19 stycznia
poniedziałek
Henryka, Mariusza, Marty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Insygnia wolności

Ocena: 5
167

22 grudnia 1990 r. na Zamku Królewskim w Warszawie przybyły z Londynu ostatni prezydent II RP Ryszard Kaczorowski przekazał wybranemu na urząd prezydenta Lechowi Wałęsie insygnia, które przez blisko pół wieku były strzeżone przez legalne władze polskie na uchodźstwie. W tym geście wielu widziało symboliczny koniec PRL.

fot. Kancelaria Senatu Rzeczypospolitej Polskiej | Ryszard Kaczorowski z żoną Karoliną w Senacie RP. Uroczystości podsumowujące Rok Generała Władysława Andersa, 2008 r.

Konstytucja kwietniowa z 1935 r. dawała prezydentowi RP bardzo duże uprawnienia. Wśród nich – prerogatywę wyznaczania swego następcy w przypadku, gdyby niemożliwe było zorganizowanie określonych w ustawie zasadniczej wyborów. Jak cenna była to regulacja, okazało się we wrześniu 1939 r., gdy w wyniku niemiecko-sowieckiej agresji prezydent Ignacy Mościcki został internowany w Rumunii i pozbawiony możliwości działania. Wyznaczył wówczas na swojego następcę przebywającego we Francji byłego marszałka senatu Władysława Raczkiewicza. Ten z kolei powołał rząd pod prezesurą gen. Władysława Sikorskiego. To pozwoliło zachować konstytucyjną ciągłość władzy państwowej, którą sprawowano na uchodźstwie – najpierw w sojuszniczej Francji, a następnie w Wielkiej Brytanii.

 


STRAŻNICY LEGALIZMU

Z punktu widzenia prawa międzynarodowego sytuacja była oczywista i klarowna. Skomplikowała się z chwilą zaakceptowania przez aliantów zasady wyznawanej przez Stalina, iż „siła jest ponad prawem”. W wyniku zdrady jałtańskiej w lipcu 1945 r. Wielka Brytania i USA cofnęły uznanie dla legalnych władz polskich, a za ich przykładem uczyniły to także inne państwa. Wyjątkiem była Stolica Apostolska i Hiszpania. Świat poparł rząd zainstalowany przez Stalina w Warszawie. „Prawowite władze polskie poza granicami kraju przestały być uznawane przez obce kancelarie dyplomatyczne, były jednak one akredytowane w sercach polskich w ojczyźnie i na emigracji” – mówił w 1990 r. ostatni prezydent na uchodźstwie.

Ponieważ w PRL nie odbywały się wolne i demokratyczne wybory, a tylko tak wyłoniony parlament mógłby dokonywać zmiany polskiej konstytucji, władze polskie trwały w Londynie w oparciu o jedyną legalną i nigdy nieuchyloną ustawę zasadniczą. Jej strażnikami byli kolejni po Władysławie Raczkiewiczu prezydenci: August Zaleski, Stanisław Ostrowski, Edward Raczyński i Kazimierz Sabbat. Ten ostatni zmarł nagle na serce 19 lipca 1989 r., w dniu, w którym sejm kontraktowy, wyłoniony na podstawie układów z Magdalenki, wybrał na prezydenta PRL komunistycznego dyktatora Wojciecha Jaruzelskiego. Pracownicy PRL-owskiej ambasady w Londynie triumfowali. „To już wasz koniec. Zakończyła się wasza zabawa w rządy londyńskie” – mówili do przedstawicieli polskiej emigracji. Ich tryumf byłby pełny, gdy nie to, że prezydent Sabbat wyznaczył na swego konstytucyjnego następcę Ryszarda Kaczorowskiego, który w nocy 19 lipca 1989 r. złożył prezydencką przysięgę i pełnił urząd jeszcze przez ponad rok.

 


HARCERSKI RODOWÓD

Nowy prezydent był na emigracji postacią powszechnie znaną i szanowaną. Nie tylko jako przewodniczący emigracyjnego Związku Harcerstwa Polskiego, ale także minister spraw krajowych, który utrzymywał kontakty z działaczami opozycji antykomunistycznej i znakomicie orientował się w realiach politycznych czasu schyłkowego PRL. Cała jego biografia urzeczywistniała słowa przyrzeczenia harcerskiego, jakie złożył przed wojną: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce i nieść chętnie pomoc bliźnim”.

