19 lipca
piątek
Wincentego, Wodzislawa, Marcina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zdecydowani, by wierzyć

Ocena: 4.8
1667

 


OD NOWA – PO BOŻEMU

Paweł wychował się w tradycyjnej, pobożnej rodzinie. Był ministrantem. – Do bierzmowania wszystko szło „po Bożemu”, ale później uznałem, że Bóg nie jest mi potrzebny, a wręcz zawadza w prowadzeniu życia łatwego i przyjemnego. Szybko rozpoczęły się imprezy, bójki, kradzieże, trawka, samochody – braliśmy z kolegami z życia pełną garścią. Ciągle jednak było mało, ciągle czegoś brakowało – wspomina. W tym czasie poznał Kasię i do dawnych występków doszło rozwiązłe życie, jeszcze szybciej grzech gonił grzech. – W miejsce Boga sam dla siebie byłem bogiem, a On się nie narzucał. Szanował moje wybory – ocenia. Po sześciu latach urodziła im się pierwsza córka, ale to nie zmieniło ich życia. – Widziałem, jak nam się życie w rękach rozsypuje, i nie wiem, co by było, gdybym – opatrznościowo – za dawne sprawki nie trafił na rok do więzienia. Pamiętam wtedy moje wołanie w celi: „Boże, ratuj!”. I Bóg dał nam z Kasią wspólne pragnienie, by żyć inaczej, od nowa – po Bożemu – opowiada. Gdy wyszedł z więzienia, zaczęli od przygotowań do sakramentu małżeństwa.

– Pamiętam pierwszą od sześciu lat spowiedź. Myślałem, że zostanę totalnie potępiony, ale nic takiego się nie stało. Serce miałem lekkie jak nigdy przedtem. A następnego dnia ślub udzielany przez księdza z konfesjonału. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu – wspomina. Ale to jeszcze nie było pełne nawrócenie.

Paweł zerwał z dawnym towarzystwem, ale wiarę i praktyki religijne traktowali z Kasią jak szwedzki stół – brali tylko to, co im pasowało. – Zaczęliśmy znów oddalać się od Boga. Wkurzało nas nauczanie Kościoła, a już zwłaszcza Jana Pawła II. Ale Bóg – jak zawsze w takich okolicznościach – interweniował i przyszedł z łaską. Do każdego przychodzi z innym „kołem ratunkowym”. Do mnie przyszedł z wewnętrznym przekonaniem i gorącym pragnieniem, by – mimo całej mojej grzeszności i słabości – poważnie potraktować wypowiadane podczas Mszy świętej Credo. Uważnie w kościele posłuchałem, w co wierzę, wróciłem do domu i powiedziałem Kasi, że nie możemy mówić, że wierzymy w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, a jednocześnie nie zgadzać się z nauczaniem Kościoła oraz papieża! Kończymy z antykoncepcją, ze szwedzkim stołem, chodzeniem do kościoła kiedy nam się zechce.

To był moment decydujący. – W tym jednym momencie zaczęliśmy inaczej żyć, modlić się wspólnie, korzystać z sakramentów, poznawać Jezusa, żyć wiarą na serio – wspomina Paweł. Dziś są szczęśliwym małżeństwem z 19-letnim stażem i czwórką dzieci, zaangażowanym w Domowym Kościele i świadczącym przy każdej okazji o swoich kolejach życia.

 


CUD I POWOŁANIE

Bartosz jako nastolatek w jednym z katowickich techników szedł typową drogą młodego buntownika. – Wiara i chodzenie do kościoła były dla mnie częścią domowej tradycji, stąd kiedy skończył się wpływ rodziców, skończył się także Kościół. Wtedy też zaczęły się kłopoty i życie na krawędzi, ucieczki z domu. Wszystkiego było za dużo i za szybko; traciłem kontrolę nad własnym życiem – wspomina. W końcu, jak mówi, siadła mu psychika.

– Zdiagnozowano mój stan jako zespół paranoidalny i depresję. Zamiast przygotowywać się do matury, leżałem bezwładnie na łóżku, bez poczucia sensu i siły do życia. Pamiętam tylko, że ojciec, któremu bardzo wiele zawdzięczam, przychodził, karmił mnie, brał na ręce i szedł ze mną do toalety. Pamiętam zakłopotanie na jego twarzy. Postanowiłem wtedy resztką woli, że trzeba coś zmienić – wspomina. Czuł, że w jego chorobie chodzi o coś więcej niż tylko to, co diagnozowali lekarze. Ostatnią iskrę nadziei dawała mu wyniesiona z domu wiara – i to był pierwszy raz, kiedy zwrócił się ze swoim życiem do Boga.

Mimo sprzeciwu lekarzy Bartosz odstawił leki i zaczął pojawiać się na Mszach świętych organizowanych przez Wspólnotę Przymierza Rodzin „Mamre”, gdzie poznał egzorcystę ks. Włodzimierza Cyrana. Tam zaczęło się jego zdrowienie. Wielokrotnie egzorcyzmowany, po podjęciu ciężkiej pracy duchowej, został po trzech i pół roku całkowicie uwolniony. Zdał maturę. Zaczął żyć w miarę normalnie, próbując sił po kolei na kilku kierunkach studiów i pytając Boga, co ma w życiu robić.

Bóg odpowiedział. – Od młodości trenowałem piłkę nożną, a potem brazylijskie dżiu-dżitsu. Nieraz miałem zerwaną torebkę stawową w kostce, więc kiedy stało się to po raz kolejny, znałem ciąg dalszy: około sześciu tygodni w gipsie, rehabilitacja, prądy, masaże itd. Dzień po założeniu gipsu na spotkaniu modlitewnym ks. Cyran wyciągnął mnie na środek sali, zaczął się nade mną modlić i powiedział: „W imię Jezusa Chrystusa bądź uzdrowiony”. Padłem na ziemię, przestała mnie boleć noga. Byłem w pełni zdrowy. To był przełomowy moment, kiedy potraktowałem poważnie wszystko, o czym dotąd słyszałem w „Mamre”. Moment rozpalenia gorliwości tak, że odtąd nie było dnia bez modlitwy czy czytania Słowa Bożego. Zacząłem to przekładać na swoje życie i wróciło pytanie o powołanie – wspomina.

Bartosz w 2010 r., mając 24 lata, z trzeciego semestru studiów w Wyższej Szkole Technologii Informatycznych w Katowicach przeniósł się do seminarium duchownego w Warszawie. Od 2018 r. jest księdzem, dziś wikariuszem w jednej z mokotowskich parafii.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz i publicysta, współtwórca "Idziemy" związany z tygodnikiem w latach 2005-2022. Były red. naczelny portalu idziemy.pl. radekmolenda7@gmail.com

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 lipca

Piątek, XV Tydzień zwykły
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 12, 1-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Anny 17-25 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter