Jedna jaskółka wiosny nie czyni. A kilka jaskółek? Coraz częściej z zachodniej części Europy – Francji, Anglii, Irlandii, Skandynawii – docierają do nas informacje o wzroście praktyk religijnych i zainteresowania katolicyzmem po latach posuchy religijnej. Zauważają to bohaterowie artykułu Barbary Stefańskiej „Francuskie przebudzenie” (s. 12), którzy zgodnie podkreślają, że „najstarsza córa Kościoła” staje przed zadaniem wprowadzenia w wiarę lawinowo wzrastającej liczby młodych ludzi. Wzrost katechumenów o kilkadziesiąt procent rok do roku wiąże się z koniecznością wypracowania metody, jak ich zaprosić do wspólnego życia w Kościele.
Otwarte pozostaje pytanie, czy jest to trwała zmiana, czy mamy do czynienia tylko z chwilowym przyhamowaniem walca sekularyzacji, który jest odmianą – nieuchronnego według wielu – walca postępu, mającego dopasować społeczeństwa do pewnego wzorca ideologicznego, który propagandowo nazywa się nowoczesnością. Szczególnie dotyczy to społeczeństw naszej części kontynentu, które w ostatnich dziesięcioleciach dzięki przemianom politycznym próbują dobić do peletonu społeczeństw tzw. starej Europy.
Gołym okiem widać, że na owym obrazie nowoczesności pojawiają się rysy: kryzys tożsamości i sensu, problemy z demografią, niezdolność do asymilacji coraz większych grup migrantów. Wyciągnięte z tego wnioski mogą być ponure, ale też dawać impuls do zmiany. Człowiek nie jest wytworem projektu, jak starali się to przedstawiać ideolodzy nowoczesności. Nie da się go ułożyć „pod linijkę” kultu rozumu, postępu bez Boga czy różnorodności wykluczającej jasną tożsamość. Człowiek taki budzi się wreszcie w świecie, w którym działa siła, ale nie ma już bezpiecznego portu ucieczki i oparcia na drodze. Bardzo mocno podkreślał to Benedykt XVI, mówiąc o „zimnym świecie”.
Receptą na bolączki nowoczesności jest wiara, która ze swej natury nie ma nic wspólnego z projektem ideologicznym. Chodzi o wiarę prowadzącą do spotkania – najpierw z miłującym Bogiem. W Deus Caritas est Benedykt XVI pisze: „«Uwierzyliśmy miłości Boga» – tak chrześcijanin może wyrazić podstawową opcję swego życia. U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie”.
Owo spotkanie, które wynika z wiary, ma moc zmienić ludzkie życie. Daje siłę, by obronić się przed złem, także subtelnym ideologicznym uwiedzeniem. Wielu ludzi doświadczyło już skutków tego uwiedzenia. Chcą wrócić do korzeni, czerpiąc siłę z życiodajnego źródła Bożej mocy i mądrości.
Kościół ma się w tym kontekście odnaleźć. Człowiek nowoczesności, z właściwym sobie umiłowaniem indywidualizmu, chęcią do próbowania, podejrzliwością wobec autorytetów i z gruntu niestały, jest wyzwaniem. Jak prowadzić go do wiary, gdy coś trzeba czasem nakazać; jak budować cnoty, które wymagają posłuszeństwa; jak przekazać doświadczenie obecności Boga, tak nieoczywiste i niemierzalne? Ale nowoczesny świat nie poradzi sobie jednak bez wiary. Choć może jeszcze o tym nie wiedzieć.
W ostatnim numerze starego roku z tygodnikiem „Idziemy” pożegnał się ks. Henryk Zieliński – jego twórca i wieloletni redaktor naczelny. Przez ostatnie miesiące przygotowywał piszącego te słowa do przejęcia funkcji prowadzącego tygodnik. Z wdzięcznością dla Księdza Henryka Zielińskiego i Zespołu „Idziemy” za życzliwe wprowadzenie w arkana wydawniczo-redaktorskie oraz dla Księdza Biskupa Romualda Kamińskiego, który nominację potwierdził swoim dekretem, polecam się życzliwości i modlitwie Czytelników, Księży Proboszczów biorących na siebie trud kolportażu czasopisma i Sympatyków naszego pisma. Chciałbym, by było ono pomocą w podtrzymywaniu i rozwijaniu wiary w nowoczesnym świecie.




Co? Gdzie? Kiedy?
