3 grudnia
piątek
Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rekolekcje z bp Galbasem

Ocena: 3.9
433

– Radość to jest to przekonanie, że także wtedy, gdy jest trudno, nie jestem sam – powiedział bp Adrian Galbas SAC drugiego dnia rekolekcji na antenie TVP 3. Tematyką telewizyjnych nauk adwentowych wygłoszonych przez biskupa pomocniczego diecezji ełckiej będą trzy pandemie. Pierwsza dotyczyła pandemii świętości, druga pandemii radości. Trzecia nauka poświęcona będzie pandemii na „M”.

fot.www.biskupgalbas.pl

Publikujemy treść nauki rekolekcyjnej:

Z 1. Listu św. Piotra Apostoła: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo nas zrodził do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy choć teraz nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz” (1P 1, 3-9).

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi kochani, trwamy w naszych adwentowych rekolekcjach o trzech pandemiach. Wczoraj mówiliśmy o pandemii świętości, o naszym pierwszym i podstawowym powołaniu, którego nie musimy rozeznawać, które zostało nam ofiarowane wraz z sakramentem Chrztu Świętego. I które jest jednocześnie naszym pierwszym, podstawowym i wspólnym wezwaniem.

A zakończyliśmy na myśli papieża Franciszka, który mówi, że przeciwieństwem świętości, tym co ją nam najbardziej utrudnia jest nasze upodobanie do życia przeciętnego, rozwodnionego i pustego. I myślę sobie, że nie powinniśmy tego przegapić, ponieważ to jest jedna z najważniejszych, a może najważniejsza sprawa, którą my chrześcijanie mamy dzisiaj do zrobienia w tym świecie. To, znaczy się zradykalizować. To słowo „radykalny” czasami źle interpretujemy, a ono pochodzi od „radix”, a więc korzeń. Radykalny chrześcijanin to jest taki, który jest wkorzeniony w Chrystusa, który jest coraz bardziej z nim związany. Właśnie, który ma wstręt do tego, co przeciętne, rozwodnione i puste.

Słyszałem kiedyś taką opowiastkę, która mi bardzo została w pamięci, o tym jak pewien biedak zobaczył jak w domu bogatego sąsiada zajadają się świetnym, jak wyglądało po reakcjach jedzących, pysznym ciastem. Poprosił kucharza o przepis na to ciasto, potem zaniósł przepis swojej żonie i mówi: słuchaj, jesteśmy biedni, ale przynajmniej przez chwilę poczujmy się jak Ci bogaci, upiec to ciasto. Ale żona spojrzała na przepis i mówi: ten stary zwariował. 10 jajek? Dam 5. Mąka? Dam wodę. Masło? Dam smalec. I tak te wszystkie składniki pomieszała, włożyła do pieca, upiekła, a potem dała swojemu mężowi. Ten ugryzł kawałek i wypluł ze wstrętem mówiąc: jak oni mogą jeść takie świństwo.

Myślę sobie, że to właśnie grozi chrześcijaństwu, kiedy jest ono nieradykalne. To znaczy, kiedy to wszystko sobie tak chcemy rozciapciać, rozmiękczyć, rozwodnić. Przychodzi upodobanie do życia przeciętnego, pustego, wtedy ani nas samych to chrześcijaństwo nie nakarmi, ani za bardzo nie możemy nikogo nim poczęstować. Bo ono jest po prostu niestrawne.

Dzisiaj, bo to było jeszcze à propos wczorajszej katechezy. Natomiast zgodnie z zapowiedzią, chciałbym, żebyśmy chwilę zatrzymali się na drugiej pandemii. To znaczy na radości. I znowu może wydać się to dziwaczne, a nawet bezczelne, żeby w czasie, gdy koronawirus zbiera tak straszne i smutne żniwo, mówić o radości. A jednak myślę, że jest to jeden z tematów najważniejszych pod warunkiem, że najpierw sobie powiemy, czym ta radość jest, o której chcemy mówić i ta, do której jesteśmy wszyscy wezwani. Bo ona nie jest tylko przelotnym i powierzchownym uczuciem, jakimś nieustannym hi hi hi, ha ha ha, jakimiś niekończącymi się gilgotkami i rozśmieszaczkami, jakimś wiecznie trwającym Disneylandem.

Radość to nie jest także nieustanne „keep smiling” albo ćwiczenie się z pozytywnego myślenia. I to nie jest też tylko rozrywka. Czasem właściwie bywa tak, że im mniej radości, tym więcej rozrywki. Bywa taka rozrywka, która ma nas tylko rozerwać, jeszcze bardziej. Podczas gdy prawdziwa radość scala. Radość to nie są też tylko zabawy i przyjemnostki, choć żeby było wszystko jasne: Kościół przeciwko zabawom i przyjemnościom nic nie ma. Rzecz jasna, tym godziwym.

