21 września
piątek
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niech się pani pomodli

Ocena: 0
2226

Odlany z mosiądzu lub innego stopu Jan Karski patrzy na przechodniów z metalowej ławeczki

Od kilku lat w Warszawie na skwerze przy pomniku Bohaterów Getta odlany z mosiądzu lub innego stopu Jan Karski patrzy na przechodniów z metalowej ławeczki niewidzącym wzrokiem i – no właśnie – prowokuje ich do myślenia? I czy przechodnie, z których spora część idzie tamtędy do muzeum Historii Żydów Polskich, w ogóle wiedzą, kto to jest? A jeśli tak, to czy ich wiedza wykracza choć trochę poza popularne zbitki myślowe, żeby nie powiedzieć: poza stereotypy? Co wiedzą o Karskim, poza tym że był legendarnym emisariuszem Armii Krajowej, który zawiózł do polskiego rządu w Londynie przesłanie ginącego getta?

„Ja byłem i jestem sodalis marianus” – nigdy nie zapomnę jego głosu i siły, z jaką wypowiedział te słowa na spotkaniu, w 1993 bodaj roku. Urządzili je uratowani Żydzi na cześć swoich Sprawiedliwych, a odbywało się bodaj w warszawskim hotelu Victoria. Prosta deklaracja Jana Karskiego zrobiłaby pewnie jeszcze większe wrażenie, gdyby wszyscy zebrani od razu zrozumieli łacińską formułę, którą ów bohater trzech narodów opisał swoją przynależność do Sodalicji Mariańskiej. Tak jest, do Sodalicji Mariańskiej, którą już przed wojną lewicowa i liberalna, a po wojnie także oficjalna peerelowska propaganda na wszelkie sposoby próbowała zohydzić, wyszydzić, zakłamać. Tymczasem ta właśnie organizacja, o korzeniach sięgających 1563 roku (!), o ignacjańskiej formacji – wychowała wielu wybitnych ludzi, w tym takich bohaterów czasu wojny, o których polskie dzieci będą się zawsze uczyć z podręczników.

Wracam do tej sprawy z okazji Marszu Modlitwy Szlakiem Pomników Getta Warszawskiego, na który co roku zapraszam i w którym co roku uczestniczę, od kiedy sama go współtworzyłam przez ponad ćwierćwiekiem. Marsz zaczynamy przy pomniku Bohaterów Getta, gdzie rabin Michael Schudrich modli się przejmującym śpiewem El male rachamim, któryś z duchownych chrześcijańskich mówi modlitwę za zmarłych, wszyscy modlimy się Psalmem 44 – i przechodzimy do Drzewa Sprawiedliwych. Tam odmówimy „Ojcze nasz”, nie wspominając ich imion, choć może szkoda. Zasłużyli przecież na wyjątkowe miejsce w naszej pamięci, a z wielu różnych powodów mieli go wcale nie mieć. Także dlatego, że działali – nierzadko – w imię Polskiego Państwa Podziemnego, a za to po wojnie szło się do więzienia, jak Władysław Bartoszewski, lub na śmierć, jak Witold Pilecki.

Marsz Modlitwy nie ma być lekcją historii, ale jednak nią jest, jeśli nawet głośno o niej nie mówimy. Przecież następny na liście pomników jest Kamień Pamięci Szmula Artura Zygielebojma, którego nazwiska przez długiem lata poprzedniego systemu nawet nie wymieniano, bo był członkiem rządu londyńskiego! Tam zmówimy Psalm 74.

Reszty nie opisuję. Zapraszam do osobistego udziału, w niedzielę 22 kwietnia. Na końcu, na dawnym Umschalgplatz, modlimy się słowami modlitwy „Za naród żydowski” św. Jana Pawła II. Nasz papież przygotował ją specjalnie na spotkanie, kiedy przybył tam 11 czerwca 1999 roku. I zostawił, żebyśmy mieli się jak pomodlić na tym miejscu naszej historii.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI