28 maja
wtorek
Jaromira, Justa, Justyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Życie pasterza bez owiec traci sens

Ocena: 4.8
941

Czy moje świadectwo życia przybliża ludzi do Boga, czy ich oddala? – to najtrudniejsze, ale zasadnicze pytanie dla każdego kapłana. - mówi ks. Bogdan Bartołd, wieloletni duszpasterz akademicki, proboszcz parafii archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie, w rozmowie z Martą Kawalec

fot Krzysztof Karpiński/Pariafia Archikatedralna w Warszawie

Jak wspomina ksiądz początki swojego powołania do bycia duszpasterzem?

Kiedy zdecydowałem się wybrać drogę kapłaństwa, podzieliłem się tą decyzją z moim świętej pamięci proboszczem. Popatrzył on wtedy na mnie wnikliwie i powiedział: „Nie wiem, czy będziesz księdzem, czy nie… Ale gdybyś jednak przypadkiem nim został, to pamiętaj o tym, że za kapłanem zawsze idą ludzie. Pytanie, jakie musisz sobie stawiać codziennie, brzmi: dokąd ich prowadzisz?”.

 

Bo pasterz powinien wiedzieć, gdzie znajdują się dobre pastwiska?

Tak, bo to nie owce powinny kierować, ale ich przewodnik. Najczęściej przypominają mi o tym dzieci, kiedy wraz ze Wspólnotą Młodych Małżeństw wybieramy się na jakąś wycieczkę. Często pytają mnie wówczas cztero-, pięciolatki: „A czy ksiądz na pewno zna drogę?”. Mówię im wtedy, że tak, bo byłem tam kilka razy. „A, skoro tak, to pójdziemy z księdzem”. Zarówno małe, jak i duże owieczki lubią sprawdzać swojego pasterza.

 

Ale kiedy się dotrze na miejsce, pozostaje siedzenie i pilnowanie stada. Czy to nie jest nudne?

Nudne to jest życie pasterza bez owiec, bo wtedy jego misja traci sens. Kilkanaście lat temu byłem w Paryżu i zamieszkałem na kilka dni u pewnego biskupa. Dzielił się on swoimi spostrzeżeniami z posługi wiernym we Francji. Mówił, że została mu już tylko niewielka grupa księży, a tych, którym mają oni posługiwać, jest jeszcze mniej. I dodał takie bolesne słowa, które pamiętam do dziś: „Ja jestem tu biskupem, pasterzem. Tylko owiec mi brakuje”.

Cieszę się więc, jak mam ludzi na Mszach świętych, młodych, którzy angażują się w życie Kościoła. Tyle razy prowadziłem pielgrzymki liczące po kilka tysięcy osób. Kiedy widziałem, jak odpoczywają na łąkach i polanach, to czułem, że to są moje dzieci, niezależnie od wieku. Ja za nie odpowiadam i muszę je nakarmić Słowem Bożym, ale też zapewnić strawę fizyczną, żeby w drodze nie ustały.

 

Czuł się wtedy ksiądz jak ten pasterz z przypowieści?

Tak, ale zawsze mam w pamięci siebie sprzed lat, kiedy jako młody ksiądz po przyjęciu sakramentu kapłaństwa zostałem skierowany do pracy w wiejskiej parafii za Mińskiem Mazowieckim. Do moich obowiązków należało m.in. uczenie religii w szkole podstawowej. Przeczytałem dzieciom pewnego dnia fragment Pisma Świętego mówiący o dobrym pasterzu, który zostawia 99 owieczek i szuka tej jednej. Następnie mówię im, taki dumny, że to jest dopiero prawdziwy opiekun. Na to dzieci, wychowane w środowisku wiejskim, zaczęły wołać oburzone, że to wcale nie jest dobry pasterz, bo kiedy zacznie szukać tej zgubionej owcy, to całe stadko rozproszy się po wsi i w końcu wszystkie się pogubią. Były tak przekonujące, że w pewnym momencie sam zwątpiłem, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Zabrakło mi argumentów. Ale Pan Bóg czuwał nad młodym sługą i w pewnym momencie do największego oponenta zwrócił się jego kolega z pytaniem: „A gdybyśmy pojechali na wycieczkę i ty byś się zgubił, to wolałbyś, żeby ksiądz cię nie szukał?”. Na co oponent odpowiedział: „Tego nie wziąłem pod uwagę”. Lekcja została uratowana. Dobry pasterz również.

 

Owce to nie ludzie.

Tak. Kiedy człowiek patrzy na owce, wydają się jedną masą. Nie widać pomiędzy nimi różnicy, ale dobry pasterz zna swoje owce i potrafi je rozpoznać. Kiedyś wybrałem się z młodzieżą w góry, do sanktuarium maryjnego na Wiktorówkach, gdzie pracują dominikanie. Pewnego wieczoru rozmawialiśmy z jednym z ojców, który mówił, że jego najbliższym sąsiadem od maja do października jest baca, który pasie swoje owce na Rusinowej Polanie. Kiedy turyści zeszli już ze szlaków, ten dominikanin poszedł pewnego dnia na Polanę i przysiadł się do tego człowieka. Pyta go: „Baco, a ile wy tych owiec macie?”. „Siedemdziesiąt” – odpowiedział. „A czy wy rozpoznajecie każdą indywidualnie, bo przecież wszystkie są takie same?”. Wtedy baca spojrzał na niego wyraźnie zdegustowany i zaczął wymieniać, która owca jest czyją matką, siostrą, kuzynką… Ojciec nie chciał w to uwierzyć i pyta bacy: „Ale jak wy je rozpoznajecie?”. I w odpowiedzi usłyszał: „Normalnie ojcze, normalnie – po mordce”.

 

Ale wśród pasterzy są pewnie tacy, którzy wypatrują zbliżających się niebezpieczeństw, ale i tacy, którzy będą spać lub grać na fujarce.

Jak jest czas, to można sobie zagrać, usiąść na kamieniu i odpocząć, ale czasem trzeba wziąć owcę na ramiona i ponieść ją do domu, bo ona już sama nie wróci. Trzeba być zawsze czujnym.

 

Czy na co dzień duszpasterz ma wiele problemów ze swoim stadkiem?

Różnie to bywa. Jest świętowanie, czas odpoczynku i pracy. Czasami trzeba kogoś upomnieć, ale wcześniej pięć razy pomodlić się, aby dobrze dobrać słowa, żeby nie urazić, ale zwrócić uwagę. Zwykle gdy ktoś do mnie przychodzi i mówi: „Proszę księdza, mam problem”, to ja mówią do niego: „Mamy problem”, bo od tej pory to jest już nasza wspólna sprawa. Ale czasem przychodzą i tacy, którzy chcą się podzielić swoją radością i mówią: „Proszę wyjrzeć za drzwi i zobaczyć, kto tak hałasuje! Słyszy ksiądz? To nasze dziecko!”.

 

Jakie cechy powinien mieć dobry pasterz?

Dobry pasterz powinien być wpatrzony w tego jedynego Pasterza, czyli Pana Jezusa. Powinien mieć jedną podstawową cechę, czyli roztropną miłość. Powinien kochać tych, których Bóg stawia na jego drodze. Niezależnie od tego, jaki on jest i na jakim etapie rozwoju, należy na niego spojrzeć z miłością i wydobyć to, co dobre, bo nigdy nie jest tak, że w człowieku jest tylko zło. Trzeba czasami umiejętnie zagrać na tej nucie dobra, które Bóg zostawił w jego sercu.

 

Kiedy zapytałam dzieci, jaki ich zdaniem powinien być pasterz, powiedziały: wytrzymały, cierpliwy, wrażliwy, lojalny, odważny i zadowolony z tego, co robi.