A św. Tomasz z Akwinu mówi nawet, że kiedy jest Ci smutno to jednym z najważniejszych lekarstw na smutek jest sprawienie sobie godziwej przyjemności, więc zabawy jak najbardziej polecam. One dobrze robią. Ale ta radość, która jest owocem Ducha Świętego w nas, i która jest chrześcijańską cnotą to jest coś dużo głębszego. To jest ta głęboka postawa serca, które w każdej, także w trudnej sytuacji potrafi zachować stałość, harmonię i pokój. To jest ta pewność, że moje życie jest w dobrych, czyli Bożych dłoniach. Radość to jest to przekonanie, że także wtedy, gdy jest trudno, nie jestem sam, spełnia się na mnie to, o czym mówi słynny Psalm 23: „Choćbym przechodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 4).

Ta chrześcijańska radość to jest też jakkolwiek dziwnie to dzisiaj brzmi: umiejętność złapania pewnego dystansu do chwili obecnej, jakaś autoironia. Trochę tak, jakby spojrzeć na siebie i na swoje życie z większej perspektywy. Tak jakbyśmy stali na szczycie wysokiej góry i stamtąd oglądali pozostałe szczyty albo jakbyśmy patrzyli na bezkres morza. W ogóle dobrze i w tym także pomaga cnota chrześcijańskiej radości, mieć w sobie taką umiejętność, żeby widzieć to, co jest, a nie tylko to, czego nie ma. To, co mimo wszystko jest, chociaż tak wielu rzeczy nie ma.

Widziałem kiedyś pewien reportaż w telewizji katalońskiej, który bardzo mi utkwił w pamięci. Kiedy do mieszkającego pod jednym z drzew w Barcelonie czarnoskórego mężczyzny podszedł miejscowy dziennikarz i mówi: Człowieku, po coś Ty tu przyjechał? Przecież Ty tu nic nie masz. A tamten spojrzał na niego swoimi wielkimi oczyma i mówi: Ja nic nie mam? Posłuchaj, przyjechałem z Sudanu. W mojej wiosce nie ma studni, musiałem więc chodzić 5 km do najbliższej studni. Teraz robią to moja matka i moje rodzeństwo. A 5 kroków od tego drzewa, pod którym mieszkam jest fontanna. I ona jest czynna 24 godziny na dobę. Cały rok, bo tu jest zasadniczo ciepło. Ja nic nie mam czy Ty nie umiesz patrzeć?

To mniej więcej o to by chodziło w chrześcijańskiej radości, żeby mimo wszystko, tego co oglądamy po drugiej stronie szklanych ekranów, czego doświadczamy teraz już od blisko roku z powodu koronawirusa, nie dać się temu. Zobaczyć to, co mam i jest. Całość, a nie tylko dziury w całym.

Jak w tej bajce o złotej rybce, to są bardzo pouczające bajki. Wśród nich jest także i ta, gdy złota rybka poprosiła tego, który ją złowił, by jednak on ją wypuścił, a w zamian spełni jego trzy życzenia. Dobrze, w takim razie niech zniknie moja żona, ponieważ jest bardzo gderliwa i mam jej po prostu dość. Żona zniknęła, ale w ten sposób ten człowiek stał się bardzo samotny. Mam drugie życzenie mówi do rybki: niech pojawi się moja żona. No, ale w ten sposób pozostało mu jeszcze tylko jedno życzenie do spełnienia. O co mam prosić, podpowiedz mi. A sama złota rybka mówi: poproś o to, żebyś potrafił docenić to, co masz i żeby to dało Ci radość.

Jedną z osób, która chyba najwięcej w życiu powiedziała mi, choć nigdy z nią nie rozmawiałem, która najwięcej  powiedziała mi o radości jest św. Matka Teresa z Kalkuty. Raz jeden w życiu ją widziałem. Było to, gdy jeszcze byłem klerykiem. Przyjechała wtedy do naszego seminarium i byliśmy razem na nabożeństwie różańcowym. I byłem urzeczony jej rozpromienioną, piękną twarzą, na której nie był tylko jakiś powierzchowny uśmiech, ale ta twarz emanowała radością, która płynęła z wnętrza. Pomyślałem sobie wtedy: ona pewni widzi Jezusa, tak jak my widzimy ją. I już po jej śmierci opublikowano listy, które pisała. A w tych listach jest także i takie zdanie: „Nic nie widzę, jest absolutna ciemność. Nie mam z zewnątrz żadnego pocieszenia. Ale jeśli to przyniesie Ci chwałę, jeśli to da Ci choć trochę radości, Panie Jezu. Jeśli ktoś zostanie przyprowadzony do Ciebie, jeśli mój smutek zaspokoi Twoje pragnienia z krzyża, to jestem przy Tobie. Z radością akceptuję wszystko. Do końca życia będę się uśmiechać do Twojej ukrytej twarzy”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 grudnia

Sobota, I Tydzień Adwentu
Dzień Powszedni/ wsp. św. Jana Damasceńskiego, prezbitera i doktora Kościoła/wsp. św. Barbary, dziewicy i męczennicy
Szczęśliwi wszyscy, co ufają Panu
+ Czytania liturgiczne (rok  C, II): Mt 9,5-10,1.5a.-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter