Do końca Roku Jubileuszowego zostały nam już tylko trzy tygodnie. Począwszy od Bożego Narodzenia, a skończywszy na Objawieniu Pańskim, papież będzie kolejno zamykał Drzwi Święte rzymskich bazylik większych. Co do zasady są to drzwi boczne. Ich zamknięcie oznacza symboliczny kres ułatwionego korzystania ze specjalnych łask w Kościele. Następna taka okazja będzie – jeśli doczekamy – w roku 2033.
Praktyka specjalnych odpustów w związku z przekroczeniem Drzwi Świętych jest starsza niż kościelne obchody Roku Świętego. Zaczęło się we włoskiej L’Aquili, leżącej ok. 130 km na wschód od Rzymu. Tam znani z ubóstwa i surowej ascezy mnisi z zakonu celestynów w reakcji na wizję swojego przeora Piotra z Morrone wybudowali bazylikę Wniebowzięcia NMP (Santa Maria di Collemaggio). Kiedy wspomniany przeor w 1294 r. został wybrany papieżem, przyjął imię Celestyn V. Zanim po kilku miesiącach abdykował, zdążył udzielić specjalnego odpustu wszystkim, którzy od pierwszych do drugich nieszporów uroczystości Męczeństwa św. Jana Chrzciciela (doba 28/29 sierpnia) przejdą przez specjalnie otwierane na tę okazję drzwi boczne, nazwane Drzwiami Świętymi, i przystąpią do spowiedzi i Komunii Świętej. Ten papieski akt łaski był czymś wyjątkowym, ponieważ odpust zupełny mógł uzyskać każdy bez względu na status społeczny i materialny oraz na skalę ciążących na nim win. Odpust ten, znany jako Predonaza Celestiniana, jest praktykowany do dziś.
Praktyka wybijania dodatkowego otworu w bocznej ścianie świątyni bywała najprawdopodobniej stosowana wcześniej, aby np. wprowadzić do świątyni po śmierci kogoś, kto ze względu na ciążące na nim winy nie powinien być wnoszony głównym wejściem (Chrystus jest bramą). Bo jak odmówić wprowadzenia do kościoła trumny z ciałem fundatora klasztoru, który po latach kończył życie jako publiczny grzesznik? Był zatem pełen dramaturgii gest wybijania otworu w ścianie dla podkreślenia szczególnych okoliczności. Takie wyjaśnienie usłyszałem od jednego z moich profesorów liturgiki. Swoistym potwierdzeniem tego może być historia Mikołaja Sapiehy, który po kradzieży z prywatnej kaplicy papieża obrazu Matki Bożej i umieszczeniu go w Kodniu został ekskomunikowany. Z tego powodu nie mógł przekroczyć progu świątyni. Wówczas kazał wybudować sobie balkonik, na który wchodził bocznym wejściem z zewnątrz, żeby stamtąd widzieć ołtarz z cudownym obrazem i „słuchać Mszy”.
Pierwsze obchody Roku Świętego zostały niejako wymuszone na papieżu Bonifacym VIII przez pielgrzymów przybyłych do Rzymu. Bonifacy, który nie słynął z miłosierdzia i przyczynił się do abdykacji swojego poprzednika Celestyna V, zdecydował jego i wszystkich poprzedników w łaskawości prześcignąć. Ogłaszając 17 stycznia 1300 r. specjalny odpust, rozciągnął czas łaski na cały rok. Jako warunek stawiał nawiedzenie Rzymu. Postanowił także, że kolejne jubileusze będą obchodzone co sto lat. O otwieraniu Drzwi Świętych nie było mowy. Pierwszym, który powiązał symbolikę otwierania Drzwi Świętych z Rokiem Jubileuszowym był papież Marcin V. W 1423 r. otworzył Drzwi Święte w Bazylice św. Jana na Lateranie, która jest katedrą biskupa Rzymu. Z czasem rozciągnięto to również na inne rzymskie bazyliki, a nawet kościoły jubileuszowe poza Rzymem. Tak było jeszcze w 2016 r. W owym roku papież Franciszek ograniczył tę symbolikę znowu do czterech rzymskich bazylik, choć jubileuszowy odpust można uzyskać w wyznaczonych świątyniach w każdej diecezji.
Symbolika bocznych drzwi, które jeszcze przez krótki czas będą otwarte, niech nas przynagla, aby z jubileuszowego aktu miłosierdzia korzystać, zanim zostaną one zamknięte. Bo jak mówił bp Krzysztof Nykiel, regens z Penitencjarii Apostolskiej: „Odpust, który w Roku Jubileuszowym możemy uzyskać, jest szansą powrotu do takiego stanu duszy, jaki mieliśmy w czasie naszego chrztu!”. Jest o co się starać.




Co? Gdzie? Kiedy?
