Od czego zaczyna się możliwość przemiany życia? Twórcy programu Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików twierdzą, że od znalezienia się na dnie. I od uznania tego faktu. A ponieważ każdy może mieć swoje własne dno, Dwanaście Kroków na przestrzeni ostatnich 90 lat, od kiedy sformułowali je Bill W. i dr Bob, okazało się programem nie tylko skutecznym, który pomógł milionom alkoholików wydobyć się z nałogu, ale także – uniwersalnym. Przyjęły go inne wspólnoty i w ten sposób praktykowanie Dwunastu Kroków pomaga ludziom uzależnionym od hazardu, papierosów, jedzenia, seksu, chorych związków, zakupów, internetu; pomaga narkomanom, bulimikom, anorektykom, depresantom… Co więcej, pomaga także osobom, które nie są uzależnione, ale mają poczucie, że w jakiś sposób w swoim życiu ugrzęzły. Powstały wersje programu również dla chrześcijan, a w ich opracowanie byli zaangażowani także duchowni. Należy dodać, że Dwanaście Kroków to program duchowy: aby wejść na drogę zdrowienia, trzeba uznać, że istnieje Siła Wyższa, która jest w stanie nam pomóc, i powierzyć swoją wolę i życie opiece Boga.
Cała ta dynamika pierwszych Trzech Kroków (uznanie swojej bezsilności – wiara w pomoc Siły Wyższej – decyzja, by powierzyć się Bogu) przywodzi mi na myśl Adwent. Oto „ci, którzy w mroku i cieniu śmierci mieszkają”, stają się gotowi, „aby skierować ich kroki na drogę pokoju” – jak czytamy w kantyku Zachariasza (por. Łk 1,79) – i zwracają się ku Temu, który jest w stanie odmienić ich życie. „Naród kroczący w ciemnościach” zna swoją bezsilność i beznadziejność sytuacji, w jakiej się znajduje. I dlatego, właśnie dzięki mrokowi, jaki panuje wokół, może „ujrzeć światłość wielką” (por. Iz 9,1a). Światłości nie dostrzeże ten, kto uważa, że jest mu wystarczająco jasno. Jeszcze jest przecież w stanie samodzielnie zapalać sobie jakieś świeczki, lampy czy jupitery. Uważa więc, że ma kontrolę nad oświetleniem. Jeszcze wiedza, pieniądze, władza, układy, ludzkie relacje czy nawet schematy myślenia i postępowania dają mu poczucie wpływu na swoje życie. A może nawet na życie innych. Dopóki tak jest, nie zapragnie „z wysoka wschodzącego Słońca” (por. Łk 1,78), bo i po co.
Program Dwunastu Kroków zachęca do zmiany myślenia i działania w inny sposób (czy nie to nazywa się w chrześcijaństwie metanoia, nawrócenie?). Jest też programem radykalnym; jak mówią Anonimowi Alkoholicy: „Stosowanie półśrodków nic nam nie dało”. Podobnie trudno mówić o półśrodkach w przyjmowaniu nauki Jezusa Chrystusa. Od czego więc, opierając się na mądrości Dwunastu Kroków, mogłaby się zacząć adwentowa przemiana życia? Chyba od uznania, że jestem bezsilny i że potrzebuję pomocy. I to jest, wbrew logice, dobra nowina. Bo dopóki radzę sobie sam, w jakiejkolwiek dziedzinie swojego życia, dopóty nie potrzebuję żadnego Mesjasza. Jeśli zaś jestem w stanie przyznać: „Tak, Panie Jezu, potrzebuję Cię. Przyjdź…” – zaczyna się prawdziwe oczekiwanie. I można zacząć prostować swoje ścieżki, już nie samemu.




Co? Gdzie? Kiedy?
