Ponieważ coraz częściej umierają bliscy mi ludzie, zastanawiam się, co tak naprawdę się dzieje z nimi po odejściu na tamten świat.
Zazwyczaj, kiedy mnie i męża odwiedzają goście z zagranicy, a zwłaszcza jeśli są to księża, zabieram ich do klasztoru franciszkanów w Niepokalanowie. Lubię tam jeździć. Tam dosłownie wszędzie widać, jaką ogromną miłość miał do Pana Jezusa i Jego Matki założyciel i przełożony tego miejsca – św. Maksymilian Kolbe.
Tamtego dnia, gdy byliśmy znów w Niepokalanowie, nasz gość – ksiądz z Azji – przyłączył się do anglojęzycznej grupy pielgrzymów. Mogłam więc pójść i pomodlić się do najstarszej, drewnianej kaplicy. Potem udałam się do muzeum, które akurat zwiedzała ta wycieczka. „Pani tu tak sama?” – zagadnął mnie brat zakonny z przymuzealnego sklepiku.
Wytłumaczyłam, że przyjechałam ze znajomym, ale widząc, że dopiero co jego grupa zaczęła oglądać ekspozycję, zapytałam franciszkanina, czy mogę zostać i dotrzymać mu towarzystwa. Nawet już nie pamiętam, jak nasza rozmowa zeszła na ten temat – to już tylko Pan Bóg wie – ale w pewnym momencie zaczęliśmy mówić o pszczołach. „Wie pani, bardzo chciałem jechać na misję do Afryki, ale przełożony mnie nie puścił”. „Dlaczego?” – zapytałam. „A bo jestem niepoważny. Jak szerszeń mnie dziabnął, to prawie im umarłem”.
Okazało się, że brat Kazimierz ma silne uczulenie na jad owadów. Gdy pewnego razu użądlił go szerszeń, to zemdlał. Jadąc w karetce do szpitala, przestał oddychać. Gdyby lekarze nie zainterweniowali elektrowstrząsami, to już na pewno bym z nim nie rozmawiała.
„Czy brat coś pamięta z tego czasu, kiedy był w stanie śmierci klinicznej?” – zapytałam. „Ależ oczywiście! Wie pani, jak pięknie jest po tamtej stronie bramy niebiesko-ziemskiej? Nigdy wcześniej nie widziałem takich kolorów i takiej jasności. Nie ma ludzkich słów, żeby to opisać! W tamtej rzeczywistości wcale nie było słońca, tylko dziesięć stopni jasności, ale ja czułem, że nie jestem godny przedostać się nawet do pierwszego stopnia tej jasności, by w niej przebywać – byłem w duszy i w sercu nieczysty przed Bogiem. Wtedy od razu zaczęły mi się wyświetlać symultanicznie dwa filmy: wszystkie uczynki, nie czyjeś, lecz moje – od samego dzieciństwa aż do tego użądlenia, 34 lata: dobre po tej stronie (wyciągnął prawą rękę), a złe po tej (po lewej)”.
Zdziwiłam się: „Przecież brat już był zakonnikiem i na pewno regularnie się spowiadał, a – jak rozumiem – grzechy wyznane są już wymazane, nie istnieją”. „Naturalnie. Ale wyspowiadane i odpokutowane! A ja, gdy byłem młodym, roztargnionym chłopakiem, nieraz zostawiałem na później odprawienie pokuty, a potem zwyczajnie zapominałem, bo nie sądziłem, że to są tak poważne sprawy. Najgorsze, że tam już za nic nie mogłem Bogu wynagrodzić – mogą się o to modlić tylko ci, którzy pozostali na ziemi, licząc na miłosierdzie. Miałem, proszę pani, ogromną łaskę, bo dano mi szansę. Wróciłem, żeby o tym mówić. Odpusty to wielki dar od Boga. Tu u nas w Niepokalanowie jest taka możliwość, trzeba korzystać póki czas!”.



Co? Gdzie? Kiedy?



