Największą wartością tego czasu pozostaje nadzieja: że Kościół, mimo swoich słabości, chce być miejscem otwartym, słuchającym i miłosiernym. - mówi bp. Krzysztof Nykel, regens Penitencjarii Apostolskiej w Watykanie, w rozmowie z Ireną Świerdzewską

Czy Kościół dobrze wykorzystał Rok Jubileuszowy?
Kościół przede wszystkim starał się być blisko człowieka, i to zrobił dobrze. Teologicznie to bardzo istotne, bo Kościół nie istnieje dla samego siebie, lecz jako sakrament spotkania Boga z człowiekiem. Jubileusz przypomniał tę prawdę wyraźnie: nie chodziło jedynie o wydarzenia, programy czy liczby, ale o relacje, słuchanie i towarzyszenie w drodze do Jezusa Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka.
Oczywiście zawsze można zrobić więcej i lepiej. Kościół jest wspólnotą ludzi, a więc nie jest pozbawiony ograniczeń i błędów. Jednak to, co było szczególnie widoczne, to gotowość do wsłuchiwania się w pytania, lęki i nadzieje współczesnego człowieka. W wielu inicjatywach pojawił się styl bliskości, cierpliwości i dialogu, który odzwierciedla ewangeliczny sposób działania Chrystusa: najpierw spotkać, zrozumieć, a dopiero potem prowadzić.
Największą wartością tego czasu pozostaje więc nadzieja: że Kościół, mimo swoich słabości, chce być miejscem otwartym, słuchającym i miłosiernym. Jeśli owo doświadczenie bliskości i wspólnego kroczenia będzie kontynuowane, Rok Jubileuszowy okaże się nie tylko dobrze wykorzystany, ale także trwale owocny w życiu wspólnot i pojedynczych osób.
Ilu pielgrzymów przybyło do Rzymu, jakie środowiska były najliczniej reprezentowane?
Dane statystyczne Watykanu podały tuż przed Bożym Narodzeniem liczbę przekraczającą 32 mln pielgrzymów. Rzym w Roku Świętym stał się sercem bijącym rytmem całego świata, miejscem, w którym można było dotknąć powszechności Kościoła. Posługujemy się danymi organizacyjnymi i statystykami, ale ważniejsze od liczb było doświadczenie wspólnoty, które wykraczało daleko poza to, co da się zmierzyć. Do Wiecznego Miasta przybywali pielgrzymi ze wszystkich kontynentów: z Europy i obu Ameryk, z Afryki, Azji i Oceanii, zarówno z krajów o wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej, jak i z tych, gdzie Kościół jest niewielką, często doświadczoną szykanami wspólnotą.
Ten obraz Kościoła różnorodnego, wielogłosowego, a jednocześnie zjednoczonego wokół Chrystusa Pana był jednym z najpiękniejszych doświadczeń Roku Świętego. Przypominał, że Ewangelia naprawdę przekracza wszelkie granice: kulturowe, językowe, społeczne i polityczne. I że mimo wszystkich ran i napięć naszych czasów Kościół pozostaje miejscem nadziei, wspólnotą, w której różnice nie dzielą, lecz ubogacają, a Duch Święty nie przestaje tkać jedności z ludzkiej kruchości.
Jak pielgrzymi przeżywali czas jubileuszowy?
Programy pielgrzymek były bogate i intensywne: katechezy, spotkania tematyczne, celebracje liturgiczne, czuwania, procesje. Jednak sercem wszystkiego pozostawała modlitwa, często prosta, cicha, pozbawiona wielkich słów, oraz spotkanie z Bogiem w sakramentach.
Szczególnie mocnym i poruszającym doświadczeniem był sakrament pojednania. W czterech rzymskich bazylikach liczba spowiadających kapłanów z 58 została zwiększona do 150. W konfesjonałach rozgrywały się historie, których nie da się opisać statystykami: powroty po wielu latach, niekiedy po dziesięcioleciach, pełne niepewności. Wielu ludzi odkrywało na nowo prawdę, która teologicznie jest sercem Ewangelii, a egzystencjalnie bywa tak trudna do przyjęcia, że Bóg nie jest surowym sędzią czekającym na każde potknięcie człowieka, lecz Ojcem, który nie przestaje wyglądać swojego powracającego dziecka, który nie przestaje nas kochać.
Wielu pielgrzymów podkreślało również, że Jubileusz pomógł im na nowo odkryć sens modlitwy i ciszy. Dla niektórych był momentem domknięcia pewnego etapu, dla innych początkiem zupełnie nowej drogi duchowej. W każdym jednak przypadku można było dostrzec jedno wspólne pragnienie: aby nie wrócić do domu niezmienionym. I to jest, być może, najgłębszy znak troski Boga o człowieka: że daje mu czas łaski nie po to, by go osądzić, lecz by podnieść, umocnić i posłać dalej z nadzieją, która nie zawodzi.
Jakie owoce przyniosły spotkania środowisk zawodowych z Leonem XIV?
Spotkania te miały wyjątkowy charakter, ponieważ dotykały nie abstrakcyjnych idei, lecz życia codziennego ludzi, ich pracy, nauki, działalności artystycznej i kultury. Ojciec Święty przypominał, że wiara nie jest czymś oderwanym od codziennych obowiązków, lecz przenika każdy aspekt naszego życia zawodowego i społecznego. Wielu uczestników podkreślało, że po raz pierwszy tak wyraźnie usłyszeli, iż ich zawód może stać się miejscem świadectwa Ewangelii – przestrzenią, w której wartości chrześcijańskie mogą owocować w relacjach z innymi, w etycznym postępowaniu i w trosce o wspólne dobro.
