Jeszcze w uszach słyszymy salwy armatnie na placu Piłsudskiego w Warszawie, a gdy zamykamy oczy, jeszcze widzimy morze biało-czerwonych flag. Święto Niepodległości za nami, ale warto zapytać, co mówią o nas tegoroczne obchody. Uczestniczyło w nich, jak zawsze, wielu dziennikarzy. Największa część z nas była tego dnia zwyczajnie w pracy, bo takiego dnia zapotrzebowanie na zdjęcia, teksty, filmiki, rolki i clipy jest spore, więc każda para rąk się przyda. Ale medialne relacje z Marszu Niepodległości po raz kolejny pokazują, czym się różnimy. W tzw. mediach prawicowych można było zobaczyć przede wszystkim flagi narodowe i mnóstwo radosnych osób w różnym wieku z chorągiewkami, kokardami, kwiatami, czapkami i szalikami w biało-czerwonych barwach. Media mainstreamowe do znudzenia mówiły o rzekomo zagrożonym bezpieczeństwie uczestników i zakazie nie tylko używania, ale także noszenia przy sobie „wyrobów pirotechnicznych”, czyli rac świetlnych, znaku rozpoznawczego tego marszu.
To taki polski pluralizm medialny w praktyce. Na Onecie dzień po 11 listopada można było przeczytać głównie to, że policjanci zatrzymali 41 osób, w tym 26 za posiadanie narkotyków, a trzy za udział w bójce. No, naprawdę, wielkie osiągnięcie na blisko 300 tys. uczestników, chciałoby się dodać. „Gazeta Wyborcza” zajmowała się głównie banerem Młodzieży Wszechpolskiej, który kpił z posiadania „psiecka” i „kotka zamiast dziecka”. TVP Info w likwidacji już 12 listopada chyba nie zajmowała się tematem marszu wcale, trudno było znaleźć na stronie cokolwiek na ten temat, bo ciekawsze były zapowiedzi filmu „Toy Story 5” i informacje o starciach na granicy Kambodży i Tajlandii. W efekcie takiego dziennikarstwa 11 listopada TV Republika była najchętniej oglądaną stacją telewizyjną w Polsce i osiągnęła najwyższy udział w rynku (7,56 proc.) nie tylko wśród stacji informacyjnych, ale także ogólnodostępnych, czyli TVP w likwidacji, TVN i Polsat. Gratulacje należą się także telewizji wPolsce24, która wśród stacji informacyjnych była tego dnia numerem trzy (po TV Republika i TVN24), wyprzedziła nawet TVP Info w likwidacji.
Co z tego, że ta niby publiczna telewizja ma 16 ośrodków regionalnych, w których pracuje każdego dnia kilka ekip reporterskich; co z tego że w siedzibie na placu Powstańców Warszawy pracuje kilkadziesiąt kamer i ekip montażowych, jest do dyspozycji kilka wozów transmisyjnych i mnóstwo mediaworkerów; co z tego, że podatnik zasysa ich setkami milionów złotych dotacji z budżetu państwa (w 2024 r. było to – uwaga! – aż 1,68 mld zł, w tym roku zaś, do sierpnia, 800 mln zł)? Mają jeszcze reklamy, ale co z tego, skoro nie są w stanie nawiązać rywalizacji z tymi, którzy mają nieporównywalnie mniejsze możliwości techniczne i finansowe? Za rządów Zjednoczonej Prawicy TVP wykorzystała przyznawane jej przez sejm pieniądze na hitowe produkcje, filmy fabularne, dokumenty, premiery teatralne i topowe transmisje sportowe oraz programy rozrywkowe, nowość goniła nowość, a co ci w likwidacji robią z pieniędzmi? Gdzie to wszystko im się rozchodzi?



Co? Gdzie? Kiedy?