We wrześniu 1939 r. w rodzinnym Białymstoku przystąpił do konspiracji, stając się łącznikiem między chorągwią Szarych Szeregów a Komendą Główną ZWZ. Został aresztowany przez NKWD i po brutalnym śledztwie skazany przez sowiecki sąd na karę śmierci, zamienioną na 15 lat katorgi. Wyszedł z „nieludzkiej ziemi” z armią gen. Władysława Andersa i nią przeszedł cały szlak bojowy w Italii. W czasie bitwy o Monte Cassino dowodził jednym z ośrodków łączności i 18 maja 1944 r. jako pierwszy przekazał dowództwu telefoniczny meldunek o zdobyciu bronionego przez Niemców klasztoru. Potem brał udział w walkach o Ankonę i Bolonię. Wierzył, że alianci po pokonaniu III Rzeszy przystąpią do rozprawy z Sowietami.

Po zdradzie jałtańskiej z tysiącami swych kolegów z 2 Korpusu pozostał na przymusowej emigracji. Zamieszkał w Londynie, ukończył studia ekonomiczne i pracował jako księgowy. Nigdy nie przyjął proponowanego mu obywatelstwa brytyjskiego. Poślubił Karolinę z Mariampolskich, która również była zesłańcem syberyjskim, wychowywał dwie córki, ale większość swej aktywności poświęcił jako animator życia emigracji niepodległościowej. „Wychowanie młodego pokolenia w duchu wartości i poszanowania tradycji było dla niego zawsze najważniejsze” – wspominała jego żona.

 


WYPEŁNIENIE MISJI

Obejmując urząd prezydenta, jednoznacznie zadeklarował, że służbę zakończy tylko wtedy, gdy w kraju dojdzie do wolnych wyborów. Było to także oczywiste dla znacznej części środowisk opozycji antykomunistycznej. Niestety, nie dla tych, którzy uznali, że kompromis zawarty z komunistami przy okrągłym stole ma być niezmiennym drogowskazem działania. Do szokującej sytuacji doszło podczas wizyty premiera Tadeusza Mazowieckiego w Londynie w lutym 1990 r. „Nasz premier” odmówił spotkania z Kaczorowskim, mówiąc, że byłoby to „poniżające wobec prezydenta Jaruzelskiego”, jak relacjonował w raporcie attaché wojskowy polskiej ambasady. Przykład ten dobrze ilustruje, jak niektórzy twórcy transformacji ustrojowej, w wyniku której powstała III RP, traktowali rolę legalnych władz polskich działających w Londynie. I dlaczego III RP stała się prawną kontynuatorką PRL, a nie II RP, ze wszystkimi tego złymi konsekwencjami, z którymi nie możemy się uporać do dziś.

Kiedy jesienią 1990 r. w Polsce odbyły się pierwsze od 45 lat wolne wybory, Ryszard Kaczorowski uznał, że jego misja dobiegła końca. 22 grudnia 1990 r. specjalnym samolotem przybył do Warszawy, przywożąc oryginał konstytucji kwietniowej i insygnia władzy prezydenckiej chronione na emigracji przez dziesięciolecia jak najcenniejszy skarb. Przekazał je Polsce na Zamku Królewskim w Warszawie. „Ten klejnot patriotycznej wierności, dla Tej, która nie zginęła, szczególnym blaskiem świecił w blasku narodowej nocy. Przekazując te insygnia wraz z chorągwią Rzeczypospolitej, która powiewała niegdyś na tym zamku, upatruję w nich złoty klucz do lepszej przyszłości naszej, ponad wszystko umiłowanej ziemi rodzinnej” – mówił wzruszony.

Zakończył prezydencką misję, ale nie zaprzestał aktywności, stając się do końca swych dni cenionym uczestnikiem życia społecznego Polaków. Ostatni rozdział zapisał na „nieludzkiej ziemi”, z której wcześniej udało mu się wydostać. Zginął wraz z najwybitniejszymi przedstawicielami życia społeczno-politycznego RP w drodze do Katynia 10 kwietnia 2010 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Historyk, doradca prezesa IPN, w latach 2016–2024 był szefem Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 stycznia

Poniedziałek, wspomnienie św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa
II Tydzień zwykły
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ewangelia: Mk 2, 18-22
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Nowenna do św. Agnieszki 12-20 I 



Najczęściej czytane artykuły



ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter