Bije tam serce diecezji. Od 2000 r. na warszawskim Tarchominie działa Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Warszawsko-Praskiej. W ciągu ćwierćwiecza przygotowało do święceń kapłańskich ponad dwustu kandydatów.

Na mocy bulli papieża Jana Pawła II Totus Tuus Poloniae Populus z 1992 r. zreorganizowano podział Kościoła w Polsce. W ramach tych zmian powołano do życia diecezję warszawsko-praską. W pierwszych latach jej klerycy studiowali na Krakowskim Przedmieściu wraz z kolegami z archidiecezji warszawskiej i diecezji łowickiej. Taki stan nie mógł jednak trwać w nieskończoność. Według słów pierwszego biskupa warszawsko-praskiego Kazimierza Romaniuka: „Na miano do końca zorganizowanej, prawdziwie pełnej diecezja zasługuje wtedy, kiedy posiada także własne wyższe seminarium duchowne”.
POSZUKIWANIA DOMU
W1998 r. zapadła decyzja o powołaniu własnego seminarium. Biskup Romaniuk powierzył zadanie jego zbudowania ks. infułatowi Lucjanowi Święszkowskiemu. Początkowo rozważano inne lokalizacje: gmach byłego niższego seminarium duchownego przy ul. Kawęczyńskiej 49 (obecna siedziba Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej) i Dom Księży Emerytów w Otwocku przy ul. Geislera 18. Ostatecznie zdecydowano się na teren przy ul. Mehoffera 2 na Tarchominie.
Od 1922 r. do Kościoła warszawskiego należy tam rozległa działka położona nad samą Wisłą. Znajduje się na niej drewniany dworek z XVIII w. i część pałacu z XIX w., który nie został zbudowany do końca. W pałacu od lat 70. XX w. mieszkali klerycy seminarium warszawskiego, najczęściej diakoni, którzy nie mogli pomieścić się w gmachu przy Krakowskim Przedmieściu. Niedaleko głównej bramy seminarium stoi też zbudowany w XVI w. kościół św. Jakuba, jeden z najstarszych w Warszawie i na terenie dzisiejszej diecezji warszawsko-praskiej.
Pierwszą łopatę pod budowę wbito w połowie 1999 r. Prace szły w ekspresowym tempie. Udało się wkomponować nowy gmach seminaryjny w otoczenie XIX-wiecznego pałacu i otaczającego go parku, co wymagało zgody konserwatora zabytków. Klerycy wprowadzili się do obiektu jeszcze przed zakończeniem prac wykończeniowych, by już od jesieni 2000 r. rozpocząć studia w nowym obiekcie. Zresztą na początku alumni pomagali w niektórych pracach, np. przy meblowaniu kleryckich pokoi.
NOWY ROZDZIAŁ
– Żal nam było rozstawać się z kolegami z Krakowskiego Przedmieścia, ale mieliśmy poczucie, że rozpoczynamy coś nowego. Warunki w dopiero co oddanym do użytku obiekcie były naprawdę dobre – wspomina po latach ówczesny kleryk, a obecnie biskup pomocniczy warszawsko-praski Tomasz Sztajerwald, który w latach 2009–2021 był prefektem seminaryjnym, a w 2021–2025 – rektorem. Choć na początku zdarzały się zabawne sytuacje. – Okazało się, że w naszych nowych pokojach nie było jeszcze luster. Ktoś odkrył, że do golenia doskonale nadaje się jako lustro odwrócona płyta CD. Więc na śniadaniu wymienialiśmy się takim prowizorycznym lusterkiem – dodaje z uśmiechem bp Sztajerwald.
Pierwszym rektorem seminarium został ks. dr Wacław Madej, wicerektorem ks. dr Jan Gołąbek, a prefektem ks. Tomasz Wielebski. – Ksiądz Madej nazywał seminarium „naszym Nazaretem”. Dbał, żebyśmy tak jak Pan Jezus w Świętej Rodzinie mogli dojrzewać w powołaniu. Do tego potrzeba było ciszy i modlitwy – wspomina ks. Dariusz Rosłon, obecnie wicerektor warszawsko-praskiego seminarium, w pierwszych latach jego student. – Wszyscy przełożeni, takie jest moje zdanie po latach, podjęli się zadania w pewnym sensie heroicznego. Patrząc na to z perspektywy czasu, jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy zorganizowali nasze funkcjonowanie. A wtedy było ok. 100 kleryków – mówi bp Sztajerwald.
