Trudno nie popaść w melancholię w miesiącu, który rozpoczyna się od wspomnienia tych, których już z nami nie ma. Nie pomaga to, że przez najbliższe tygodnie nie zobaczymy bezchmurnego nieba, kolorowych kwiatów i nie usłyszymy ptasich trelów. Czy tak może wyglądać czyściec? Świat pozbawiony światła i kolorów, a przepełniony oczekiwaniem i nadzieją, że wkrótce się to odmieni. „Jeszcze będzie przepięknie. Jeszcze będzie normalnie” – napisał kiedyś Tomasz Lipiński. Słowa, które towarzyszyły nam potem w pandemii, a nawet były wykorzystywane w kampanii wyborczej, można też odnieść do tej smutniejszej i mniej kolorowej wersji jesieni.
Bo wszystko jest po coś. Czy potrafilibyśmy docenić ciepłe promienie słońca, śpiew ptaków i ukwiecone łąki, gdyby były z nami na co dzień? Niestety, człowiek dość szybko nudzi się nawet pięknymi rzeczami, które go otaczają. Przyzwyczaja się do ciepłych poranków, wygodnego łóżka, chrupiących bułeczek i wczasów nad morzem. Czy trzeba mu to zabrać, żeby dopiero docenił to, co miał? Mamy w sobie jakąś awersję do straty. Zbadano, że smutek, wzburzenie, frustracja związane z utratą czegoś są dwukrotnie silniejsze niż radość wynikająca z zysku. I sprawdza się to niemal zawsze. Zgubione pieniądze będą nas prześladować znacznie dłużej, niż cieszyć będzie premia, a utrata zdrowia – martwić bardziej, niż będą cieszyć pozytywne wyniki badań. Przyjście na świat nowego członka rodziny postrzegamy jako naturalną kolej rzeczy, a żal po odejściu kogoś bliskiego nosimy w sobie czasem do końca życia.
Ale może nie ma w tym nic złego? Julian Tuwim pisał, że „człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim”. „Tak długo”, czyli ile? Biorąc pod uwagę tych, którzy zrobili coś istotnego w dziedzinie nauki, polityki czy sztuki – nawet tysiące lat. Patrząc na cmentarze – może kilkaset lat. Ale już wypominki i Msze za zmarłych uświadamiają nam, że raczej krócej. Jak często słyszymy w kościele: „módlmy się za śp. Jana w 70. rocznicę śmierci”? Pamiętamy najczęściej tych zmarłych, których zdążyliśmy poznać przynajmniej w dzieciństwie. Tych, z którymi mamy jakieś wspomnienia, którzy pozostawili po sobie coś ważnego.
A zatem „tak długo”, czyli ile? Sto lat? Wystarczy zdać sobie sprawę, ilu naszych przodków mamy jeszcze w pamięci. A potem pomyśleć: jacy byli, czym się wyróżniali, dlaczego o nich pamiętamy i czy kolejne pokolenia też o nich nie zapomną. Czy będą pamiętać, gdzie są ich groby, czy będą o nie dbać i czy choć raz na jakiś czas westchną w ich intencji?
Nieuchronnie zaprowadzą nas te myśli także i na nasz temat. Czy i jak długo nasi bliscy będą pamiętać o nas – bo czy jesteśmy młodzi, czy starzy, możemy nie doczekać najbliższej wiosny. Panta rhei – wszystko płynie, jest nietrwałe i nieustannie zmienne, a jedyną stałą jest zmiana i ruch. Nie warto przywiązywać się do rzeczy, pieniędzy, nawet pór roku. To, co mamy, możemy szybko stracić. Może więc lepiej postawić na człowieka, który choć kruchy, jest naszym najbardziej stabilnym podparciem i gwarancją pamięci? A najlepiej na Boga.



Co? Gdzie? Kiedy?