Czy Rok Święty miał wpływ na życie społeczne?
Nie tylko Rok Święty, ale i głoszona przez ten rok nadzieja miały realny wpływ na życie społeczne. Z całą mocą przypomniały bowiem o społecznym wymiarze Ewangelii, który jest nierozerwalnie związany z wiarą.
Oczywiście Jubileusz nie był obietnicą natychmiastowych rozwiązań wszystkich problemów świata. Kościół ma świadomość złożoności konfliktów, niesprawiedliwości i podziałów. Jednak ten czas stał się ważnym momentem uwrażliwienia sumień, impulsem, który pomógł wielu środowiskom dostrzec, że obojętność nie jest neutralna, a troska o najsłabszych jest istotnym kryterium wiarygodności chrześcijaństwa.
W tym sensie wpływ Roku Świętego na życie społeczne ma charakter długofalowy, a jego owoce będą się ukazywały krok po kroku we wszystkich społeczeństwach świata. Zasiane zostały ziarna odpowiedzialności, dialogu i solidarności, które mogą dojrzewać stopniowo, często w ciszy codziennych decyzji. To bardzo ważny krok: przypomnienie, że Ewangelia żyje wtedy, gdy staje się miłosierdziem wcielonym w historię i źródłem nadziei dla świata.
Jakich owoców Jubileuszu spodziewa się Ksiądz Biskup w przyszłości?
Najbardziej takich, które nie zawsze od razu są spektakularnie widoczne, ale z czasem tworzą mocny performans dotykający całej rzeczywistości człowieka i świata. W perspektywie teologicznej to właśnie takie owoce są najtrwalsze: nawrócenie serca, odnowienie relacji z Bogiem, większa wrażliwość na drugiego człowieka i jego godność. Jubileusz przypomniał, że łaska działa często w ciszy, w codziennych wyborach, w decyzjach podejmowanych we własnym, ożywionym sumieniu. Ważnym znakiem nadziei byłoby również pogłębienie poczucia odpowiedzialności za Kościół jako wspólnotę. Jubileusz z mocą pokazał, że wiara nie jest sprawą prywatną, lecz drogą przeżywaną razem, we wzajemnym wsparciu i trosce o najsłabszych.
Wreszcie liczę na to, że świadomość, iż Jubileusz nie kończy się wraz z zamknięciem Drzwi Świętych, pozostanie żywa. Ten czas ma trwać w codzienności wierzących jako postawa serca: wdzięczność za otrzymaną łaskę i gotowość do ciągłego nawracania się. Jeśli tak się stanie, owoce Jubileuszu będą dojrzewać przez lata, niosąc Kościołowi i światu cichą, ale realną nadzieję.
Jak Jubileusz wpłynął na pracę Penitencjarii Apostolskiej?
Wpływ na naszą pracę miało duże zainteresowanie samym sakramentem pojednania i odpustami, ukazujące, jak bardzo ludzie pragną doświadczać Bożego miłosierdzia. W teologicznym wymiarze odpust nie jest jedynie formalnym aktem, lecz darem łaski, który pozwala wiernym głębiej wejść w tajemnicę Bożego miłosierdzia i odnowić więź z Bogiem oraz wspólnotą Kościoła.
W tym kontekście Jubileusz pokazał, że Penitencjaria Apostolska nie pełni jedynie funkcji administracyjnej, lecz duchową misję wsparcia człowieka w spotkaniu z łaską, w kierowaniu serca ku nawróceniu i odnowieniu życia. Dzięki temu doświadczeniu można powiedzieć, że praca urzędu stała się widocznym znakiem Kościoła, który prowadzi ku miłosierdziu i nadziei, czyniąc z sakramentów, zwłaszcza z sakramentu pojednania, prawdziwe źródła duchowej odnowy.
Czym na co dzień zajmuje się Penitencjaria Apostolska i jak łączy się to z misją misjonarzy miłosierdzia?
Penitencjaria Apostolska troszczy się o sprawy sumienia, często bardzo delikatne i trudne. Trybunał ten przypomina, że nie ma takiej sytuacji, w której człowiek byłby poza zasięgiem Bożej miłości. Jubileusz jeszcze mocniej uwydatnił tę prawdę: Bóg nigdy nie przestaje czekać na człowieka, nigdy nie męczy się naszymi słabościami i grzechami, zawsze jest gotowy okazać nam swoje miłosierdzie, bo Jego imię to Miłosierdzie. Tę prawdę jakże często przypominał nam papież Franciszek.
Dlatego wolę używać nazwy „trybunał miłosierdzia”, który jest urzędem Ojca Świętego dla obiektywnego sprawowania Bożego miłosierdzia. Poprzez posługę tego trybunału niejako jesteśmy włączeni w misterium samego Boga, który przez naszą posługę udziela swojego miłosierdzia w Imię Jezusa Chrystusa. Jest to ogromny depozyt wiary, który zostaje przekazany nie tylko do zachowania, ale nade wszystko do udzielania, zgodnie z przykazaniem naszego Pana: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,23). Już samo zwrócenie się do Ojca Świętego poprzez spowiednika o akt łaski zakłada nawrócenie proszącego. A Bóg nie odmawia swojej łaski, lecz miłuje grzesznika, który się nawraca i szczerze żałuje. Potrzeba nam tylko uświadomienia sobie tego daru, żalu za grzechy i przyjęcia łaski pojednania.




Co? Gdzie? Kiedy?