To wszystko prawda. Dobry pasterz to taki, który potrafi wydobyć ze swoich podopiecznych to, co mają najlepsze. Kiedy są jeszcze młodzi, nie musi zawsze prowadzić za rączkę, ale powinien uczyć odpowiedzialności. Kształtować, aby potem wyrośli z nich przyszli pasterze, którzy również będą potrafili zmierzać w odpowiednim kierunku i innym go wskazać. Jezus też miał wokół siebie uczniów, którzy kroczyli za nim, a po zesłaniu Ducha Świętego sami zaczęli być pasterzami i głosić to, co im Chrystus przekazał.

Dodałbym jeszcze, że powinien być także radosny wewnętrznie, aby dawać ludziom ten Boży optymizm. Musi też nieść nadzieję. Teraz przeżywaliśmy okres Wielkiego Postu, trudny czas, po którym przychodzi zwycięstwo. Każdy z nas ma mentalność zwycięzcy, ale będziemy zwyciężać, jeśli będziemy iść wspólnie za tym jednym Pasterzem, którym jest Jezus.

 

Czy pasterz ogląda się czasem za siebie?

Musi mieć wgląd w siebie. Kiedy pracowałem już w kościele akademickim św. Anny ze studentami, pojechaliśmy na wycieczkę. Najciekawsze rozmowy zaczynały się tam zwykle wieczorem, a trwały czasem aż do wschodu słońca. Pewnego dnia ktoś zapytał mnie: „Czy ksiądz codziennie robi rachunek sumienia?”. Odpowiedziałem, że tak, a nawet częściej. „To jakie jest, zdaniem księdza, najtrudniejsze pytanie w rachunku sumienia?”. Długo się nad tym zastanawiałem i odpowiedziałem w końcu: „Czy moje świadectwo życia przybliża ludzi do Boga, czy ich oddala?”. To najtrudniejsze, ale zasadnicze pytanie dla każdego kapłana.

 

Czy pasterze wspierają się nawzajem?

Pewnie. Mamy swoje spotkania formacyjne, wymieniamy się doświadczeniami podczas rekolekcji, mamy przyjaciół księży, z którymi dzielimy się różnymi spostrzeżeniami. To normalne, że ksiądz po święceniach przez kilka dni myśli, że na wszystkim się zna, ale potem staje w pokorze i zaczyna szukać odpowiedzi. A tym, co staje się najtrudniejsze w tej posłudze, jest moim zdaniem to, że trzeba się swoim podopiecznym poświęcić 24 godziny na dobę i być z nimi w najtrudniejszych sytuacjach.

 

Dlaczego obchodzona jest Niedziela Dobrego Pasterza?

To ukazanie osoby Pana Jezusa, pokazanie tego jedynego prawdziwego Pasterza, dla którego każda owca jest jedyna i wyjątkowa. Pokazuje nam człowieka, do którego możemy przyjść i zapytać, co powinniśmy uczynić. Człowiek współczesny, mimo że żyje wśród ludzi, potrafi być bardzo osamotniony. Trzeba mu przypominać: nie jesteś sam! Twoje życie jest ważne, potrzebne i opiekuje się nim ktoś, o kim możemy powiedzieć Dobry Pasterz. Ta niedziela ukazuje nam Chrystusa, który daje nam to poczucie bezpieczeństwa, że w Jego obecności możemy góry przenosić. Nie będzie lęku w naszym sercu i nie będziemy nigdy sami.

 

Czy w tę niedzielę przyjmuje ksiądz życzenia?

Cieszę się, kiedy ktoś mówi mi: „dobrze, że jesteś”. Cieszę się, kiedy ktoś mówi mi: „mógłby się ksiądz poprawić”. Najpiękniejsze życzenia, które kiedyś ktoś mi złożył, to „żeby ksiądz rozwijał w sobie dar mądrości”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 29 maja

Środa, VIII Tydzień wielkanocny
Syn Człowieczy przyszedł, żeby służyć
i dać swoje życie jako okup za wielu.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 10, 32-45
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter