20 stycznia
sobota
Fabiana, Sebastiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Opłatek dla konia

Ocena: 0.2
1195

Przed nami Orszak Trzech Króli. Idąc za nimi, naprawdę idziemy do tamtej stajenki.

Scena była fascynująca: oto wśród tłoczącej się do składania wigilijnych życzeń radosnej rodziny – czy raczej wśród jej dorosłych nóg – dwuletni Henio przedziera się do ulubionego drewnianego konia, bezpiecznego, bo nie na biegunach, i wpycha mu opłatek do płaskiego pyska. I przemawia na swój sposób, czule i zdecydowanie: – Weź, koń.

Oniemiałam z zachwytu. Zaledwie kilka godzin wcześniej, zajęta w kuchni, słuchałam w radiu – w niejednej stacji – różnych wigilijnych audycji. Jak zawsze pełnych liryki, ciepła, nastroju. O dawnych wiejskich i dworskich zwyczajach i ich genezie, o snopku zboża w każdej izbie – nierzadko w każdym rogu innego, żeby i pszenica, i żyto, i owies, i jęczmień miały swoją reprezentację. O podłaźniczkach i światach, o symbolice maku, miodu, orzechów i suszonych owoców. O miłości do sadu, pola i zagrody, przejawiającej się w tym także, że i do studni gospodarz – prosząc Boże Dziecię w tę szczególną noc o błogosławieństwo – wrzucał opłatek, pomodliwszy się uprzednio. I oczywiście o szacunku dla wszelakiego Bożego stworzenia, które towarzyszy człowiekowi na co dzień i które go żywi, grzeje i strzeże.

Dla tego stworzenia także był opłatek, jeszcze niedawno – a może wciąż tak jest? – kolorowy, specjalnie barwiony. Z opłatkiem gospodarz szedł do stodoły, do stajni, do psa. Nierzadko z odpowiednią pastorałką, które – na szczęście – nasi poprzednicy w dziennikarstwie czy w etnografii zdążyli zapisać. Pastorałki zaś żałowały Jezusicka, że się w takiej biedzie narodził, i obiecywały nawet groch ze schabem, a i kieliszeczek, gdyby się tylko narodził w „nasej chałupinie”.

Ze zdziwieniem usłyszałam jednak pewną niespotykaną wcześniej, przynajmniej z tej okazji, nutę: czy księża na to wszystko pozwalali, czy nie doszukiwali się w tym niestosownych treści albo nawet zabobonu?

Skąd ten ton? Skąd ten nadmiar troski, chciałoby się napisać: fałszywej? Skąd poczucie, że można – czy nawet należy – poddawać w wątpliwość szczerość tamtej starej tradycji. Tradycji wyprowadzonej przecież z samych podstaw wiary i głęboko teologicznej, o czym mówią do dziś polskie kolędy. Czy aby nie jest kolejna próba sprowadzenia prawd wiary do prostego obrzędu, do ludowej zabawy, do oddzielenia wiary od życia?

A tu prosty gest małego Henia pokazuje, jak naturalne jest w człowieku – nawet dwuletnim, który nie wyrazi tego żadnymi słowami – dążenie do jedności z całym stworzonym światem. Bożym światem.

Że mistyka życia rodzinnego ma swoją kulminację w wigilijny wieczór, jest rzeczą pewną i bogato opisaną. Każda rodzina ma swoje własne przeżycia, którymi budują się kolejne pokolenia. Stąd biorą się tradycje, zwyczaje i obrzędy, o których tak chętnie dziś piszemy i które pokazujemy w naszych programach. Ale róbmy to uczciwie, nie kwestionując odwiecznych intencji.

Przed nami Orszak Trzech Króli. Idąc za nimi, naprawdę idziemy do tamtej stajenki.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły