Nie włączyłem w tym roku ani na moment Konkursu Chopinowskiego i prawdę mówiąc, nie pamiętam nazwiska pianisty, który wygrał. Wynika to jedynie z ukierunkowania moich muzycznych upodobań. Od blisko 30 lat słucham i gromadzę płytotekę przede wszystkim muzyki dawnej, do której romantyzm się nie zalicza. Muzyka dawna (ancient music, musique ancienne) to umownie muzyka od średniowiecza poprzez renesans i barok do wczesnego klasycyzmu. Za datę graniczną – znów umownie – przyjmuje się często rok śmierci Jana Sebastiana Bacha (1750), choć wielu wybitnych kompozytorów baroku żyło dłużej. Choćby znajomy Bacha, dyrektor muzyki w Hamburgu, Georg Philipp Telemann (zmarł w 1767 r.) czy Johann Adolf Hasse (zmarł w 1783 r.).
Kiedy co pięć lat odbywa się w Polsce Konkurs Chopinowski, regularnie pojawia się również stary rysunkowy dowcip, pokazujący emocjonalne zaangażowanie ludzi w to wydarzenie. Na obrazku widać blok mieszkalny, a w dymkach pojawiają się kwestie, wypowiadane przez jego lokatorów: „Jak grasz to scherzo, ch…u? ”, „Dawaj teraz forte, k…! ”, „Ale nap…a na tych klawiszach, je…y! ”. I tak dalej. Może i wulgarnie, ale idę o zakład, że tak to naprawdę wygląda w wielu polskich domach. Tego zaangażowania dowodzi reakcja na werdykt. Sam nie jestem w stanie się do niego odnieść, bo, jako się rzekło, nie słuchałem, a muzyka Chopina pozostaje poza moim zakresem wrażliwości. Odnotowałem jednak, że poruszenie – i sprzeciw – były ogromne.
To prowadzi mnie do wniosku może mało oryginalnego, ale chyba w tym kontekście ciekawego: nihil novi sub sole. Czy znają Państwo historię radykalnie ostrego sporu pomiędzy stylem francuskim (le goût français) a stylem włoskim (le goût italien)? Była to jedna z debat najbardziej angażujących elity francuskie i włoskie w końcu XVII i XVIII w.!
Styl włoski reprezentowali tacy giganci zza Alp, jak Antonio Vivaldi czy Arcangelo Corelli. Styl francuski to choćby Marin Marais czy przede wszystkim pracujący na dworze Ludwika XIV Jean-Baptiste Lully – żeby było zabawniej, urodzony we Florencji imigrant z Włoch, którego oryginalne nazwisko brzmiało Giovanni Battista Lulli. Poza pięknymi kompozycjami Lully znany jest też z tego, że zginął poniekąd na posterunku. Dyrygując w 1687 r. orkiestrą, grającą Te Deum z okazji dojścia króla do siebie po zabiegu fistulotomii (historia sama w sobie arcyciekawa), kompozytor uderzył się w stopę batutą. A trzeba wiedzieć, że w tamtej epoce batuta miała postać długiej, ciężkiej laski, którą dyrygent poruszał w górę i w dół. W stopę wdała się gangrena, która w krótkim czasie zabiła mistrza.
Oba style miały swoich zaciekłych zwolenników i przeciwników, którzy zapełniali płomiennymi argumentami i połajankami setki stron. Dla zwolenników styl francuski był szlachetnie przejrzysty, klarowny i naturalny. Dla przeciwników – nudny, nadmiernie uproszczony i mało inspirujący. Z kolei zwolennicy opisywali styl włoski jako śmiały, odważny harmonicznie, bazujący na ciekawych kontrapunktach. Przeciwnicy gromili go jako przekomplikowany, nienaturalny, wydumany.
Już po śmierci Ludwika XIV (1715) inny gigant epoki, François Couperin, opublikował w 1724 r. dziesięć koncertów zatytułowanych Les goûts-réünis, czyli „Style połączone”. Chciał w ten sposób zakończyć wojnę upodobań, łącząc w swoich kompozycjach smaki francuski i włoski. Jednak z mniejszym lub większym momentami ferworem trwała ona niemal do końca XVIII w.
Można by powiedzieć, że spory o to, czyj styl muzyczny jest lepszy albo kto lepiej zagrał Chopinowskie scherzo czy mazurka, to jakieś elitarne pięknoduchostwo. Wolę jednak takie awantury niż szarpaniny o to, kto jest „ruską onucą” albo kto kogo bardziej podsłuchiwał. Może i szkoda, że Konkurs Chopinowski jest tylko dwa razy na dekadę.



Co? Gdzie? Kiedy?



