20 czerwca
środa
Diny, Bogny, Florentyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Myśli na jesień

Ocena: 4.25
830

Listopadowe poranki są już zimne. Trzeba przykrywać się grubszą kołdrą, zamiast kawy pić herbatę malinową, wypatrywać babiego lata. Szczęście dosięga nas w najmniej spodziewanych sytuacjach.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

To, że żyjemy, że doświadczamy piękna stworzeń, że otula nas promień przyjaźni albo miłości, że strzegą nas niebiańscy aniołowie – nie jest czymś zwyczajnym. Czyżby najprawdziwszy cud? Bez wątpienia. Wiem, jak kruchymi istotami jesteśmy. Z jakimi oporami przychodzi nam podążanie za Bożymi wzorami. Przed Nim zawsze jesteśmy w pół kroku, w niezdecydowaniu, w niedowierzaniu. Niekiedy nawiedza nas myśl, by siebie samych przed innymi wywyższać. Wówczas egoizm bierze górę, niszczy tlący się żar autentyczności. Dlatego Jezus przypomina: „Bądźcie jak dzieci”.

 

Być dzieckiem

Ale czy nasza wrażliwość religijna czuła jest na tego rodzaju metaforyczne sugestie? Ci, którzy opowiadają się za nienaruszalnością życia, widzą w dziecku „Boże odbicie”, Boży dar. Natomiast ci, którzy bardziej chronią samych siebie i przekonanie, że sami o wszystkim decydują, nie będą dostrzegali w dziecku faktu wyjątkowego, któremu, od chwili poczęcia, trzeba zagwarantować należyte warunki do osobowego rozwoju i pełni życia. Tymczasem w tradycji żydowskiej – przypomnę – płodność uznawano za znak szczególnego błogosławieństwa Boga. Obowiązek wychowywania dzieci uważano za naturalną oczywistość, gdyż są to istoty rozwijające się, jeszcze ostatecznie nieukształtowane.

Z tej racji niektóre z nich były przekazicielami dzieła zbawienia. Mały Samuel słuchał słów Pana i wiernie je przekazywał innym; Dawid został wybrany i wyróżniony przed starszymi braćmi; Tobiasz – choć bardzo młody – nie ustąpił z drogi Pana; Daniel, ratując Zuzannę, okazał się najmądrzejszy. I fakt najważniejszy: Syn Boży pojawił się na Ziemi jako Niemowlę (...). Stawiając dziecko jako przykład godny naśladowania, chciał zapewne zasugerować, że On sam jest uosobieniem czystej miłości. My oczywiście natychmiast zapytamy: tylko jak do takiego Boskiego wzoru się przybliżyć, jak go zrealizować?

Najpierw nie możemy obracać się wyłącznie pośród spraw ziemskich, zależnych od koniunktury giełd, partii politycznych, perswazji mediów. Ciągłe rachuby nie pozwalają na rozeznanie się w Bożych zamysłach, które opierają się na bezinteresownym dawaniu, a nie na kalkulacji. Od tej troski zamykającej perspektywę rzeczy wyższych wybawia każdego z nas właśnie postawa dziecka, czuła, pełna ufności, zawierzenia mądrości płynącej z nieba, kiedy całe nasze serce stale jest zwrócone ku Bogu; kiedy całkowicie pokładamy w Nim ufność; nie chcemy o niczym innym myśleć i niczego innego pragnąć, co byłoby przeciwne miłości; kiedy zachowujemy przykazania Boże i pielęgnujemy liturgiczny styl życia, żyjąc mocą Eucharystii i innych sakramentów. Wówczas dziecięcy styl życia jest naszym udziałem.

 

Miłość nie zna przemocy

Jezus, niebywale zdeterminowany, by wypełnić swoją życiową misję, podjął decyzję o wyruszeniu do Jerozolimy. Wiedział, że tam spotka go ukrzyżowanie. Chciał jednak wypełnić wolę Ojca, ziścić zapowiedziane przez siebie królestwo. Po to wszak stał się człowiekiem. Do tak niebywałej misji należało się przysposobić. Posyła przeto posłańców, by poszukali miejsca odpoczynku. Ci przybyli do pewnej miejscowości samarytańskiej, jednak nic pozytywnego nie udało im się osiągnąć. Jezusa nie przyjęto, gdyż okazało się, że wędruje do Jerozolimy.

To nieprzychylne zachowanie łatwo zrozumieć. Przecież i dzisiaj kraje arabskie nie wpuszczają na swe terytorium turystów, którzy mają w paszporcie pieczątkę z Izraela. W czasach Jezusa było podobnie. Samarytanie znajdowali się w trwałym konflikcie z narodem izraelskim. Być może z tej racji nie chcieli wesprzeć Jezusa. Stąd reakcja Jakuba i Jana wcale nie powinna dziwić. Aż – wyobrażam sobie – drżą z przejęcia i chęci zemsty, by postąpić tak, jak postąpił prorok Eliasz, który wyprosił u Boga, by Ten zesłał ogień z nieba niszczący jego przeciwników, o czym szczegółowo opowiada początek drugiej Księgi Kronik.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły