciło, bo epidemia żółtej febry zdziesiątkowała wojsko. Smutny obraz tych chwil pozostawił po latach Stefan Żeromski w „Popiołach”.
Chociaż epopeja legionowa nie trwała długo, to jednak wycisnęła piętno na polskiej świadomości. Jeden z najwybitniejszych historyków wojskowości gen. Marian Kukiel zwracał uwagę na dwa aspekty: moralny i militarny. „Znaczenie wojskowe Legionów polegało na wniesieniu w wojsko nasze obyczajów właściwych wojsku francuskiemu, dyscypliny opartej na patriotyzmie i honorze, na poszanowaniu w żołnierzu człowieka – pisał. – Dzięki Legionom przyswoili sobie Polacy zasady sztuki wojennej, wytworzonej przez wojny rewolucyjne”. A to pozwoliło bić się od 1806 r. pod rozkazami Napoleona już o własną, a nie cudzą sprawę: niepodległość Polski.
Ważniejsze jednak wydaje się znaczenie moralne Legionów. Generał Kukiel celnie diagnozował: „Legiony zaprzeczyły czynem orzeczonemu przez trzy mocarstwa rozbiorowe unicestwieniu Polski jako narodu”. A słowa legionowej pieśni: „co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy” stały się dla następnych pokoleń zawołaniem i drogowskazem.




Co? Gdzie? Kiedy?
