19 lutego
poniedziałek
Arnolda, Konrada, Marcelego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Papież sam do mnie przyjdzie!

Ocena: 5
223

W Gietrzwałdzie, gdzie trwa jubileusz 140. rocznicy objawień Matki Bożej, spotkałem 17-letnią Małgosię Junker z Iławy, która co roku w czasie wakacji pomaga siostrom przy obsłudze pielgrzymów. Rok temu przeżyła niezwykłą przygodę

fot. arch. Małgorzaty Junker

– Miałam wielkie obiekcje co do wyjazdu na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa – opowiada Małgosia – że po co tam jechać, skoro i tak ręki papieża nie dotknę, a w telewizji zobaczę dużo więcej, niż tam. Opowiadałam o tym siostrom w Gietrzwałdzie. Jedna z nich powiedziała pół żartem, pół serio: „Jak cię znam, to pewnie dopchasz się do samego papieża”. Na co ja odpowiedziałam: „Ja się nigdzie pchać nie będę. Papież sam do mnie przyjdzie!”.

Oczywiście nie wiedziałam, co mówię!

Do Krakowa wybraliśmy się na ŚDM całą grupą z Iławy. Zamieszkaliśmy w Trzebuni u jednej z rodzin, gdzie spędziliśmy noc z 26 na 27 sierpnia, by następnego dnia pojechać na czuwanie do Wieliczki na Capus Misericordiae. Już wieczorem zaczął pobolewać mnie brzuch. Kładąc się spać, powiedziałam koleżankom, byśmy przed snem zmówiły tajemnicę Różańca, aby wszystko dobrze poszło na ŚDM. Położyłam się spać, ale ból brzucha się nasilał. Pojawiła się gorączka i wymioty. To była jedna z trudniejszych nocy w moim życiu. Wyczekałam do rana i po godz. 6 powiedziałam gospodyni, która właśnie wstała, że coś się ze mną dzieje i że nie pojadę na spotkanie z Ojcem Świętym. Gospodyni wezwała lekarza, który stwierdził, że to może być coś poważnego, więc trzeba sprawdzić na pogotowiu lub w szpitalu. Pomyślałam: tam papież z młodzieżą, moimi znajomymi, a ja? Jechać do Krakowa i leżeć w szpitalu?

Najpierw wraz z naszym opiekunem, ks. Karolem Wagą, pojechaliśmy do szpitala w Myślenicach, gdzie stwierdzono, że to wyrostek, ale na zabieg muszę pojechać do szpitala w Prokocimiu. Tam lekarz na izbie przyjęć zarządził USG. Czekaliśmy dobrą godzinę. Badanie nic nie wykazało. Lekarz raz jeszcze badał brzuch i powiedział, że to chyba jednak jest wyrostek, trzeba pójść na oddział, a następnie na zabieg. Czekaliśmy w korytarzu, gdzie – jak się później okazało – znajduje się kaplica. Ksiądz Karol powiedział, że jak dobrze pójdzie, to jeszcze się tutaj z papieżem spotkam, ale sądziłam, że chciał mnie po prostu pocieszyć. Nie wiedziałam, że w tym czasie na parterze szpitala Franciszek spotkał się z chorymi dziećmi, ich rodzicami oraz personelem. Po kilku chwilach po szpitalu rozniosła się wiadomość, że papież ma wjechać na moje piętro, by pomodlić się w kaplicy szpitalnej.

Natychmiast na korytarzu nastąpiło poruszenie! Wszyscy ustawili się w szpaler, mnie posadzono na wózku inwalidzkim i… w pewnej chwili zobaczyłam, jak korytarzem idzie papież, który następnie wchodzi do kaplicy. Już sam widok Ojca Świętego sprawił, że miałam łzy w oczach. W tym czasie kard. Dziwisz powiedział: „Jeśli chcecie spotkać się z Ojcem Świętym, to pozdrawiajcie go i głośno wołajcie”. Krzyczałam wraz z innymi: „Papa Francesco!”. Papież wyszedł z kaplicy, a słysząc wołających odwrócił się i… widzę, że on idzie w naszą stronę. W jednej chwili zapomniałam o całym moim bólu. Patrzę, a papież podchodzi do mnie. Niewiele myśląc, zeszłam z wózka i upadłam na kolana. Ojciec Święty przywitał się, ja pocałowałam go w rękę, a on mnie pobłogosławił i pomógł mi się podnieść na wózek. Całe to zdarzenie trwało chwilę, ale dla mnie to było coś wyjątkowego. Coś, czego nie zapomnę do końca życia.

Najpiękniejsze jest w tym wszystkim to, że najpierw przeżyłam najboleśniejszą noc mojego życia, związaną z cierpieniem, a potem spotkała mnie taka łaska od Pana Boga, że przeżyłam najpiękniejszy dzień w życiu, którego nigdy nie zapomnę! Wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam Pana Boga, On był tak blisko mnie, przyszedł do mnie w osobie Ojca Świętego i można powiedzieć, że mnie po prostu uzdrowił. Zrozumiałam też, że każde cierpienie ma sens, a jeśli Pan Bóg kogoś doświadcza, to z tego cierpienia i tak wyprowadzi dobro. Tego dobra doświadczyłam w spotkaniu z Ojcem Świętym.

Wiem także – kończy opowieść Małgosia – że słowo wypowiedziane ma moc. Gdybym nie wybrała się do Krakowa wbrew moim wątpliwościom, to pewnie siedziałabym na kanapie i oglądała ŚDM w domu, w telewizji. Opłacało się zejść z kanapy, zaryzykować i doświadczyć działania Pana Boga!

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły