Pierwszy raz o wypaleniu zawodowym usłyszałam kilkanaście lat temu w Niemczech, kiedy pracownicy katolickiej instytucji – tak świeccy, jak i duchowni – rotacyjnie udawali się na trzymiesięczne zwolnienie lekarskie, by podreperować swój stan fizyczny i emocjonalny. Dziwiło mnie to, gdyż w Polsce jeszcze się na temat burnout tak wiele nie mówiło, a poza tym nie przypuszczałam, że osoby wierzące i praktykujące też mogą się borykać z tym problemem. Okazuje się, że nie tylko mogą, ale bardzo często je ten problem dotyka z uwagi na złe rozłożenie akcentów w pracy czy w posłudze.
Coraz częściej mówi się o wypaleniu zawodowym osób duchownych, chociaż termin ten pochodzi stricte ze środowiska osób świeckich. Bo przecież bycie księdzem to nie zawód, tylko posługa, misja i powołanie. I to jest prawda, dlatego przez długi czas nie można było nawet pomyśleć, że osoba duchowna może odczuwać wypalenie z powodu swojego posłannictwa. Tymczasem problem ten dotyka wielu wyświęconych księży. Mówią o tym zarówno ci duchowni, których to dotknęło, jak i ci, którzy tę chorobę – tak, bo to jest choroba – obejmują opieką na gruncie medycyny i psychologii.
Pośród najczęściej wymienianych źródeł wypalenia znajduje się przewlekłe przeciążenie obowiązkami. Bardzo często księża pełnią wiele funkcji jednocześnie, a jeśli dobrze sobie ze wszystkim radzą, to następne funkcje są im dodawane. Jeśli do tego dojdzie brak wsparcia ze strony innych kapłanów, członków wspólnoty, przełożonych czy zaprzyjaźnionych wiernych – to już tylko jeden krok do kryzysu, który może skończyć się wręcz kryzysem powołania. A ponieważ księży jest mniej niż kiedyś, to i obowiązków w parafii przybywa. Jeśli w 20-tysięcznej parafii posługuje dwóch wikariuszy, oczywiście nie licząc rezydentów, którzy jednak nie mają tych samych obowiązków, to można sobie wyobrazić liczbę zadań, które na nich spoczywają.
Niedawno jeden ksiądz pracujący w kurii opowiadał, że teraz na spotkania formacyjne dla księży z diecezji zaprasza się psychologów i lekarzy, którzy pomagają w ustawieniu obowiązków tak, by mieć również czas na życie duchowe, odpoczynek i regenerację sił. Dotyczy to zwłaszcza księży starszego pokolenia, którzy całkowicie oddani są swojej posłudze, rezygnując z czasu należnego im na zadbanie o własne zdrowie fizyczne, psychiczne i siły duchowe. Pokolenie młodszych księży żyje już trochę inaczej.
Pokazują to ciekawe badania przeprowadzone przez instytut badania opinii publicznej Ifop pośród 760 francuskich księży. 80 proc. z badanych to kapłani szczęśliwi i wierni swojemu powołaniu. Jako źródła swojego spełnienia podają to, że są świadkami działania Boga w sercu człowieka, czują się potrzebni, są na swoim miejscu w Kościele, pozostają głęboko przywiązani do Chrystusa i modlitwy. 88 proc. badanych przeznacza jeden dzień w tygodniu na odpoczynek. 50 proc. regularnie uprawia sport lub angażuje się w kulturę czy aktywność intelektualną.
Czy to przeczy słowom, które papież Leon XIV wypowiedział niedawno do seminarzystów z Peru: „Nie ma kapłaństwa na pół gwizdka”? Bynajmniej. Ojciec Święty przypomniał powołanym, że „kapłaństwo nie jest karierą ani ucieczką, lecz darem z życia”. I dlatego potrzeba duchowej dyscypliny i duchowej higieny, aby właśnie z tego daru z życia, który jest realizacją powołania, nie wyszła praca na parę etatów, trzyzmianowa w systemie ciągłym.
I chociaż nie ma kapłaństwa na pół gwizdka, to musi być czas na oddech. Bo każdemu potrzebna jest regeneracja fizyczna, psychiczna i duchowa – nie tylko księżom, ale każdemu człowiekowi. A ksiądz to też człowiek, więc obowiązują go te same zasady życia w równowadze tych trzech wymiarów, po to, by owocnie i z radością służyć Bogu i ludziom.



Co? Gdzie? Kiedy?