W funkcjonowaniu seminarium oprócz wymiaru zewnętrznego duże znaczenie ma wymiar wewnętrzny, za który odpowiada ojciec duchowny. W pierwszych latach był to ks. Robert Pawlak, do którego dołączył ks. Paweł Sołowiej. Najdłużej ojcem duchownym w warszawsko-praskim seminarium jest ks. Grzegorz Zagórowski, który pełni tę posługę od 2005 r. do dziś. – Posługa ojca duchownego jest pięknym doświadczeniem. Towarzyszę alumnom w ich drodze do Boga. Obserwuję ich walki wewnętrzne i wzrastanie. Alumni powierzają mi swoje największe tajemnice, z którymi zostaję sam. Idę z tym do Boga, aby na modlitwie oddawać to wszystko – podkreśla ks. Zagórowski, który jest również znanym i cenionym spowiednikiem i rekolekcjonistą.
Za „dusze kleryków” odpowiada obecnie także ks. Grzegorz Mądry, ojciec duchowny w seminarium od 2014 r., świadek pierwszych miesięcy jego funkcjonowania. – Lata spędzone do święceń na Tarchominie były dla mnie pięknym czasem. Bardzo doceniam atmosferę tamtego czasu w naszym seminarium – wspomina ks. Mądry.
W dużej mierze nowa też była kadra profesorska. Klerykom znani byli z Krakowskiego Przedmieścia tylko ks. prof. Ryszard Moń, wykładowca przedmiotów filozoficznych, ks. dr Piotr Klimek, biblista, późniejszy rektor ks. dr Robert Szewczyk, katechetyk, oraz łacinnicy ks. Zdzisław Mierzejewski i ks. dr Kazimierz Obrycki. Ten ostatni był legendą. Przez dekady nauczał kleryków warszawskich, a później też warszawsko-praskich łaciny i greki. Znany z dużych wymagań, miał też swoje charakterystyczne gesty i powiedzonka. – Myślę, że wszyscy absolwenci naszego seminarium pamiętają jego słynne: „Co się dzieje?”, które padało z ust ks. Kazimierza, gdy ktoś ociągał się z odpowiedzią na pytanie o znaczenie jakiegoś słowa albo jego formę gramatyczną – wspomina ks. dr Konrad Biskup, obecnie rektor warszawsko-praskiego seminarium, uczestnik kursu z łaciny i greki u ks. Obryckiego. Z czasem warszawsko-praskie seminarium „dorobiło się” swojej kadry profesorskiej, której każdy z przedstawicieli ma coś ciekawego do zaproponowania studentom.
STARE TRADYCJE
Seminarium praskie przejęło część tradycji znanych z seminarium warszawskiego. Co roku w Adwencie klerycy III roku zapraszają na sztukę. Widzowie mogą zobaczyć repertuar od bajek po poważne sztuki dramatyczne, które zagrane są na poziomie, jakiego nie powstydziłby się żaden amatorski teatr. Zwłaszcza że klerykom w przygotowaniach pomagają często uznani aktorzy. Tradycją przejętą z Krakowskiego Przedmieścia były też przez lata kleryckie kabarety – przed rozpoczęciem Adwentu i przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. W żartobliwej formie klerycy komentowali zachowania swoich kolegów – to było tzw. zasianie zielonej trawki, i swoich przełożonych, wykładowców, a nawet biskupów – to było tzw. zebranie zielonej trawki.
– Otrzymywaliśmy program sztuki z opisem postaci i fabułą. Oczywiście z wypiekami na twarzy przeglądaliśmy tekst programu, dopatrując się postaci znanych nam z życia seminarium i diecezji. Klerycy w tamtym czasie wykazywali się dużą kreatywnością – podkreśla ks. Łukasz Żak, obecnie dyrektor seminaryjnej biblioteki i wykładowca historii Kościoła. Każdy z tych „kabaretowych dni” był okazją do robienia sobie żartów i poluzowania codziennej dyscypliny. Podczas takich żartów udało się chociażby w tajemnicy wciągnąć na hol jedno z seminaryjnych aut, które rozbawieni klerycy mogli oglądać, idąc na śniadanie do refektarza.
Seminarium, jak mają w zwyczaju powtarzać przełożeni, jest domem. To nie tylko miejsce, gdzie zdobywa się wiedzę. To może przede wszystkim miejsce, w którym młody człowiek „uczy się obcować z Tajemnicą”, jak powiedział podczas jednej z inauguracji roku akademickiego abp Henryk Hoser SAC. Ćwierć wieku seminarium to może niedużo w perspektywie historii Kościoła, ale na pewno dużo dla wspólnoty diecezji warszawsko-praskiej. W tym Kościele lokalnym co roku przybywa księży, dla których Tarchomin jest „miejscem, gdzie wszystko się zaczęło”. Główne uroczystości jubileuszowe odbędą się 7 i 8 grudnia. Będzie można dziękować Bogu za ten rozdział istnienia Kościoła na prawym brzegu Wisły.
Część informacji historycznych zaczerpnąłem ze szkicu ks. dr. Łukasza Żaka „Zarys historii Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej”.



Co? Gdzie? Kiedy?



