19 stycznia
poniedziałek
Henryka, Mariusza, Marty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Daremna wiara w celebrytę

Ocena: 3.48
158

Mimo że wciąż trwa przerwa świąteczna, przeniosę się na moment w szkolne mury. Sytuacja miała miejsce w jednej z warszawskich placówek. Jedenastolatka w czasie rozmowy z dziewczętami z innych klas z wyższością pytała: „Czy ty wiesz, kim jest mój tata?!”. Warto dodać, że tata był rzeczywiście postacią rozpoznawalną i część dzieci wiedziała, z czyją córką ma do czynienia. Na to prowokacyjne pytanie padła w końcu odpowiedź rezolutnej ośmiolatki: „Kim jest twój tata, nie mam pojęcia, ale moją mamę znają wszyscy, bo pracuje w naszej szkolnej świetlicy!”.

Historia jest prawdziwa, wydarzyła się kilka lat temu. Wspominam ją zawsze, gdy widzę, jak kogoś ekscytuje sława. Najbardziej jednak mrozi mnie, gdy na przyznaniu się do Jezusa przez osoby znane budujemy swoje przekonanie o prawdziwości naszej wiary. Jakbyśmy w Credo mówili: „Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego”, i dodawali w myślach: „bo tamta piosenkarka powiedziała, że ona też wierzy”. Oczywiście zdjęcia celebrytów, którzy w czasie Bożego Narodzenia pokazują, że dla nich w tym wszystkim ważny jest Jezus, są pięknym świadectwem. Tak samo, gdy dzielą się fotografiami z Orszaku Trzech Króli czy za jakiś czas napiszą: „Chrystus zmartwychwstał!”. Biorąc pod uwagę, jak liczną grupą odbiorców dysponują, docierają z Dobrą Nowiną do szerokiego grona.

Jednak nie na nich chciałam zwrócić uwagę, lecz na nasze reakcje. Każdy z nas na mocy chrztu wezwany jest do głoszenia Ewangelii, także życiem, i bycia misjonarzem w swoim środowisku. Problem zaczyna się wtedy, gdy albo tak bardzo brakuje nam argumentów, albo tak mocno jesteśmy oczarowani czyjąś sławą, że w poglądach tej osoby – które przecież mogą ulec zmianie – staramy się znaleźć potwierdzenie swojej wiary. Dotyczy to zresztą nie tylko religii, chociaż tu odczuwalne jest najmocniej. Nauczką dla wielu mediów katolickich był przypadek znanej trenerki fitness, którą niemal kanonizowano za życia, gdy w Wielki Piątek wrzuciła na swój profil zdjęcie krzyża. Skoro ona to zrobiła, to my z większą mocą mogliśmy głosić, że Jezus zmartwychwstał! Na szczęście nie zaczęto jej zapraszać do dawania świadectwa w kościołach, bo kilka miesięcy później otwarcie poparła legalizację aborcji.

Nie ma nic złego w tym, że mając na co dzień poczucie osamotnienia w naszym przywiązaniu do Boga, czujemy wsparcie, gdy ktoś publicznie mówi, że też jest wierzący. Nie umniejszam ani siły świadectwa, ani odwagi, jaką trzeba mieć, by w pewnych kręgach choćby zrobić znak krzyża przed posiłkiem. Nigdy jednak odnaleziona owca nie zastąpi pasterza. Cieszmy się z wierzących i z nawróconych, z ich świadectw, dawajmy nasze – ale potwierdzenia tego, w co i Komu wierzymy, szukajmy w relacji z Bogiem, w znajomości swojej wiary i w przeżywaniu jej we wspólnocie. Tam każdy ma tę samą niezbywalną godność dziecka Bożego. A w tym dziwnym zachłyśnięciu się czyjąś sławą i w uznawaniu za autorytety ludzi, którzy są rozpoznawalni ze względu na specyfikę swojej pracy, życzę nam prostoty i mądrości ośmiolatki z przytoczonej na początku historii.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 stycznia

Poniedziałek, wspomnienie św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa
II Tydzień zwykły
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ewangelia: Mk 2, 18-22
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Nowenna do św. Agnieszki 12-20 I 



Najczęściej czytane artykuły



ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

Pod koloratką - kanał na YouTube



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter