11 grudnia
wtorek
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tatrzańskie Worship

Ocena: 4.6
621

Podhale budzi się do żywiej wiary. O tym, że górale kochają Jezusa. można się było przekonać podczas drugiego Tatrzańskiego Worship.

fot. Radek Molenda/Idziemy

Południe, zatłoczone Krupówki. Przy dźwiękach gry góralskiej kapeli, słychać góralski zaśpiew „Łubielbiojmy Jezusa, bo kocho nos, jak nikt”. Stoją górale pięknie wyszykowani, radośni, mówiąć przechodniom o tym, że Jezus Chrystus zmienił ich życie. Zapraszają do modlitwy, rozmowy, wspólnego tańca i zdjęcia całkiem za darmo na tle Giewontu. Jest i zainscenizowana rozmowa starego gazdy z turystką o „ludzkiej, egoistycznej prawdzie” i Jezusie, który jest autentyczną drogą, prawdą i życiem. I o tym, że „w górach są góry i doliny. Jest dolina Sodomy i Gomory, do której prowadzi droga tego świata, ale jest i góra Przemienienia i nowego życia, do której prowadzi, Bóg dając człowiekowi Matkę Bożą, by się za nami wstawiała”. – Mocie wy, kochana Pani, i kozdy cłek, wybór, którą drogą pójdziecie: cy drogom na zatracenie, cy tam, gdzie znojdziecie radość i miłość – mówi góral.

Wielu ludzi staje zaintrygowanych, słucha, podchodzi. W pobliżu nie brakuje osób w koszulkach z nadrukowaną zachętą: „Jeśli chcesz, pomodlę się z Tobą” i „Mogę opowiedzieć Ci swoją historię?”, które wręczają wszystkim zaproszenie na popołudniowe, góralskie uwielbienie Boga przed sanktuarium Najświętszej Rodziny na dolnych Krupówkach. Są i kapłani, do których można podejść, porozmawiać, poradzić się. I nie brakuje chętnych, by z modlitwy wstawienniczej, rozmowy, spowiedzi sporzystać. Pod Giewontem, już po raz drugi w przeddzień uroczystości Wniebowzięcia NMP, rozpoczęła się doroczna akcja modlitewno-ewangelizacyjna „Tatrzańskie Worship”.

Spowiedź w kościele Najświętszej Rodziny rozpoczęła się na godzinę przed rozpoczęciem popołudniowego spotkania. Plany organizatorów, by „Tatrzańskie Worship” odbywało się na palcu przed światynią, pokrzyżował deszcz, jednak już w wewnątrz świątyni – pełno ludzi. Konferencje o Duchu Świętym w sakramentach i w życiu codziennym, przeplatane świadectwami osób świeckich i modlitwą, głosi o. Paweł Drobot CSsR, lider Szkoły Nowej Ewangelizacji archidiecezji krakowskiej „Sursum Corda”. W tym samym czasie, w różnych miejscach kościoła, do kilkuosobowych grupek wolontariuszy ustawiły się w kolejkach osoby pragnące rozmowy i modlitwy wstawienniczej. Głównym punktem Ewangelizacji Zakopanego jest Eucharystia, a po niej – wypogodziło się, więc już ze sceny na wypełnionym ludźmi placu przed kościołem – koncert uwielbienia ze świadectwami, tańcami i modlitwą o uzdrowienie.

Wspólne uwielbienie kończy się kilkanaście minut po godz. 22, jednak ludzie nie chcę się rozejść. – Umówiliśmy się z Panem burmistrzem, że nie będziemy zakłócać ciszy nocnej, ale Tatrzańskie Worship tak naprawdę nie kończy się. Możemy nadal uwielbiać Boga tam, gdzie żyjemy: w naszych rodzinach, środowiskach, miejscach pracy – mówi do zebranych na koniec Grzegorz Bieniek, lider miejscowej Wspólnoty Żywej Wiary, filii krakowskiej SNE, która – wspólnie z krakowską „Sursum Corda” – jest głównym organizatorem akcji.

Podhale budzi się do żywej wiary. Świadczy o tym, nie tylko Tatrzańskie Worship, ale także m.in. organizowana już cyklicznie w połowie czerwca w Hali Lodowej w Nowym Targu akcja „Jezus na lodowisku”. Obie te akcje mają dwa cele: zintegrować wspólnoty m.in. Odnowy w Duchu Świętym, Szkoły Nowej Ewangelizacji, neokatechumenalnie i oazowe we wspólnym działaniu na chwałę Boga oraz głoszenie Dobrej Nowiny zarówno mieszkańcom Podhala, jak i przybywającym tu z całego świata turystom. I tak się dzieje. W Tatrzańskim Worship służyło blisko stu wolontariuszy ze wspólnot z całego Podhala. Zresztą – na co zwraca uwagę ks. Bogusław Filipiak, kustosz sanktuarium Najświętszej Rodziny na dolnych Krupówkach – inicjatywy ewangelizacyjne, bardzo dobrze przyjmowane przez górali i turystów, w Zakopanem ruszyły już w 2013 roku, Roku Wiary. I ujawniły ogromny potencjał zakopiańskich wspólnot. – Pierwszą dużą, trzydniową ewangelizację w Zakopanym prowadził ks. bp Ryś. Była m.in. duża droga krzyżowa spod pomnika JP2 na Kalatówki, do sióstr Albertynek, z uczestnictwem 1200 osób. Przez trzy lata koło 15 sierpnia trwały dni ewangelizacyjne. I potem, przed rokiem powstała idea Tatrzańskiego Worship. Tak więc tatrzańskie uwielbienie trwa już szósty rok – przypomina ks. Filipiak.

– Górale też potrafią doświadczyć fest-relacji z Panem Bogiem. To prawda, że dużo jest jeszcze roboty. Często jest pobożność, ale nie ma w tym życia, treści. Ubierzemy się ładnie do kościoła, pokażemy parzenice z Janem Pawłem II, i to tyle. Ale to się zmienia. Jak zewangelizujesz górala – da z siebie i od siebie wszystko, wplecie w uwielbienie Boga wszystkie swoje talenty. I będzie przepięknie. Dlatego chcemy, by nasze ewangelizowanie było osadzone w naszej kulturze, folklorze. Wierzymy, że przez tę naszą autentyczność, przez ten góralski worship da się do ludzi trafić, przyciągnąć do Boga – mówi Grzegorz Bieniek. – Jak będziemy posłuszni Duchowi Świętemu, to wierzę, że za kilka lat na scenie staną sami górale i zrobią takie uwielbienie, że całe niebo się zatrzęsie! /Radek Molenda

Tatrzańskiemu Worship patronuje medialnie m.in. tygodnik Idziemy. Warto także zajrzeć na strony: www.jezusnalodowisku.pl oraz www.sne.diecezja.pl.

*****

Dorota

Rok temu 14 sierpnia po południu wróciłam z wakacji. Lodówka pusta, na następny dzień święto, trzeba pójść na zakupy. Po drodze słup ogłoszeniowy. Stanęłam, żeby zobaczyć co dzieje się w Zakopanem.

Przede mną plakat „Tatrzańskie Worship”. Nie znam angielskiego, więc stałam niezadowolona, że nie wiem o co chodzi. Z pojedynczych słów zapisanych na plakacie wynikało, że to wydarzenie religijne, zastanawiałam się nawet czy katolickie. Zaintrygowało mnie jednak na tyle , że poszłam w okolice namiotu. Nie weszłam od razu, nie lubiłam niepewnych, nowych sytuacji, ale miałam nadzieję, że usłyszę co się tam dzieje. Obejrzałam stragany (Targi Produktów Regionalnych). Gdy podeszłam bliżej namiotu otrzymałam ulotkę z programem, młode dziewczyny zaprosiły na Mszę św. i uwielbienie. Potrzebowałam czasu do namysłu. Z jednej strony coś mnie bardzo przyciągało, z drugiej było realne zmęczenie po podróży i pusta lodówka. Zrobiłam jeszcze rundkę dookoła Równi. I zdecydowałam. Weszłam do namiotu. Zostałam na Mszy św. a potem jeszcze na uwielbieniu, do końca.

Było coś dziwnego w moim uczestnictwie, przeżywaniu. Widziałam rozradowanych, uwielbiających Boga ludzi. Miałam jakąś dziwną świadomość tego co oni przeżywają, przekonanie o ich radości. Również tego pragnęłam. Ale ja sama nie mogłam tego doznać. Byłam oddalona, jak gdyby oddzielona szybą. W folderze, który otrzymałam, a który obejrzałam dopiero w domu było zdjęcie kobiety za szybą zmoczoną deszczem. Ono oddawało to, co czułam.

To byłam właśnie ja.

Na Worship pod namiotem spotkałam koleżankę, z którą wcześniej pracowałam. Już wtedy wspomniała mi o wspólnocie. Potem okazało się, że była tam też moja sąsiadka, również należąca do wspólnoty.

Prawie miesiąc później spotkałam się z koleżanką, opowiedziała mi o swoim życiu z Jezusem, zaprosiła do Wspólnoty Żywej Wiary. Po rozmowie wiedziałam, że bardzo chcę być w tej wspólnocie. Nie obyło się jednak bez wątpliwości, czułam się zbyt kiepska, niegodna , aby do nich dołączyć. Jednak z samym pragnieniem przyszła taka radość jakiej dotąd nie przeżywałam, gotowa byłam zaryzykować odrzucenie.

Już od chwili podjęcia tej decyzji zaczęły dziać się przedziwne rzeczy,

a od momentu przyjścia do wspólnoty, spotkania z żywym Jezusem, stopniowo zmieniałam się ja i moje życie. Przewartościowałam swoje życie. Inne sprawy są dla mnie ważne, inaczej spędzam czas. A wszystko to nie dlatego, że tak trzeba, że ktoś mi kazał, ale że sama tego zapragnęłam. Dzień staram się zaczynać od Mszy świętej, najważniejsza książka to Pismo święte, a najważniejsza osoba to Jezus. On mnie prowadzi, posyła Ducha Świętego, uzdrawia moją duszę, leczy serce, wskazuje takie ciemne zakamarki w duszy, których istnienia nie podejrzewałam, zmienia sposób patrzenia na świat, daje prawdziwą radość

i poczucie bezpieczeństwa, a życie z Nim stało się wspaniałe.

Ale pierwszym krokiem była decyzja o wejściu do namiotu i pozostaniu na Worship. Potem, zgoda aby Jezus wszedł w moje życie i dokonał w nim zmian. Resztę zdziałał On sam. Chwała Panu!

 

Karolina

We Wspólnocie Wody Żywej jestem od 4 lat. Na ubiegłorocznym Worshipie przed południem byłam odpowiedzialna za kawiarenkę, gdzie każdy mógł coś zjeść, napić się. A po południu była wśród osób, do których można było podejść, porozmawiać. Zdecydowałam się świadczyć o Jezusie na Worshipie ponieważ jestem przekonana, że świat potrzebuje, by do niego z Bogiem przychodzić i ludziom o Bogu mówić. Charyzmatem naszej wspólnoty jest wychodzenie do ludzi. Być może ktoś będzie szedł po Krupówkach, usłyszy Słowo Boże i to Słowo go dotknie i zmieni jego życie.

Tak samo mogę powiedzieć, że zeszłoroczny Worship zmienił moje życie. W czasie modlitwy po raz kolejny zawierzyłam Bogu siebie, swoją przyszłość. I potem, w czasie tańca, złamałam kość śródstopia. Byłam długo na zwolnieniu i był to dla mnie bardzo owocny duchowo czas refleksji, przebywania na modlitwie. Wtedy podjęłam wiele ważnych dla mnie decyzji: zmieniłam pracę, postanowiłam bardziej zadbać o swoje zdrowie, zaręczyłam się, zmobilizowałam do zrobienia prawa jazdy. Kiedy patrzę na miniony rok widzę, że był to dla mnie czas błogosławiony.

 

Jakub

Jestem członkiem Wspólnoty Żywej Wiary z Zakopanego. Podczas zeszłorocznej ewangelizacji byłem odpowiedzialny za koordynacje modlitw wstawienniczych.

Z perspektywy czasu mogę z całą pewnością powiedzieć, że miejsce w jakim postawił mnie Bóg jest dziełem jego łaski i miłosierdzia. Osobiście nigdy nie szukałem wspólnoty. Owszem byłem praktykującym katolikiem. Angażowałem się w życie parafii. Jednak pojawił się moment, kiedy odczułem w swoim życiu pustkę. Niby wszystko było w porządku, ale tak naprawdę czułem, że moje praktyki religijne są pozbawione serca, że to tylko rytuały czynione bez przekonania. Czułem się samotny. I wtedy po raz pierwszy zawołałem do Boga : Ratuj! Nie chcę pełnić już swojej woli, ale bądź wola Twoja. Zapraszam Cię Jezu do mojego życia-  rób ze mną, co zechcesz.  W niedługim czasie po tym pojawili się ludzie, dzięki którym trafiłem do wspólnoty. Od tego momentu moje życie zmieniło się diametralnie. Bóg zaczął mnie zmieniać. Uwalniał, uzdrawiał. Z zamkniętego na ludzi, skupionego na swoich problemach i lękach stawałem się coraz bardziej otwarty na innych. Im bardziej angażowałem się w służbę, tym bardziej Bóg dodawał mi śmiałości i pewności i stawiał przede mną nowe wyzwania. Jeszcze kilka lat temu, gdyby mi ktoś powiedział, że będę posługiwał modlitwa wstawienniczą, a do tego że będę odpowiedzialny za tę posługę  podczas „Tatrzańskiego Worshipu” – bym go wyśmiał. Pan Bóg ma poczucie humoru! Moją wewnętrzną motywacją, aby służyć innym podczas ewangelizacji jest to, że sam zostałem uratowany przez Boga. To On pierwszy mi podał rękę. Na wiele sposobów dawał i daje mi odczuć Swoją obecność w konkrecie mojego życia. Jeśli spotkasz Boga Żywego, nie możesz nie chcieć podzielić się tym doświadczeniem z innymi. Kiedy żyjesz w relacji z Duchem Świętym i jesteś wierny Jego natchnieniom  musisz się liczyć z tym, ze poprowadzi cię w nieznane, do nowych miejsc i ludzi, którzy są głodni Boga. Nie jestem herosem. Odczuwam  trudności, obawy, dopadają mnie słabości, ale jestem silny, nie swoimi siłami. Czerpie moc z mieszkającego we mnie Ducha. Wszak jesteśmy „Świątynią Ducha Świętego”. I te słowa nie są pustą frazą. Z całą mocą osobiście mogę  potwierdzić, że to prawda!  Kiedyś oceniałem innych ludzi. Będąc w szkole Ducha Świętego, moje patrzenie na innych ludzi, szczególnie tych najbardziej poranionych, diametralnie się zmieniło. Skoro oni sami nie przyjdą do Kościoła, to ja  - „ Świątynia Ducha Świętego” jestem wezwany, aby iść do nich. Jest to odpowiedz na wezwanie Jezusa : „Idźcie i głoście”.  Pan wlał w moje serce współczucie, które niejako pcha mnie, abym wyszedł do nich i służył im. W moim wypadku jest to posługiwanie modlitwa wstawienniczą.  Właśnie taka przestrzenią jest czas ewangelizacji – „tatrzańskiego worshipu”.  Ale  idę do nich, nie z poczucia wyższości. Wiem, że gdyby nie łaska Boża, ja sam byłbym pewnie w jeszcze gorszej sytuacji niż oni. Wszystko, co robimy jest po to, aby objawiła się chwała Boża. W tym wszystkim najważniejszy jest Bóg. Jemu chwała i cześć!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -